Logo Przewdonik Katolicki

Bracia od tajemnic

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Istnieli zaledwie dwieście lat, ale przez ten krótki czas stali się najpotężniejszą organizacją, jaką znała średniowieczna Europa. Od stuleci templariusze nieodmiennie fascynują historyków i wszelkiej maści badaczy, żądnych poznania tajemnic i ukrytej wiedzy, którą mieli rzekomo dysponować rycerze z czerwonymi krzyżami na płaszczach. Nigdy nie znaleziono legendarnego skarbu templariuszy,...

Istnieli zaledwie dwieście lat, ale przez ten krótki czas stali się najpotężniejszą organizacją, jaką znała średniowieczna Europa. Od stuleci templariusze nieodmiennie fascynują historyków i wszelkiej maści badaczy, żądnych poznania tajemnic i ukrytej wiedzy, którą mieli rzekomo dysponować rycerze z czerwonymi krzyżami na płaszczach.


Nigdy nie znaleziono legendarnego skarbu templariuszy, pomimo tego, że tysiące razy przeszukiwano pozostawione przez nich wspaniałe budowle. A przecież niewiarygodne bogactwo Zakonu nie było niczyim wymysłem. Według obliczeń doradców króla Francji Filipa IV Pięknego, posiadłości templariuszy przynosiły rocznie niewyobrażalna sumę 3600 000 kg srebra.
Kim zatem byli Rycerze Świątyni? Najwierniejszymi z wiernych chrześcijan, czy też może kimś na kształt dzisiejszych Amwayowców?

Rycerze do zadań specjalnych


Początki przyszłej potęgi zakonu były skromne. Około 1119 roku do Królestwa Jerozolimy przybyło dziewięciu rycerzy z Szampanii, z zamiarem założenia Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa, który miał bronić chrześcijańskich pielgrzymów przed napadami wrogich muzułmanów.
Dziś wydaje się wielce prawdopodobne, że całemu temu przedsięwzięciu od początku patronował św. Bernard z Clairvaux, największy ówczesny autorytet religijny i polityczny w Europie.
To także tłumaczyłoby, dlaczego jerozolimski król Baldwin II ofiarował braciom całe skrzydło swojego pałacu, w miejscu, w którym onegdaj wznosiła się świątynia króla Salomona.
Właśnie łacińskie słowo templum (świątynia) dało początek popularnej nazwie Zakonu.
W 1128 podczas soboru w Troyes sformułowano regułę templariuszy. Tak powstała jedyna w swoim rodzaju formuła zakonna - oprócz tradycyjnych ślubów składanych przez mnichów (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa) - nakładała ona obowiązek walki z niewiernymi, który miał być istotą działania Zakonu.
Kolejne bulle papieskie stopniowo powiększały przywileje templariuszy, torując im drogę do uzyskania wyjątkowej pozycji w ówczesnym chrześcijańskim świecie. Całkowite uniezależnienie od władzy świeckiej zapewnił im papież Innocenty II, który w 1139 roku wydał bullę, na mocy której żadna władza świecka nie mogła wymagać posłuszeństwa od templariuszy i zmuszać ich do składania przysięgi lennej. Zakon został także wyłączony spod jurysdykcji biskupiej i bezpośrednio podporządkowany papieżowi, który liczył na stworzenie potężnego papieskiego legionu.
Doskonale wyszkoleni i zdyscyplinowani templariusze stanowili idealne narzędzie do walki z niewiernymi, wszędzie tam, gdzie wymagał tego interes chrześcijaństwa: w Ziemi Świętej, na Półwyspie Iberyjskim, a nawet w Polsce, gdzie w 1241 roku brali udział w bitwie pod Legnicą.
Tyle tylko, że ambicje Rycerzy Świątyni sięgały znacznie dalej...

Klasztorne bankomaty


W stosunkowo krótkim czasie templariusze osiągnęli niewiarygodne wręcz wpływy i bogactwo. Godzili możnych, doradzali monarchom, kreowali kulisy europejskiej polityki dynastycznej. Dysponowali przy tym najnowszymi zdobyczami techniki, najlepszymi inżynierami, architektami i rzemieślnikami oraz doskonałą międzynarodową siatką wywiadowczą.
Templariusze - wspierani sowitymi darami wdzięcznych chrześcijan - stali się także prekursorami współczesnej działalności finansowo-bankierskiej. Ich pomysłem był system depozytów i bezpiecznego przepływu bezgotówkowych przesyłek pieniężnych.
Kto udawał się w dalszą podróż, a obawiał się o swoje pieniądze, mógł zdeponować je w którejś z 10 tysięcy komandorii templariuszów rozsianych po całej Europie i na Bliskim Wschodzie. Po przybyciu na miejsce i po okazaniu zaszyfrowanego dowodu wpłaty podróżny odbierał pieniądze w innej siedzibie Zakonu.
Świątynie templariuszy wykorzystywane były jako ufortyfikowane sejfy, w których bogaci trzymali swoje "zaskórniaki" chronione zbrojnym ramieniem Zakonu.
Europejscy monarchowie, toczący ustawiczne feudalne wojny i dążący do umacniania swojej absolutnej władzy, potrzebowali stałego dopływu gotówki. Tę zaś zapewniali im, zawsze chętni do udzielania pożyczek, templariusze.
Wydaje się, że to właśnie królewskie długi stały się w końcu najważniejszą przyczyną upadku Zakonu w chwili, gdy znajdował się on u szczytu swojej potęgi.

Piątek trzynastego


Po utracie Królestwa Jerozolimskiego, głównym ośrodkiem Rycerzy Świątyni stała się Francja. Nic dziwnego - posiadali tutaj olbrzymie wpływy (w 1304 roku templariusz Hugo de Pairaud został generalnym poborcą dochodów królewskich) i... blisko setkę warownych klasztorów i zamków.
Ambitny władca Filip IV Piękny poczuł się zagrożony. Z jednej strony zmagał się z rosnącymi trudnościami finansowymi, z drugiej zaś popadał w coraz większe długi u zakonnych braci. Bał się także militarnej siły i niezależności potężnego Zakonu, co dziś wydaje się dosyć uzasadnione - zwłaszcza jeżeli spojrzymy na późniejsze dzieje bratnich templariuszom Krzyżaków.
W umyśle Filipa Pięknego zrodził się zatem plan unicestwienia rywali przy jednoczesnym przejęciu ich majątku.
Jedynym sposobem zniszczenia templariuszy było oskarżenie ich o herezję. Francuski monarcha wykorzystał przy tym kryzys największego dotychczasowego sojusznika Rycerzy Świątyni - papiestwa i rozpoczynający się właśnie ponad 60-letni okres awiniońskiej niewoli papieży.
W piątek trzynastego października 1307 roku aresztowano wszystkich templariuszy w całej Francji. Zaskoczenie było zupełne. Jednocześnie ruszyła machina propagandowa, która rozpętała kampanię oszczerstw wobec zakonników. Zostali oni oskarżeni o odstępstwo od wiary, znieważanie Chrystusa poprzez plucie na Krzyż, homoseksualizm i oddawanie czci bożkowi, zwanemu Bafometem.
Templariusze osadzeni w więzieniach królewskich byli torturowani, dopóki nie przyznali się do zarzucanych im win. Co ciekawe, poza Francją, w krajach, w których nie stosowano wobec nich "gehenny", nigdy nie potwierdzili stawianych im zarzutów.
Podczas późniejszych przesłuchań przed komisją papieską większość braci odwołała zresztą swoje wcześniejsze wymuszone zeznania.
Nigdy także nie natrafiono na jakikolwiek materialny ślad zarzucanych im bezbożnych praktyk.
Klemens V przez siedem lat zwlekał z uznaniem winy templariuszy, jednak w 1311 roku pod wpływem gróźb Filipa Pięknego zmuszony został do likwidacji zakonu, nie potępił go jednak w sposób otwarty.
Większość templariuszy została rozproszona po innych zakonach lub też skazana na dożywotnie więzienie. Ci zaś, którzy odwołali swoje zeznania, zostali spaleni na stosie - taki los spotkał m.in. ostatniego Wielkiego Mistrza Zakonu Jakuba de Molaya. Przed śmiercią zdążył on podobno przekląć swoich oprawców i wezwać ich na rychły Sąd Boży. Czy tak było w rzeczywistości - nie wiadomo. Faktem jednak jest, że jeszcze w tym samym roku zmarli zarówno Klemens V, jak i król Filip Piękny...

Pytania bez odpowiedzi


Źródła potęgi templariuszy i powody ich upadku stały się przedmiotem niezliczonych hipotez i legend.
Motyw posiadania przez Rycerzy Świątyni jakieś wielkiej wiedzy tajemnej, która miała zapewnić templariuszom ich niewiarygodną potęgę, fascynuje ludzkość od kilkuset lat.
Do powiązań z templariuszami przyznawali się nawet XVIII-wieczni masoni, którzy na swoje potrzeby wymyślili historyjkę o zakonnikach, którym udało się uniknąć pogromu i przetrwać w Szkocji, stając się zalążkiem przyszłego wolnomularstwa.
Zwolennicy spiskowej teorii dziejów twierdzą z kolei, że potomkowie templariuszy są odpowiedzialni za wybuch rewolucji francuskiej, jako spóźnionej zemsty na europejskich monarchach.
Do dzisiaj nie wiadomo także, jak to się stało, że templariusze dysponowali tak olbrzymimi ilościami srebra - surowca, który występuje w Europie w śladowych ilościach. Stawiano najrozmaitsze - nawet najbardziej absurdalne teorie. Według niektórych hipotez, mieli oni dysponować tajemną wiedzą alchemiczną, która umożliwiała im produkcję tego cennego kruszcu. Inni badacze utrzymują z kolei, że templariusze dotarli do Ameryki na długo przed Krzysztofem Kolumbem, odkrywając olbrzymie pokłady srebra.
Jeszcze inni znów uważają, że Rycerze Świątyni znaleźli w Jerozolimie Świętego Graala - kielich, z którego Jezus miał pić podczas Ostatniej Wieczerzy i to on miał być źródłem potęgi Zakonu.
Te i wiele innych pytań oraz hipotez pozostanie zapewne na zawsze bez odpowiedzi.
A skarb zakonników leży i czeka na swojego odkrywcę. Kto wie, może znajduje się gdzieś w pobliżu? W miejscu, które obojętnie mijamy, zaabsorbowani naszymi codziennymi sprawami i zmartwieniami? Niewykluczone...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki