Wystawy impresjonistów zawsze stanowią wielką atrakcję i są tłumnie odwiedzane. Jeszcze co najmniej przez miesiąc w nie tak dalekim Budapeszcie będzie miało miejsce wielkie wydarzenie - w Muzeum Sztuk Pięknych zgromadzonych zostało ponad 70 obrazów mistrza impresjonizmu - Claude'a Moneta.
Życie Moneta jest dowodem na to, że poświęcając się tak uspokajającej czynności, jaką...
Wystawy impresjonistów zawsze stanowią wielką atrakcję i są tłumnie odwiedzane. Jeszcze co najmniej przez miesiąc w nie tak dalekim Budapeszcie będzie miało miejsce wielkie wydarzenie - w Muzeum Sztuk Pięknych zgromadzonych zostało ponad 70 obrazów mistrza impresjonizmu - Claude'a Moneta.
Życie Moneta jest dowodem na to, że poświęcając się tak uspokajającej czynności, jaką jest malarstwo, można dożyć sędziwego wieku. Miał 86 lat, kiedy umarł, a w tych czasach naprawdę rzadko kto mógł się wykazać taką długowiecznością. Nowa technika malowania Moneta i jego znajomych artystów: Degasa, Cézanne'a i innych, spotkała się z kompletnym niezrozumieniem i totalną krytyką mieszczańskiego i akademickiego Paryża. Przez 10 lat nie mogli wystawiać swoich obrazów na odbywających się dwa razy w roku Salonach, więc zdecydowali się wystawiać je sami, niezależnie. Właśnie po pierwszej takiej wystawie, która nie odniosła sukcesu, złośliwy dziennikarz nazwał ich "impresjonistami", zapożyczając to słowo z obrazu Moneta "Impresja, wschód słońca". Nazwa, która miała ośmieszać, szybko przyjęła się bez takiej konotacji: "Jeśli ich celem było określenie się jednym słowem, musimy użyć słowa "impresjoniści". Są impresjonistami, gdyż nie reprodukują krajobrazu, ale utrwalają impresję, jaką wywołują w widzu". Starali się oddać ulotne wrażenie światła i kolorów, stosowali łagodne plamki i kleksy, mieszając jasne tony z ciemnymi, ale nadal kolorowymi cieniami. Monet pragnął zachować na płótnie pierwsze spojrzenie, ten ulotny moment, szczegóły, których jeszcze nasz mózg nie zdążył zarejestrować, kiedy oko widzi jedynie zestaw kolorów. Paul Cezanne powiedział o nim: "Był tylko okiem, ale jakim okiem!".
Woda i ogród
Monet był prekursorem malowania obrazu - aż do końca, w plenerze. Potrafił cały dzień, od wczesnych godzin rannych (polowanie na światło!) spędzić nad brzegiem morza w zimnej Normandii. Zabierał ze sobą nie szkicownik, ale płótna i to całkiem spore, oraz skrzynkę z farbami - całe szczęście, że właśnie wymyślono tubki z farbami! Zazwyczaj miał zaczętych kilkanaście obrazów i potem kończył je sukcesywnie, czekając na odpowiednią pogodę.
"To jest prawdziwy Monet!" - krzyknął podobno Rodin, gdy zobaczył marynistyczne obrazy Moneta. Rzeczywiście, lubił malować wodę. Stawy w parkach, normandzkie klify, rzeki (miał nawet "pływającą pracownię" - łódkę z dobudowaną kabiną, która chroniła go przed słońcem), a później swój własny, przez siebie założony staw w przydomowym ogrodzie. Bowiem ogrody miały interesować Moneta przez całe życie, ich bogactwo i wspaniałość dawały mu pretekst do poszukiwania światła i kolorów, jakich nigdzie indziej nie mógł odnaleźć. Mając 60 lat, mógł nareszcie kupić duży dom i ziemię, na której urządził tak wspaniały ogród, że pisze się o nim do dziś. Ktoś mógłby powiedzieć, że Monet był malarzem kwiatów, bo na płótnach widać pola maków, irysy, okwiecone drzewa i cały słynny cykl nenufarów, ale nigdy nie został artystą drobiazgowo odtwarzającym botaniczne ich szczegóły. Dla niego kwiaty były nośnikiem światła i kolorów, prawdziwą ucztą dla oczu. Dom w Giverny był dla niego prawdziwą nagrodą, prowadzony przez jego żonę Alice, która dbała, żeby zawsze miał wszystko, czego potrzebuje. Od wczesnego ranka do południa był zajęty malowaniem, także popołudniowe światło było bardzo ważne. Całe szczęście, że Giverny miał takie duże ogrody, trudno byłoby inaczej znaleźć Monetowi chwilę spokoju w domu pełnym dzieci, a później także zięciów i wnucząt.
Monet mawiał, że czasami wyobraża sobie, że urodził się niewidomy, nagle odzyskał wzrok i patrzy na świat, nie wiedząc, na co patrzy. Uważał, że pierwsze spojrzenie na przedmiot jest najistotniejsze, bo wtedy stawał się on czymś innym pod wpływem światła. W ponure wieczory zimowe z wielką przyjemnością ogląda się migocące promienie słonecznego światła przenikające jego obrazy. Niewątpliwie sztuka Moneta jest antydepresyjna, nawet jeśli nie uda nam się pojechać do Budapesztu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













