Logo Przewdonik Katolicki

Walentynkowy szał

Monika Przybysz
Fot.

Czekoladki z serduszkami, różowe prosiaczki, przytulone słoniki, powyginane w różnych pozach emanujących erotyką zwierzątka z napisem "I love you"... To tylko nieliczne przykłady wielu propozycji drobnych upominków, które pojawiają się na rynku już na początku lutego. Do zwierzęcego kramu dochodzą tysiące kartek rozsyłanych 14 lutego każdego roku i podpisanych: "From your Valentine"....

Czekoladki z serduszkami, różowe prosiaczki, przytulone słoniki, powyginane w różnych pozach emanujących erotyką zwierzątka z napisem "I love you"... To tylko nieliczne przykłady wielu propozycji drobnych upominków, które pojawiają się na rynku już na początku lutego. Do zwierzęcego kramu dochodzą tysiące kartek rozsyłanych 14 lutego każdego roku i podpisanych: "From your Valentine". Rusza w ten sposób wielka machina marketingowa, zwana "Świętem Zakochanych".


Przygotowania do akcji lutowego napadu "podarkomanii" dla zakochanych rozpoczynają się tuż po Świętach Bożego Narodzenia. Ponieważ w biznesie kolejna okazja zarobienia pieniędzy pojawia się dopiero w okolicach Wielkanocy, dlatego też wielu producentom zależy na stworzeniu kolejnej okazji, by zwiększyć przychody firmy. Zaszczepienie walentynek jest tym łatwiejsze, że święto to odwołuje się do jednej z podstawowych potrzeb człowieka - potrzeby kochania i bycia kochanym.

Uczucia


W codziennym życiu czasem bardzo pragniemy, aby ktoś nas docenił, okazał swoją akceptację, przytulił pocieszył... abyśmy nie czuli się samotni. Innym razem sami chcielibyśmy tak postąpić wobec naszych bliskich. Chcemy, a jednak tego nie robimy - bo tak jakoś głupio, bo nie wypada i nie ma okazji. Wybieramy wtedy formy zastępcze. Kobiety w poszukiwaniu romantyzmu oglądają seriale produkcji brazylijsko-portugalsko-wenezuelsko-jeszcze jakiejś tam, wszelkie możliwe soap opery i czytają tony romansów, aby choć trochę "poprzebywać" w świecie, w którym panuje miłość. Mężczyźni zaś zamykają się w sobie, próbując ochronić się przed brutalizacją świata.

Wstyd


Wstyd w okazywaniu uczuć stał się pożywką dla walentynkowego szału. Tego dnia nikt nie musi się wstydzić czułych słów, życzliwych gestów, oznak sympatii i oddania. Często nawet wypada pochwalić się znajomym otrzymaniem kartki od tajemniczego wielbiciela. Dotyczy to szczególnie pokolenia nastolatków. Wielu młodych nie wyobraża sobie wprost przeżycia dnia 14 lutego bez pójścia do kina z ukochaną osobą, oczywiście na specjalny seans dla zakochanych. Nie sposób też nie ofiarować choć małej czekoladki z serduszkiem tej jedynej, czy temu jedynemu. Problem pojawia się, gdy ktoś nie ma swojej sympatii. Wtedy młody człowiek szuka obiektu swych uczuć na siłę albo zamyka się w poczuciu samotności i odrzucenia, twierdząc, iż to jest bardzo głupie święto.

Import na dużą skalę


W Polsce walentynki pojawiły się stosunkowo niedawno i zostały w całości wypromowane przez mass media. Nowe święto znalazło niezmiernie szybko swe miejsce w kalendarzu. Ponieważ nie było w nim dotychczas patrona odpowiedzialnego za "sektor miłosny", powitano go z otwartymi rękami i włączono do kanonów dni szczególnie uroczystych. Importowana wersja świętego, skomercjonalizowana i ekspansywna, dostosowana została do kultury pop. Z chrześcijańskiego męczennika mass media w przeciągu kilku lat uczyniły kogoś na wzór greckiego amorka - bożka miłości. A jak było naprawdę?

Przyczyna zamieszania


Naprawdę o życiu świętego Walentego wiemy niewiele. Został ścięty w III wieku po Chrystusie podczas prześladowań za panowania cesarza Klaudiusza II Gota. Ikonografia chrześcijańska przedstawia go w szatach kapłańskich, a niekiedy nawet biskupich, z mieczem w ręku jako symbolem męczeństwa. Od IV wieku wierni otaczali jego grób w Rzymie szczególnym kultem. Papież Juliusz I (337-352) wzniósł w tym miejscu wspaniałą bazylikę. Ponieważ święty miał za życia uzdrowić chłopca chorego na epilepsję, dlatego Walenty został uznany za patrona szczególnie pomagającego w tych dolegliwościach oraz w chorobach nerwowych.

Świętowanie

Świętowanie samo w sobie jest rzeczą dobrą. Odrywa człowieka od monotonii i rutyny codzienności. Obchodzenie różnych rocznic i uroczystości powinno zawsze kierować myśli człowieka od tego, co ziemskie ku wyższym wartościom. Czy tak jest również w przypadku święta zakochanych? Wydaje się raczej, że przez nieustanne nakłanianie nas do okazania uczuć za pomocą upominku jesteśmy przez świat promocji nakłaniani do powiązania uczuć z tym, co ziemskie i materialne.
WALENTY_

Reklamodawcy umiejętnie przekonują nas, iż miłość domaga się potwierdzenia przez ofiarowanie bliskim różnych gadżetów. Nie ma oczywiście nic złego w tym, że w ten sposób okazujemy głębię naszych uczuć. Jednak upominki te mają sens, kiedy stają się wyrazem trwałej postawy miłości, czegoś niezmiennego i związanego z wiernością. Można więc zadać sobie pytanie, czy tak szczególne wyróżnianie sztucznie wypromowanego dnia 14 lutego jest konieczne? Miłość potrzebuje przecież troski i dbania o jej rozwój każdego dnia roku, wymaga nieustannej pielęgnacji, aby nie zgasła. Starania o to nie sprowadzają się tylko do spektakularnych działań. W tym miejscu można również postawić jeszcze jedno prowokacyjne pytanie: Czy chcąc innych obdarowywać miłością ziemską, sięgnęliśmy do Źródła Miłości, którym jest Bóg? Czy kiedykolwiek ofiarowaliśmy Jemu trochę więcej czasu właśnie 14 lutego?

Niezastąpione gesty


Jak się bronić przed walentynkomanią? Dobrze jest obchodzić święto zakochanych częściej, niż raz w roku i niekoniecznie akurat 14 lutego. Swoje uczucia można okazać w inny sposób niż poprzez kupowanie prezentów. Miłość, aby istnieć, nie potrzebuje pieniędzy. Wystarczy na przykład przygotować tego dnia ulubione danie specjalnie dla bliskiej osoby. Można spełnić marzenie żony o romantycznym spacerze po lesie, na który nie starcza czasu w pełnej zajęć i obowiązków codzienności. Może to być także zwykła kolacja, ale zjedzona uroczyście przy świecach, albo zwykła kartka z dorysowanym kwiatkiem, zapewniająca o naszych uczuciach, a dołączona do torebki z zabieranym do pracy drugim śniadaniem. Dzień Zakochanych to także znakomita okazja do porozmawiania z naszymi dziećmi o miłości, o przyjaźni i relacjach oraz o tematach okresu dojrzewania.

Owocny wysiłek


Mocne zakorzenienie zwyczaju "walentynek" w naszej kulturze stało się już faktem. Można nad tym ubolewać, ale to nic nie da. Trzeba raczej myśleć, jak wykorzystać jego obecność, by służyła dobru. Można przeprowadzić większą mobilizację do wysiłku w szukaniu pozytywnych, niekoniecznie związanych z wydawaniem pieniędzy, sposobów wyrażania uczuć, do wyzwalania pokładów wzajemnej życzliwości w miejsce obojętności, nienawiści i łez, zwracając uwagę na odkrywanie wartości gestów i pogłębianie znaczenia symboli.

Coś dla bliskich


Jest wiele czynności, których nie lubimy robić, choć wiemy, że sprawiają one radość naszym bliskim. Niekiedy wymagają one tylko kilku chwil poświęcenia z naszej strony, a mają szansę stać się wyrazem czułości i bliskości. Broniąc się 14 lutego przed merkantylizmem, możemy świadomie wybrać cenniejsze dary - nasze uczynki wyrażające życzliwość i bliskość. Jezus w swoim ziemskim życiu nie rozdawał pieniędzy, ale okazywał troskę o potrzeby ludzi, których spotykał. Dbał przede wszystkim o sferę duchową człowieka. Dlatego, patrząc na Niego, możemy Dzień Zakochanych spędzić, troszcząc się o relacje pomiędzy nami a naszymi bliskimi, o sferę ducha. O to, by wraz z naszymi najbliższymi zbliżyć się tego dnia do Najwyższej Miłości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki