Logo Przewdonik Katolicki

Kto się boi IPN-u?

Grzegorz Górny
Fot.

Sojusz Lewicy Demokratycznej zamierza zlikwidować pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, czyli Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. To pierwszy krok do rozwiązania IPN-u. Instytut Pamięci Narodowej powołany został w grudniu 1998 roku, a więc dziewięć lat po tym, kiedy aktorka Joanna Szczepkowska proklamowała w wieczornym wydaniu "Dziennika Telewizyjnego"...

Sojusz Lewicy Demokratycznej zamierza zlikwidować pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, czyli Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. To pierwszy krok do rozwiązania IPN-u.

Instytut Pamięci Narodowej powołany został w grudniu 1998 roku, a więc dziewięć lat po tym, kiedy aktorka Joanna Szczepkowska proklamowała w wieczornym wydaniu "Dziennika Telewizyjnego" koniec komunizmu. W Pradze czy w Berlinie podobne instytucje, mające na celu rozliczenie się z komunistyczną przeszłością, powstały już kilka lat wcześniej. Już sam ten fakt świadczy o niechęci dużej części polskich elit do rozrachunku z okresem PRL.
Instytut Pamięci Narodowej składa się z trzech pionów: archiwalnego, edukacyjnego i śledczego. Ten ostatni, który przejął obowiązki Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, zajmuje się badaniem i ściganiem zbrodni hitlerowskich, stalinowskich oraz tych przestępstw, na które wymiar sprawiedliwości w PRL przymykał oko z powodów politycznych.
W ostatnim czasie politycy SLD wzięli IPN na celownik. Najpierw zdominowany przez postkomunistów Sejm obciął budżet Instytutu o ponad 10 mln zł. Później Senat zabrał jeszcze ponad 3 mln zł. W końcu zaś okazało się, że SLD zamierza zlikwidować pion śledczy IPN. Nikt nie ma wątpliwości, że byłby to początek likwidacji całej instytucji. Senator Maria Szyszkowska zaproponowała już, by rozwiązać także pion archiwalny IPN, a jego zbiory archiwalne oddać Archiwom Państwowym.

Zrównywanie kata i ofiary


Wiele protestów w środowiskach lewicowych budzi także działalność biura edukacyjnego IPN. W liście do władz SLD wystosowanym przez przedstawicieli Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, a więc komunistycznych weteranów, można przeczytać, że "IPN powstał na zamówienie polityczne i wysiłkiem grupy nieprzejednanych posłów prawicy jako zalegalizowany instrument zemsty na ludziach polskiej lewicy". Na łamach "Głosu Kombatanta AL." Jan K. Szyszkowski tak ocenił IPN: "Myślę, że ta wciąż judząca, szkodliwa, kosztowna i bezkarna instytucja grzebiąca w ekskrementach: białych, czerwonych, brunatnych, różowych i czarnych powinna zostać bardzo szybko zmodyfikowana, a zacietrzewieni odkrywcy pociągnięci do odpowiedzialności. Ci święci potępiacze i wykrywacze to najczęściej wcale nie była czynna opozycja, lecz zwykli hipokryci i wazeliniarze."
Dlaczego działalność pionu edukacyjnego IPN wywołuje taką wściekłość komunistycznych kombatantów? Otóż zadaniem tego pionu jest docieranie do prawdy i ujawnianie faktów z najnowszej historii Polski. Fakty te przeczą natomiast tej wizji dziejów, jaką starają się wtłoczyć Polakom do głów lewicowi ideolodzy. Najlepszą wykładnią ich stanowiska jest teza Jerzego Wiatra, że zarówno AK jak i PPR, zarówno WiN jak i UB, PZPR i "Solidarność" - wszystkie te siły, choć różnymi drogami, zmierzały do jednego celu: niepodległości i pomyślności Polski. W tej wizji zarówno zamordowany bez wyroku żołnierz podziemia niepodległościowego, jak i strzelający mu w tył głowy ubek są takimi samymi patriotami i w gruncie rzeczy chodziło im o to samo.
Tymczasem materiał historyczny zebrany przez IPN przeczy tej teorii. Prawda nijak nie przystaje do lewicowych konstrukcji. Świadectwem tego może być treść kolejnych "Biuletynów IPN", opracowywanych przez pion edukacyjny. Z ostatniego numeru dowiedzieć się możemy np., że po wojnie w Polsce wykonano dwa razy więcej wyroków śmierci, niż przyjmowali do tej pory historycy. Jak stwierdził Krzysztof Szwagrzyk z Biura Edukacji Publicznej IPN: "W 1946 roku funkcjonował po prostu kombinat do wydawania wyroków śmierci. Na Białostocczyźnie sędziowie jeździli od wioski do wioski, wyrok zapadał na miejscu, a rozstrzelanie odbywało się za stodołą na oczach zgromadzonej wcześniej ludności."

Tu nie było rewolucji


Najbardziej jednak przeszkadza obecnej ekipie rządzącej pion śledczy IPN. Projekt SLD przewiduje zlikwidowanie owego pionu i przekazanie 95 prowadzonych przez niego śledztw prokuraturze powszechnej. Lewica argumentuje, że prokuratorzy w IPN mają dziesięć razy mniej pracy, niż ich koledzy zajmujący się przestępczością pospolitą. Rzecz jednak w tym, że owe śledztwa właśnie dlatego trafiły do IPN, gdyż w prokuraturze powszechnej pozostałyby nadal, tak jak do tej pory, uśpione. Wśród tych spraw znajdują się m.in. śledztwa dotyczące zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki czy zastrzelenia górników z kopalni "Wujek".
Już raz na początku lat 90. próbowano rozwikłać te zagadki. Od połowy 1990 do końca 1991 roku w Ministerstwie Sprawiedliwości istniał specjalny zespół prokuratorów, który na podstawie zebranych przez siebie materiałów dowodowych zamierzał oskarżyć kierownictwo peerelowskiego MSW o zorganizowaną działalność przestępczą i sprawstwo wielu zbrodni. Chodziło m.in. o zabójstwa ks. Sylwestra Zycha, Grzegorza Przemyka, Piotra Bartoszcze. Na ławie oskarżonych miał zasiąść m.in. były szef MSW gen. Czesław Kiszczak. W grudniu 1991 r. ówczesny minister sprawiedliwości Wiesław Chrzanowski rozwiązał jednak zespół, a prokuratorów rozesłano po kraju i przydzielono im inne dochodzenia. Ich dotychczasowe śledztwa przekazano z kolei do prokuratur wojewódzkich, a tam utknęły one wśród wielu innych spraw dotyczących przestępczości pospolitej, a jeśli w końcu były finalizowane, to kończyły się zwykle uniewinnieniem oskarżonych.
Prokurator Andrzej Witkowski szykował się w grudniu 1991 r. do posadzenia na ławie oskarżonych gen. Kiszczaka. Kiedy został z dnia na dzień przeniesiony do prokuratury wojewódzkiej w Lublinie, a prowadzona przez niego sprawa zabójstwa ks. Popiełuszki została przekazana komuś innemu, postanowił interweniować u prezydenta Wałęsy. Od prezydenckiego prawnika Lecha Falandysza usłyszał słowa: "Ja pana bardzo wysoko oceniam, ale jednocześnie jest mi pana bardzo szkoda. Bo widzi pan, u nas nie było rewolucji, tylko ewolucja."
Obecnie prokurator Witkowski kieruje pionem śledczym w lubelskim IPN i znów prowadzi dochodzenie w sprawie prawdziwych mocodawców zabójstwa ks. Popiełuszki. Z informacji ujawnionych przez tygodnik "Wprost" i telewizję Polsat wynika, że w śledztwie pojawiły się nieznane wcześniej wątki na skutek nowych zeznań świadków. Podważają one szereg ustaleń z procesu toruńskiego z 1985 r., uchodzących do tej pory za niemal pewne.
Wersja z procesu toruńskiego mówi, że ks. Popiełuszko został zamordowany i wrzucony do zalewu we Włocławku 19 października 1984 r. przez grupę kapitana SB Grzegorza Piotrowskiego. Tymczasem pojawili się świadkowie, którzy zeznają, że ciało kapłana wrzucono do zbiornika 25 października, a więc już po zatrzymaniu Piotrowskiego i jego wspólników. Oznaczać to może, że ksiądz został zamordowany przez kogoś innego. W dochodzeniu pojawia się nazwa specjalnej brygady D, zajmującej się zwalczaniem Kościoła w PRL. Pojawia się też inne miejsce śmierci kapłana - bunkier w Kazuniu, gdzie ksiądz miał być przed śmiercią torturowany. Jeśli zostanie to udowodnione, wówczas okażą się prawdą słowa zmarłego niedawno mecenasa Edwarda Wende, który powiedział, że "odpowiedzialność za zbrodnię zamordowania księdza spada także na inne osoby, w tym ówczesne kierownictwo MSW z gen. Czesławem Kiszczakiem na czele oraz na kierownictwo Biura Politycznego PZPR".
Jeżeli jednak pion śledczy IPN zostanie rozwiązany, to zapewne sprawa wykrycia prawdziwych mocodawców ks. Popiełuszki po raz drugi zostanie odebrana prokuratorowi Witkowskiemu. Szanse na odkrycie prawdy zmaleją do zera.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki