Logo Przewdonik Katolicki

Adwentowe żniwa

Piotr Krysa
Fot.

Święta Bożego Narodzenia zwykliśmy uważać za najbardziej rodzinne. Dokładamy wszelkich starań, aby uczcić je odpowiednio godną wigilijną wieczerzą okraszoną prezentami dla najbliższych. Przeciętnie wydajemy na święta więcej niż kilkanaście lat temu, bo w statystycznym ujęciu mamy na to więcej pieniędzy. Na tyle dużo, aby znaczną część Adwentu spędzić w supermarkecie. Niestety,...

Święta Bożego Narodzenia zwykliśmy uważać za najbardziej rodzinne. Dokładamy wszelkich starań, aby uczcić je odpowiednio godną wigilijną wieczerzą okraszoną prezentami dla najbliższych. Przeciętnie wydajemy na święta więcej niż kilkanaście lat temu, bo w statystycznym ujęciu mamy na to więcej pieniędzy. Na tyle dużo, aby znaczną część Adwentu spędzić w supermarkecie. Niestety, osób biednych nadal nie brakuje. Zadbajmy o to, żeby święta nie były szczęśliwe jedynie dla nas.


Kiedy zaczyna się Adwent? Większość z nas odpowie, że trzydziestego listopada. O tym, że jest to okres radosnego oczekiwania na narodziny Zbawiciela, też wie zapewne wielu. O refleksji wpisanej w ten czas często jednak zapominamy. Nie zwalniamy, lecz przyspieszamy wciągani przez coraz sprawniejszą konsumpcyjną machinę. Ta machina jest chyba jedynym "kościołem", w którym Adwent rozpoczyna się znacznie wcześniej. W listopadzie Katolicka Agencja Informacyjna donosiła, że w stolicy naszych zachodnich sąsiadów biskupi ewangeliccy i katoliccy razem ukuli hasło - "ratujmy Adwent". Biskupi ostrzegali, że czas Adwentu to coś znacznie więcej niż jedynie prezenty. Skrytykowali też fakt przedwczesnego pojawienia się świątecznych reklam i tradycyjnych wypieków, które w wielowiekowej tradycji nierozerwalnie łączyły się z radosnym czasem oczekiwania. Wniosek z tego prosty, że w handlu okres Adwentu zaczyna się znacznie wcześniej. Tylko czekać hasła w rodzaju: "Nie bądź ostatni, świętuj trzy razy".
Nie uwolni to jednak od pytania, co świętować. Bez odpowiedzi, jaką daje historia naszego Zbawienia, po takich świętach pozostanie nam jedynie niedosyt, często debet i niestrawność.
Berlin wcale nie leży tak daleko od Polski i to już nie tylko w sensie geograficznym. Za to na pewno nasze świątynie handlu wyglądają dokładnie tak samo.

Święta coraz droższe


Według Centrum Badania Opinii Społecznej, w roku 2000 przeciętna polska rodzina wydała na przygotowanie Świąt Bożego Narodzenia 276 złotych. Na prezenty kolejne 197 złotych. Przeszło 55 procent Polaków zadeklarowało tamtego roku, że wyda na święta mniej pieniędzy niż w latach poprzednich. O tym, że różnie z tymi deklaracjami bywa, najłatwiej przekonać się, śledząc własne wydatki. Przed tegorocznymi Świętami Wielkiej Nocy taką deklarację złożyło już tylko 47 procent ankietowanych przez CBOS. O siedem procent mniej stwierdziło, że wyda tyle samo pieniędzy, natomiast sześć procent przyznało, że więcej. Pozostałe siedem procent nie miało zdania. Średnia zadeklarowana kwota poświęcona na ostatnią Wielkanoc wyniosła 288 złotych, czyli była wyższa od wydanej na Boże Narodzenie (nie licząc wydatków na prezenty) trzy lata temu. Badania nie potwierdzają dosyć powszechnego przekonania, że z roku na rok święta mamy coraz skromniejsze. Nie potwierdzają tego też przepełnione już teraz parkingi przed wielkimi centrami handlowymi, które dowodzą czegoś wprost przeciwnego - postępującej komercjalizacji świąt.

Neony dla bogaczy


Powyższe dane mogą sugerować, że przeciętna polska rodzina ma coraz mniej problemów finansowych i raczej z optymizmem patrzy w przyszłość. Po części jest to prawda, co potwierdza inne tegoroczne badanie sporządzone przez TNS OBOP, które porównuje sytuację materialną Polaków i ich rodzin z roku 1992 do roku 2003. Wynika z tego, że sami znacznie lepiej oceniamy stan swoich finansów niż na początku przemian ustrojowych. Obecnie aż 48 procent Polaków ocenia swoją sytuację jako średnią czy przeciętną. Wyraźnie zmniejszyła się liczba osób, którym nie starcza do pierwszego, coraz mniej jest takich, którzy ograniczają swoje wydatki lub nie kupują czegoś od bardzo dawna.
Piszemy - zmniejszyła, ubyło i tym podobne - ale nie możemy zapominać, że we wszelkich badaniach na różne tematy, z różnych okazji, potwierdza się jedna prawidłowość. Te deklaracje dotyczą zazwyczaj około 45-50 procent naszego społeczeństwa. Jest to chyba odpowiedź na tylko z pozoru pokrętne pytanie - skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Kiedy wrócimy do ostatnich Świąt Wielkiej Nocy, to okaże się, że badani żyjący w dobrych warunkach materialnych wydali na nie około 430 złotych, natomiast rodziny emerytów i bezrobotnych nie więcej niż 216 złotych.

Granice biedy


Różnice wydatków pomiędzy emerytami, bezrobotnymi a osobami dobrze zarabiającymi są czymś oczywistym nie tylko w naszym społeczeństwie. Istotna w takim wypadku staje się kwestia minimum, które zapewnia godny byt. Ekonomiści opisując ubóstwo, stosują różne miary. Tak zwane ubóstwo absolutne oznacza, że nie starcza nam na zaspokajanie podstawowych potrzeb związanych z wyżywieniem, przyodziewkiem i dachem nad głową. Ubóstwo relatywne oznacza, że dochód na jednego członka rodziny wynosi mniej niż połowę przeciętnych dochodów. W Polsce na przestrzeni kilku ostatnich lat przeciętne dochody przekraczają 550 złotych na członka rodziny. Bardzo istotny jest też wskaźnik, który określa się jako ubóstwo subiektywne. Oznacza on ludzi, którzy sami siebie uważają za biednych. Jest ich na ogół więcej, niż ludzi zaliczanych do grupy ubóstwa relatywnego.
Nie bez znaczenia jest też próg biedy, jaki określa samo społeczeństwo. Według badań CBOS sporządzonych w roku 2000, życie w ubóstwie oznacza dochód nie przekraczający 378 złotych na członka rodziny. Według tego kryterium, aż 33 procent Polaków znalazło się w tej grupie. Jednak, jeżeli owy próg przesunęlibyśmy jedynie o około 20 złotych w górę, to w sferze zagrożonej ubóstwem znalazłoby się już blisko 45 procent naszego społeczeństwa.
Podsumowując te suche liczby, można stwierdzić, że w Polsce od jakiegoś czasu około jedna trzecia Polaków uważa się za biednych, mniej więcej co szósty Polak ma dochody o połowę niższe od przeciętnych i nawet połowa z nas nie osiąga tak zwanego minimum socjalnego. Stosując wszystkie kryteria, zarówno te uznane za obiektywne, jak i subiektywne, dojdziemy do prawdy, która mówi, że blisko 20 procent Polaków to ludzie naprawdę biedni.
Rekrutują się oni głównie z kilkumilionowej rzeszy bezrobotnych (przytłaczająca większość z nich już dawno utraciła prawo do zasiłku) i emerytów. W roku ubiegłym z jakiejkolwiek formy wsparcia z pomocy społecznej skorzystało przeszło dwa i pół miliona Polaków. Nie oznacza to oczywiście rozwiązania ich problemów, bo w ich poczet zaliczają się choćby tacy, którzy dostali jednorazowy zasiłek na buty. Według różnych szacunków, mamy także w naszym kraju około pół miliona bezdomnych.

Chcą pomagać


Dla tych najbiedniejszych święta na pewno mają zupełnie inny wymiar i często nie mogą się oni obejść bez naszej pomocy. Nie bez powodu Adwent to również czas jałmużny, bowiem wszyscy powinniśmy godnie uczcić narodziny Jezusa Chrystusa. Cztery tygodnie przed świętami to także czas "żniw" dla różnych organizacji pozarządowych zajmujących się działalnością charytatywną. Według raportu "Wolontariat i Filantropia", sporządzonego przez Stowarzyszenie Klon/Jawor w 2002 roku, liczbę wolontariuszy można oszacować na około 3,3 miliona, czyli przeszło 11 procent naszego społeczeństwa. Każdy z nich średnio przepracował w roku 50 godzin. Aż 77 procent wolontariuszy jako najważniejszy powód swojego zaangażowania wymienia powinność pomocy innym. Także dzięki ich pracy połowa Polaków przekazała na rzecz organizacji pozarządowych lub instytucji dary pieniężne bądź rzeczowe, a średnia wartość tych darowizn wyniosła w ciągu 2002 roku 100 złotych. Z raportu dowiadujemy się też, że wolontariusze włączają się w prace 47 procent stowarzyszeń i fundacji. To odsłania także drugą stronę medalu. W wielkiej liczbie różnych organizacji po prostu pracuje się zawodowo. To oczywiście niczego nie ujmuje wielu sumiennym pracownikom, ale nie brakuje także wielu przykładów organizacji czy fundacji zakładanych z powodów raczej biznesowych niż filantropijnych. Wyrządzają one wielką krzywdę całej rzeszy ludzi dobrej woli chcących nieść pomoc bezinteresownie. Najczęściej ich największym kapitałem jest zaufanie, które może być nadwątlone przez różnego rodzaju oszustów.
Tych jak zwykle nie brakuje i naprawdę powinniśmy się bacznie przyglądać, kogo wspomagamy, aby nasze ofiary trafiły do naprawdę potrzebujących. Z kraju już spływają sygnały, że działają fałszywi roznosiciele opłatków czy sprzedawcy wigilijnych świec Caritas. Dyrekcja Caritas zapewnia, że prawdziwi przedstawiciele nigdy nie zbierają pieniędzy po domach, więc jeśli spotkamy się z taką ofertą, to należy do niej podchodzić bardzo nieufnie. Zdarza się natomiast, że świece sprzedawane są na ulicach czy w sklepach, ale wtedy członkowie parafialnych zespołów powinni być wyposażeni w dokumenty z logo i pieczątką instytucji.

Jałmużna przed filantropią


Dziś możemy już stwierdzić z całą pewnością, że budowana praktycznie na nowo w III Rzeczpospolitej Caritas odniosła niebywały sukces. Nie oznacza to, że nie ma już potrzebujących, a jedynie to, że stała się najbardziej efektywną organizacją charytatywną. Jej niepowtarzalne zalety to doskonałe rozpoznanie potrzeb ludzi biednych bądź cierpiących przez parafialne zespoły Caritas, które mogą to zrobić niemal po sąsiedzku. Także tak zwane koszty własne trudno wręcz porównywać z kosztami państwowego aparatu socjalnego, czy wielu innych organizacji pozarządowych. Taki sukces nie bierze się znikąd. Wspominany już raport "Wolontariat i Filantropia" odnotowuje, że najbardziej zaangażowane w tego rodzaju działalność są osoby religijne, a wśród ogólnej liczby wolontariuszy najwięcej zgromadzonych jest właśnie przy organizacjach mających bezpośredni związek z Kościołem.
Caristas nie tylko wydaje posiłki, wspomaga noclegownie, ale także dba o wypoczynek dzieci z najbiedniejszych rodzin, organizuje paczki na święta czy odzież. Caritas to cała armia cichych bohaterów z drugiego planu, którzy na pewno potrafią odróżnić Adwent od promocji.
Jednak należy pamiętać, że takie rozróżnienie powinno znaleźć naczelne miejsce w sercu każdego chrześcijanina.

Minimum socjalne

Kategorię minimum socjalnego opracowywano i badano w Polsce już w latach siedemdziesiątych. Od 1981 roku zgodnie z uchwałą Rady Ministrów - wartość minimum socjalnego jest regularnie szacowana w Instytucie Pracy i Spraw Socjalnych. Warto nadmienić, iż był to jeden z postulatów zgłaszanych w Porozumieniach Sierpniowych. Minimum socjalne stanowi kategorię socjalną, ustalającą koszty utrzymania gospodarstw domowych, przy uwzględnieniu podstawowych potrzeb bytowo-konsumpcyjnych. Przy konstruowaniu koszyka minimum socjalnego eksperci nie kierowali się zamiarem stworzenia linii ubóstwa, która miałaby zobowiązywać system pomocy społecznej do udzielania świadczeń. Chodzi o wyznaczenie granicy wydatków gospodarstw domowych, mierzącej godziwy poziom życia. Dlatego w koszyku minimum socjalnego znajdują się nie tylko dobra służące zaspokojeniu potrzeb egzystencjalnych (żywność, odzież i obuwie, mieszkanie, ochrona zdrowia czy higiena), ale także wykonywaniu pracy (transport lokalny i łączność), kształceniu (oświata i wychowanie dzieci), utrzymywaniu więzi rodzinnych i towarzyskich oraz uczestnictwu w kulturze. Wysokość minimum socjalnego stanowi nie tyle obraz ubóstwa, ile wyraz pewnej społecznej umowy, dotyczącej zaspokajania potrzeb na poziomie "minimalnego dobrobytu", będącego punktem aspiracji dochodowych.
Źródło: IPiSS

Minima socjalne uprawniające do świadczeń z pomocy społecznej w 2003 roku:

do 461 zł - dla osoby samotnie gospodarującej
do 418 zł - dla każdej z 2 osób w gospodarstwie domowym
do 294 zł - na każdą kolejną osobę powyżej 15 roku życia
do 210 zł - na każdą kolejną osobę poniżej 15 roku życia
do 210 zł - na osobę w rodzinie rolniczej
Departament Pomocy Społecznej


Minimum egzystencji

Minimum egzystencji, zwane również niekiedy minimum biologicznym, stanowi dolne kryterium ubóstwa, istotnie różniące się od minimum socjalnego. Zakres i poziom zaspokajania potrzeb według standardu minimum egzystencji wyznacza granicę, poniżej której istnieje biologiczne zagrożenie życia oraz rozwoju psychofizycznego człowieka. W koszyku minimum egzystencji, stworzonym w gronie ekspertów IPiSS w 1995 roku, znajdują się jedynie wydatki pozwalające na tzw. przeżycie. Grupami potrzeb o największym znaczeniu w tym koszyku są: potrzeby mieszkaniowe oraz artykuły żywnościowe. Potrzeba utrzymania więzi ze społeczeństwem, tak istotna w minimum socjalnym, w tej kategorii nie jest uwzględniana. W związku z tym potrzeby w dziedzinie wypoczynku, transportu i łączności (dojazdy do pracy) czy udziału w kulturze w koszyku minimum egzystencji nie istnieją.
Źródło: IPiSS

Przykładowe minima egzystencji i minima socjalne wyliczane przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych w roku 2001:

330,9 zł - minimum egzystencji dla 1-osobowego gospodarstwa emeryckiego
550,4 zł - minimum egzystencji dla 2-osobowego gospodarstwa emeryckiego
334,7 zł - minimum egzystencji dla 1-osobowego gospodarstwa pracowniczego
1186,5 zł - minimum egzystencji dla 4-osobowego gospodarstwa pracowniczego
695,5 zł - minimum socjalne dla 1-osobowego gospodarstwa emeryckiego
1126,3 zł - minimum socjalne dla 2-osobowego gospodarstwa emeryckiego
754,6 zł - minimum socjalne dla 1-osobowego gospodarstwa pracowniczego
2231,5 zł - minimum socjalne dla 4-osobowego gospodarstwa pracowniczego
MGPiPS

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki