Niemądry werdykt

Szkoda, że Komitet Noblowski poczuł się tak bardzo więźniem politycznej poprawności, że nie zdołał przełamać charakterystycznych dla części akademickiej i politycznej lewicy uprzedzeń wobec Ojca Świętego.



"Pomyłka" - tak skwitował tegoroczną decyzję Komitetu Noblowskiego laureat pokojowego Nobla w 1982 roku Lech Wałęsa. I na dobrą sprawę tyle można powiedzieć o przyznaniu...
Czyta się kilka minut
Szkoda, że Komitet Noblowski poczuł się tak bardzo więźniem politycznej poprawności, że nie zdołał przełamać charakterystycznych dla części akademickiej i politycznej lewicy uprzedzeń wobec Ojca Świętego.

"Pomyłka" - tak skwitował tegoroczną decyzję Komitetu Noblowskiego laureat pokojowego Nobla w 1982 roku Lech Wałęsa. I na dobrą sprawę tyle można powiedzieć o przyznaniu nagrody pani Shirin Ebadi. Bodaj największą krzywdę zrobiono samej laureatce. Pani Ebadi jest symbolem walki o prawa kobiet w Iranie, znaną prawniczką, pierwszą kobietą, która przed rewolucją islamską została sędzią w Iranie. Ale mało kto będzie mówił o niej. Komentarze koncentrują się na tym, że nagrody nie otrzymał w tym roku Ojciec Święty. Papież był typowany jako niemal pewny kandydat do pokojowego Nobla. Takie przypuszczenia usprawiedliwiała zarówno reakcja Watykanu na "przecieki" prasowe mówiące, iż w razie przyznania nagrody Ojciec Święty ją przyjmie, jak i oczywisty fakt, że Jan Paweł II zrobił dla pokoju w świecie więcej, niż połowa laureatów z lat poprzednich.

Wydawało się, że 25 lat pontyfikatu to dobra chwila, by medal noblowski spoczął wśród skarbów Watykanu. Będę jednak szczery - pomyłka Komitetu Noblowskiego zmartwiła mnie umiarkowanie. Bo w gruncie rzeczy to Papież sygnalizował, iż jest skłonny uczynić zaszczyt Nagrodzie Nobla, a nie odwrotnie. Jak przypuszczam, zbliżająca się beatyfikacja Matki Teresy z Kalkuty, która zdecydowała się na przyjęcie pokojowego Nobla, wpłynęła na to, że Ojciec Święty nie odrzucał myśli o przyjęciu nagrody.

Lista pomyłek

A powodów do nieprzyjęcia byłoby aż nadto. Pomyłki zdarzały się Komitetowi Noblowskiemu wielokrotnie. Przypomnę, że wśród laureatów Pokojowej Nagrody Nobla znajdziemy Gustawa Stressemana, kanclerza Niemiec (rok 1926) otwarcie dążącego do rewizji granic z Polską i Czechosłowacją, komunistycznego kacyka z Wietnamu Le Duc Tho, który na dodatek odmówił przyjęcia nagrody, Jasira Arafata (1994) - wodza krwawej organizacji terrorystycznej, czy Michaiła Gorbaczowa (1990) - świeżo przed przyznaniem nagrody odpowiedzialnego za masakry w Baku, Tbilisi i Wilnie. Polityczną demonstracja był także ubiegłoroczny wybór Jimmy'ego Cartera dokonany w nagrodę za jego ostrą krytykę polityki George'a Busha.

Aby nikt nie miał wątpliwości, uzasadnienie brzmi: "Norweski Komitet Noblowski z najwyższą przyjemnością uhonorował pokojową Nagrodą Nobla kobietę, która należy do świata islamu i z której ten świat może być dumny". Krótko mówiąc, dyrektywa polityczna brzmiała, że Nobla ma dostać muzułmanin, a najlepiej kobieta. No i udało się znaleźć osobę niewątpliwie szlachetną i przyzwoitą, tyle że na świecie kompletnie nieznaną. Z własnego wyboru Norwegowie zrezygnowali z szansy, jaką dawał im Ojciec Święty. Bo w rzeczywistości przyjęcie nagrody przez Jana Pawła II oznaczałoby podniesienie rangi pokojowego Nobla, po serii żenujących pomyłek i pominięć. Szkoda, że Komitet Noblowski poczuł się tak bardzo więźniem politycznej poprawności, że nie zdołał przełamać charakterystycznych dla części akademickiej i politycznej lewicy uprzedzeń wobec Ojca Świętego. Bo niewątpliwie wybór, którego spodziewała się większość obserwatorów, spowodowałby serie protestów organizacji lesbijskich, feministycznych i tak zwanych liberałów.

Pokój polityczny - pokój rzeczywisty

Przy okazji decyzji Komitetu Noblowskiego warto może zastanowić się nad samym pojęciem pokoju i jego politycznym nadużywaniem. Pamiętamy wszyscy, jak obrońcami pokoju mianowali się kolejni sekretarze partii komunistycznej, popierając wszelkiego rodzaju ruchy pacyfistyczne na Zachodzie. Obrońcami pokoju okazywali się również demonstranci protestujący przeciwko rozmieszczeniu amerykańskich rakiet w Europie w czasach Reagana. Naturalnie, z samej natury obrońcami pokoju są wszyscy przeciwnicy Stanów Zjednoczonych. A dla Komitetu Noblowskiego omal nie okazali się nimi Adolf Hitler i Neville Chamberlain - bardzo poważni kandydaci do pokojowego Nobla po podpisaniu traktatu w Monachium w roku 1938. Aż dwie kolejne Nagrody Nobla otrzymali w połowie lat dwudziestych ludzie, którzy byli autorami traktatu w Locarno, dzielącego Europę na bezpieczny Zachód i niezabezpieczony Wschód. I tak dalej. Przyznam, że dla mnie największą pomyłką Komitetu była nagroda dla Michaiła Gorbaczowa. Prezydent ZSRR otrzymywał ją wtedy, gdy oddziały wojska i milicji miały za jego wiedzą i zgodą ręce unurzane we krwi pacyfikowanych narodów wyrywających się ku niepodległości.

Światowe elity polityczne od lat premiowały bezmyślny pacyfizm lub walkę o prawa człowieka. Jan Paweł II nie jest pacyfistą. A prawa człowieka pojmuje całościowo, podkreślając prawo do życia i prawo do godności osoby ludzkiej. Nikt jednak nie zrobił tak wiele dla pokoju jak Papież. Jego uparte wysiłki nad pogodzeniem religii dopiero teraz zaczynają zyskiwać właściwe oświetlenie, gdy dostrzegamy grożącą nam wojnę cywilizacji. Dramatyczna praca nad zapobieżeniem czystkom etnicznym (gdy trzeba, również z użyciem siły) dowodzi, iż ten problem również Ojciec Święty zauważył wcześniej od innych. Zapewne za jakiś czas dopiero dostrzeżemy jak wiele ludzkich istnień uratowało przed wojnami i rzeziami wytrwałe powracanie Papieża do spraw Afryki. Przecięcie spirali ideologicznego terroru w Ameryce Łacińskiej to także owoc wysiłków papieskich i jego zdolności do zastąpienia "teologii wyzwolenia" prawdziwą teologią pokoju.

Na temat zasług Jana Pawła II w dziedzinie krzewienia pokoju można napisać książkę. Ale warto pamiętać, że w odróżnieniu od twórców europejskiej konstytucji Papież nie absolutyzuje pokoju. Celem jest Bóg i Bóg w człowieku, pokój jest jedynie środkiem - jednym z najważniejszych - zbliżających nas do osiągnięcia tego celu.

Ze wzgórza watykańskiego popłynęły jedne z pierwszych gratulacji dla tegorocznej laureatki pokojowej Nagrody Nobla. Jestem pewien, że już wkrótce Jan Paweł II znajdzie czas na przyjęcie pani doktor Ebadi. Co więcej, że jej zasługi i umiejętności zostaną przez Ojca Świętego docenione i spożytkowane dla jego celu, jakim jest nieustanne powiększanie obszaru dobra na świecie. Ale po werdykcie Komitetu Noblowskiego pozostał niesmak.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2003