Logo Przewdonik Katolicki

Domy duchowe w kryzysie

Michał Zaborowski
Fot.

Kościół żyje w narodzie przez rodzinę. Rodzinę, która doświadcza ostatnio tyle ataków - powiedział ks. Prymas Józef Glemp podczas otwarcia sympozjum "Kościół - Naród - Rodzina", które odbywało się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wykłady te były swego rodzaju próbą odpowiedzi na pytanie, jak głęboki jest kryzys, który dotyka te trzy społeczności. Kościół...

Kościół żyje w narodzie przez rodzinę. Rodzinę, która doświadcza ostatnio tyle ataków - powiedział ks. Prymas Józef Glemp podczas otwarcia sympozjum "Kościół - Naród - Rodzina", które odbywało się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.


Wykłady te były swego rodzaju próbą odpowiedzi na pytanie, jak głęboki jest kryzys, który dotyka te trzy społeczności.

Kościół


- W świecie zło wspierane przez kapitał doskonale daje sobie radę z dobrem, wielu dobro wydaje się słabe i nieskuteczne - mówił w otwierającym sympozjum wykładzie o. Leon Knabit. - Można pytać, czy ten, który jest na stolicy św. Piotra, widzi na to jakieś lekarstwo. Tak, jako antidotum na perfekcjonizm zła Papież proponuje perfekcjonizm dobra - świętość. W Kościele kryzys przejawia się właśnie jako nieświętość, która jest swego rodzaju chorobą dotykającą jego członków - kontynuował o. Knabit.
- Do nas należy w tym świecie walka ze złem, ale triumf musimy pozostawić Łasce. Pamiętajmy - przypominał zakonnik - że w każdym okresie życia chrześcijanina możliwa jest doskonałość. Tej prawdy nieustannie dowodzą święci. Były to zawsze osoby, które rozumiały, że rezygnacja z dążenia do świętości może oznaczać tylko jedno - duchowe samobójstwo.
Modlitwę ukazał o. Leon jako sposób rozmowy z Bogiem, bez którego nie może być mowy o świętości. - Jeśli przestajemy się modlić - zwracał uwagę zakonnik - to może to oznaczać, że dążenie do świętości jest tylko jakimś naszym dziecinnym kaprysem. To modlitwa sprawia, że świętość staje się codziennym trudem nawracania się.
Dążenie do tego, byśmy byli święci, nie ma w sobie nic z egoizmu, ale jest tworzeniem przestrzeni miłosierdzia w nas samych i we wspólnocie. Można powiedzieć, że święty to taki chodzący, jednoosobowy oddział Caritas bez biurokracji. Ojciec Leon zakończył swoje rozważania życzeniem, abyśmy byli przynajmniej jak ten Faryzeusz, który zawsze dawał dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadał.
Inny ważny głos w dyskusji o Kościele dotyczył Jego misji ewangelizacyjnej. Ksiądz biskup Edward Dajczak zwracał uwagę na potrzebę świadectwa. - Bez niego - mówił - dialog z młodzieżą na "Przystanku Jezus" byłby nie do pomyślenia. Tam młodzież, tak jak wszędzie na świecie, jest wyczulona na fałsz. Ktoś, kto chciałby, żeby przyjęła ona prawdy katechizmowe, a nie ukazywałby jej świata miłości Boga, nie zostałby wysłuchany. Ale nie tylko tam, wszędzie indziej gdzie katechizujemy ludzi niezeweangelizowanych, jesteśmy nieskuteczni, a kolejność działań jest odwrócona. My, Kościół - zakończył ks. biskup - winniśmy Ewangelię czynić i głosić.

Naród


- Przynależność do narodu ubogaca każdego z nas. Mamy poczucie dumy narodowej. Ale są tacy - mówił o. Jacek Salij - których to poczucie dumy nie rozpiera, a co więcej, samo mówienie o niej i o patriotyzmie drażni.
Warszawski dominikanin wskazywał na niepokojące przyczyny tego stanu rzeczy. Po pierwsze - jego zdaniem - żyjemy w epoce kryzysów wszelkich "domów duchowych". Bierze się to z indywidualizmu, który czyni nas daltonistami na wartości wspólnoty. Często przyjmujemy taką postawę, jakby antagonizm między członkami wspólnoty był czymś naturalnym.
Po drugie, mentalność współczesna boi się pojęcia "naród" ze względu na różne nacjonalizmy. - Nie dość dobrze pamiętamy, że już Pius XI w 1930 roku, a więc przed dojściem Hitlera do władzy, doskonale rozróżniał miłość ojczyzny od nacjonalizmu. Papież utożsamiał nacjonalizm z egoizmem narodowym, zaś patriotyzm, miłość ojczyzny, z wiarą w możliwość zgody między narodami.
- Po trzecie, mamy niską ocenę własnego narodu, która często jest efektem bezkrytycznego przyjmowania nieżyczliwych stereotypów powstałych na nasz temat. Proszę zobaczyć - wskazywał o. Jacek Salij - ile negatywnych treści kryje się w stwierdzeniu "katolicka Polska".
Zdaniem Salija, patriotyzm należy rozumieć jako troskę o nasz "dom duchowy", ojczyznę. Ten "dom" ma trzy wymiary: dom jako miejsce, gdzie jest się u siebie; dom, wspólnota osób sobie bliskich i w końcu dom jako przestrzeń, w której czuje się bezpiecznie. W pierwszym przypadku patriotyzm przejawia się jako troska o dobre prawa i dobre obyczaje. - Tak jak zdrowe prawa tworzą zdrowe państwo, tak zdrowe obyczaje tworzą silny naród - te słowa o. Jacka Woronieckiego podkreślają jak bardzo potrzebujemy czuć się u siebie.
Dom jako wspólnota to dla o. Salija troska o bezrobotnych, niedopuszczanie do aborcji i eutanazji. Troska o dzieci z rodzin patologicznych. - Wspólnota także - jego zdaniem - posiada prawdziwe partie polityczne, a nie tak, jak jest teraz w Polsce "koczowiska polemiczne", którym w najmniejszym stopniu nie zależy na dobru wspólnym.
Dom, miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie, zapewnia domownikom bezpieczeństwo wewnętrzne - nie boimy się chodzić po ulicach, mamy zaufanie do wymiaru sprawiedliwości; zapewnia bezpieczeństwo zewnętrzne - potrzebna jest tutaj pokora w stosunkach międzynarodowych; stwarza bezpieczeństwo duchowe - nasze dzieci w szkołach nie są indoktrynowane, nie mają dostępu do narkotyków.
Swoje spojrzenie na tradycję narodową, ale w kontekście misji Kościoła, przedstawił o. Dawid Sullivan, Irlandczyk od dziesięciu lat mieszkający w Polsce. Ukazywał on, w jaki sposób w Kościele od zawsze działają dwie siły: odśrodkowa i dośrodkowa. - Ta pierwsza buduje wspólnotę, jej struktury. Ta druga sprawia, że wspólnota kieruje swoją energię na zewnątrz. Jeśli wspólnota jest zdrowa, to te dwie siły działają z jednakową mocą - podkreślał.
W historii Kościoła były momenty, kiedy siła dośrodkowa dominowała. Ale niekiedy tak musi być - kiedy wspólnota jest młoda bądź zagrożona. Jednak w normalnej sytuacji Kościół musi otwierać się wielkodusznie na świat, a nie tylko wtedy, gdy jest nadmiar księży i sióstr zakonnych. Mówił o tym polskim biskupom podczas wizyty Ad Limina cztery lata temu Ojciec Święty: - Najpierw naród otrzymuje wiarę, następnie ją pogłębia, a w końcu, kiedy jest już gotów, gdy Kościół ma już mocne korzenie w kulturze narodu, ten dzieli się swoim bogactwem z innymi narodami.
Ojciec Sulivan postawił bardzo ważne pytania: Czy Polska dzieli się wielkodusznie swoją wiarą? Czy w polskim Kościele siła dośrodkowa nie zdominowała obecnie siły odśrodkowej? - Zastanawiające jest, że Polska ma w tej chwili na misjach dwa tysiące osób, a dziesięciokrotnie mniej liczna Irlandia miała do niedawna sześć tysięcy pracujących na misjach. Oczywiście wpływ na taką sytuację - mówił Sullivan - ma z jednej strony to, że działalność misyjna jest częścią integralną tradycji Kościoła irlandzkiego, a z drugiej, Polska jest niemal zupełnie pozbawiona takiej tradycji. Co więcej, w niektórych diecezjach, gdzie jest nadmiar powołań, nie pożytkuje się ich w celach misyjnych, gdyż polski Kościół ma wciąż mentalność "Kościoła w potrzebie". Taki Kościół nikogo nigdzie nie wysyła, bo wszystkich potrzebuje na miejscu. A jednak - podkreślił Sullivan - Papież chce widzieć Polaków na misjach, chce, by polski Kościół miał świadomość obowiązku misyjnego. Kościół w Polsce, aby pokonać wewnętrzny kryzys, musi odpowiedzieć na papieskie wezwanie: "Wypłyń na głębię". "Wypłyńcie!" - zakończył ojciec Sullivan.

Rodzina


Ten "dom duchowy" doświadcza ostatnio najwięcej ataków. Jest najbardziej zagrożony, ale prelegenci nie skupiali się na zagrożeniach, lecz na tym, jak rodzinę umacniać i wspierać - jak mogą i powinny pomagać jej Kościół i państwo.
We współczesnych trudnych czasach, na co zwraca uwagę Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny miesięcznika "Więź", duchowość małżeńska jest tym, co umacnia rodzinę i gwarantuje jej przetrwanie. W małżeństwie, które ma być drogą do świętości, są możliwe, jego zdaniem, trzy style przeżywania codzienności. Pierwszy styl, można nazwać umownie "ucieczką" - tutaj świętość osiąga się pomimo codzienności. Dopiero po spełnieniu trudnych małżeńskich obowiązków przez męża i żonę mają oni czas na uświęcanie się i rozmowę z Bogiem. Małżeństwo jest dla nich swego rodzaju ciężarem w drodze do świętości.
Drugi styl to "akceptacja" codzienności. W tym przypadku małżonkowie podejmują próby sakralizacji codzienności. W trakcie zwykłych codziennych zajęć odrywają się od nich myślami, by przez modlitwę umacniać swą więź z Bogiem. Wezwanie do świętości pozostaje tutaj indywidualnym zadaniem małżonków.
"Afirmacja" codzienności to trzeci styl, w jakim małżeństwo może realizować swoje powołanie do świętości. Tacy małżonkowie dążą do bliskości z Bogiem poprzez małżeństwo, w którym nie ma podziału na sferę sacrum i profanum. Wszystko, co czynią małżonkowie razem, co umacnia ich więź, jest dobre i może prowadzić do świętości. Pan Bóg nie jest dla nich konkurentem w miłości małżeńskiej. Małżeństwem "tak szczęśliwym, że aż świętym" byli, podkreślał Nosowski, Maria i Ludwik Beltrame Quattrocchi, będący pierwszą i jak dotąd jedyną parą małżonków wyniesioną na ołtarze. Ich beatyfikacja dokonana przez Jana Pawła II w październiku 2001 roku to, jego zdaniem, prawdziwy przełom w chrześcijańskiej duchowości. Jest to swego rodzaju przełamanie monopolu świętych indywidualnych.
W homilii wygłoszonej podczas Mszy świętej na zakończenie sympozjum ks. bp Mieczysław Cisło z Lublina podkreślał, że w czasach, kiedy Kościół ma wielkie kłopoty ze skutecznym głoszeniem nauki o małżeństwie i rodzinie, kiedy państwo i naród są coraz słabsze, zdrowa rodzina jest już chyba jedyną szansą dla wszystkich.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki