Co w ogóle oznacza słowo "pomnik"? Etymologicznie wywodzi się od słowa "pomny", które kilkaset lat temu znaczyło tyle, co pamiętny. W słowie "pomnik" znajduje się również ten sam rdzeń, co w słowach "pomnieć" czy "zapomnieć". W naszym języku słowo "pomnik" pojawiło się w XVIII wieku, co nie oznacza, że wcześniej nie stawialiśmy pomników. Po prostu nazywaliśmy je inaczej. Pochodzący z łaciny termin "monument" upowszechnił się w Polsce już w XVI wieku. Wtedy na piedestał trafić było zdecydowanie trudniej niż dzisiaj, czego nie można jednoznacznie odczytywać za minus gustom ludzi współczesnych. Teraz pomnik może mieć nie tylko postać wielka i wybitna, ale nawet nieistniejąca. Tak jest chociażby w przypadku poznańskiego "Starego Marycha", który jest postacią fikcyjną ze znanego radiowego słuchowiska. Stawia się także pomniki czynom - w Trzemesznie znajdziemy pomnik Czynu Drogowego czy ideom - jak słynna warszawska bogini zwycięstwa Nike. Stawiamy także pomniki zwierzętom - pomnik Pszczoły w Kielcach, Psa Policyjnego w Sułkowicach koło Warki, czy Psa Dżoka w Krakowie, a także całą masę pomników dekoracyjnych, odnoszących się do jakiejś anegdoty czy legendy, czy lokalnego obyczaju.
Na brak pomników - i tych wspaniałych zresztą, i tych ohydnych - nie możemy w naszym kraju narzekać.
Lider Kościuszko, co pod tą gruszką
Pomników w Polsce stoi mnóstwo, nie wszystkie są wielkie, z dala widoczne. Często są to jakieś narzutowe głazy, tablice niewidoczne zza krzaków czy małe figury doskonale wkomponowane w otocznie. Ile ich jest? Na konkretną odpowiedź nikt się w Polsce nie odważy, ponieważ nie ma żadnego oficjalnego spisu. W połowie lat dziewięćdziesiątych władze Warszawy zatrudniły Straż Miejską do swoistej inwentaryzacji takich obiektów i strażnicy na terenie Warszawy doliczyli się ich przeszło 250. Co ciekawsze, ze spisu wynikało jasno, że literaci, czyli np. Adam Mickiewicz, Henryk Sienkiewicz czy Bolesław Prus trafiają na pomniki najrzadziej - w sumie doliczono się jedynie ośmiu monumentów mistrzów pióra.
Pomników uznanych za zabytkowe mamy w Polsce ponad 250 i to liczonych razem z pomnikami nagrobnymi. Jednak archiwa Ośrodka Dokumentacji Zabytków w Warszawie na pewno nie są kompletne. Nie ma wątpliwości, że najwięcej mamy w Polsce pomników związanych z wojną i ogólnie martyrologią. Ich liczbę szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy.
Wiemy też, że najwięcej pomników miał do niedawna Tadeusz Kościuszko - sporo ponad setkę. Miał, bo Polacy w ostatnich latach największą cześć sprawiedliwie oddają największemu współczesnemu Polakowi - Janowi Pawłowi II.
Słońce z czerwonego granitu
Pomnik z natury rzeczy powinien być budowlą trwałą, w innym przypadku po prostu ośmieszałby sam siebie. Dlatego pomniki znacznie częściej spadają z cokołów z wyroku historii, niż sił natury. Jako nośniki bardzo silnych treści historycznych, ideologicznych i politycznych, są poddawane lustracji znacznie brutalniejszej niż ludzie. Padają symbole reżymów, satrapów, ale także narodowej świętości i chwały. Giną z rąk najeźdźców, jak i z woli narodu, czemu zawsze towarzyszy żywa dyskusja. Nic dziwnego, że po nastaniu PRL-u w naszym kraju aż zaroiło się od Stalinów, Leninów, pomników braterstwa i żołnierzy radzieckich. Niemal w każdym większym mieście funkcjonariusze lojalnej wobec ZSRR władzy za punkt honoru obierali sobie wystawienie godnego pomnika ojcom i żołnierzom światowego komunizmu. Nie było też obojętne, w jakim miejscu stawiano symbole nowej władzy. Pomniki "przyjaźni" przez długi czas okupowały najważniejsze miejskie palce, gdzie mogły być widoczne podczas pochodów pierwszomajowych. Ten najważniejszy jednak w Polsce nigdy nie powstał.
Pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie po dziś dzień straszy pusta betonowa trybuna, z której ówczesna nomenklatura przyjaznym gestem pozdrawiała maszerujących ludzi pracy. Właśnie tam miał stanąć gigantyczny monument Józefa Wissarionowicza Stalina. Ojcem polskiego odbicia "słońca komunizmu" miał zostać Xawery Dunikowski, mistrz polskiej szkoły socrealistycznych rzeźbiarzy. Po dziś dzień nie wiadomo, dlaczego nadwornego rzeźbiarza partii natchnienie zwiodło. Zwiodło i zaprowadziło w strefy raczej tropikalne, ponieważ - jak wieść niesie - słońce komunizmu zbytnio przypominało niezadowolonego goryla. Od zoologicznego dylematu KC uwolniła odwilż, a Warszawa musiała się zadowolić wielkim darem narodu radzieckiego - Pałacem Kultury i Nauki. Ponadto, Stalina trwale zastąpił pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, który dotrwał aż do 1989 roku. Twórca CzeKa doczekał się rozbiórki i profanacji godnej swojej profesji. Jak nietrwały może być nawet największy pomnik, boleśniej przekonali się jednak komuniści z Czech. W początkach lat pięćdziesiątych postanowili ozdobić Pragę największym z Wielkich Braci. Stalin stanął na wzgórzu Letna na lewym brzegu Wełtawy. Stamtąd, mniej więcej na wzór słynnego wielkiego napisu "Hollywood" zaglądał w okna swoich praskich poddanych. Budowany przez 600 robotników na trzy zmiany przez prawie 500 dni Stalin wraz z otaczającymi go postaciami z ludu i cokołem miał 37 metrów wysokości i ważył ponad 14 tysięcy ton. Mimo niewątpliwego pośpiechu, pomnik udało się odsłonić przeszło dwa lata po śmierci Stalina, pierwszego maja 1955 roku. Wielki granitowy czeski Stalin dotrwał jedynie do 1962 roku, kiedy to Nikita Chruszczow osobiście interweniował w Pradze w sprawie ojca czasu "błędów i wypaczeń". Czesi, chcąc nie chcąc, musieli niedawnego wodza wysadzić w powietrze. Ten zdążył jeszcze zaprzeczyć prawom fizyki, bo mimo fachowych wyliczeń nie dał się wysadzić za pierwszym razem. Powtórna eksplozja zniszczyła jednak ostatecznie zmaterializowane w marmurze sieroce marzenia czeskich komunistów.
Czuj brata
Zawzięte utrwalanie nowej historii w granitowym materiale nie było obce również naszym rodzimym wyznawcom. Może nie starczało im megalomańskiej fantazji na miarę sąsiadów zza południowej granicy, nadrabiali za to ideową złośliwością. I tak - świętą dla Polaków Częstochowę oddano we władanie dwóm radzieckim żołnierzom, których ludzie z miejsca ochrzcili Dużym Wańką i Małym Wańką. Obaj stanęli, gdzieżby indziej - na przeciwległych końcach Alei Najświętszej Maryi Panny, przy czym Mały Wańka strzegł dostępu do kościoła św. Zygmunta. Myliłby się ktoś, kto sądzi, że były to jedynie praktyki wczesnych komunistycznych rządów lat pięćdziesiątych. Towarzysz Bolesław Bierut doczekał się pomnika w rodzinnym Lublinie w 1979 roku. Pomnik ustawiono nieopodal zamku, za czasów rządów Bieruta pełniącego rolę więzienia, w którym dyskretnie katowano wrogów Polski Ludowej. Nikt inny, tylko sam generał Wojciech Jaruzelski wraz z Czesławem Kiszczakiem i jeszcze kilkoma prominentami, w 1985 roku odsłonili na placu Mirowskim w Warszawie pomnik Poległym w służbie i obronie Polski Ludowej. I nie był to skromny pomniczek, tylko wysoki na 16 metrów monument. Nie sposób nie zauważyć, że fakt wystawiania pomnika "ubekom" krótko po stanie wojennym, w którym wielu Polaków za walkę o wolną Polskę przypłaciło życiem, trudno uznać nawet za niezręczny...
Władza w całym okresie peerelu z wielkim pietyzmem, wręcz nabożnością dbała o swoje spiżowe symbole, które zresztą stale narażone były na brak sympatii ogółu społeczeństwa. Najsłynniejszy w Polsce pomnik Lenina stojący w Nowej Hucie doświadczył jednego z ataków w kwietniu 1979 roku. Po użyciu materiałów wybuchowych uszkodzona została noga wodza rewolucji. SB natychmiast wszczęło śledztwo i przesłuchało 203 działaczy opozycyjnych. Już w dwa dni po zamachu zorganizowano wielotysięczną przymusową manifestację. Tłum miał nie tylko przebłagać ojca Lenina, ale także zaświadczyć o swojej wierności ideałom komunizmu. To już nic innego, jak forma państwowego kultu wobec jednego ze zbrodniarzy XX wieku. Jeszcze w latach osiemdziesiątych za ataki na komunistyczne pomniki sądzono jak za terroryzm, a wyroki niejednokrotnie były wyższe niż za zabójstwo. Za prawdziwych pechowców mogli uważać się także ci, którym po pijanemu wpadł do głowy nie najszczęśliwszy pomysł...... względem obiektów kultu państwowego.
Ciężkie powroty
Wieloletnie pomnikowe molestowanie sprawiło, że pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego miał naprawdę wiele pracy. Jako jedni z pierwszych z cokołami pożegnali się warszawski Dzierżynski i nowohucki Lenin, chociaż stojący w Krakowie marszałek Koniew wytrwał aż do 1992 roku. W pierwszych latach nowej Polski masowo zmieniano nazwy ulic, placów, szkół i innych publicznych instytucji. Chyba nie przypadkiem w większości miast takie ulice jak Armii Czerwonej czy Rewolucji Październikowej oddawano we władanie marszałkowi Piłsudskiemu. Marszałek w formie pomnika pojawił się też na miejscu częstochowskiego Dużego Wańki. Do Katowic trafił wreszcie zamówiony jeszcze przed wojną w Chorwacji konny pomnik marszałka, przy czym okazało się, że Chorwaci przesadzili wodza ze słynnej Kasztanki na "Kasztana". W tym samym mieście ulicę Ormowców przemianowano na Św. Anny.
Charakter owych przemian oddają także doskonale wolty w Kielcach, gdzie plac Obrońców Stalingradu zmieniono na plac Wolności, a lubelskie ulice Armii Ludowej i Gwardii Ludowej na odpowiednio: Księdza Wojciecha Anielskiego i Księdza Franciszka Blachnickiego.
Potwierdza to tezę, że zmiana pomnikowej i ulicznej kadry to nie tylko estetyka, tylko sprawa odkłamania historii i zmiana systemu obowiązujących w państwie wartości. Herosi komunizmu zeszli z piedestałów do magazynów i muzeów socjalizmu, z których najsłynniejsze mieści się w Kozłówce. Wielu z nich po cenie złomu odkupiły gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych, które były głównym dostawcą peerelowskiej arystokracji.
Godny za życia
W 1999 roku liczba pomników Jana Pawła II sięgała w Polsce czterdziestu. Obecnie, choć i tu bardzo trudno o pełne dane, jest ich co najmniej 120, a być może nawet 150. Niewątpliwie jest to jakiś zewnętrzny syndrom owej kontrrewolucji wartości, która toczy się w naszym kraju, chociaż raczej nie w pełni przekłada się na życiową praktykę.
Karol Wojtyła niewątpliwie dostąpił zaszczytu, jakiego nie doświadczył za życia żaden inny Polak. Nikt nie ma wątpliwości, że jest on najwybitniejszym żyjącym przedstawicielem naszego narodu, a ma wielkie szanse zostać najwybitniejszym i najbardziej znanym Polakiem wszechczasów. Zdetronizowałby tym samym Kopernika, którego pomniki stoją przecież nie tylko w Polsce. Do dyskusji wystawiania pomników za życia można się odnieść w różny sposób. Tym bardziej, że Papież jednoznacznie w tej kwestii się nie wypowiedział. Zresztą, nie wszystkie pomniki wydają się być godne następcy Piotrowego tronu i nie chodzi tu bynajmniej o ich wystawność, a o nierówność talentów oryginału i odtwórców jego postaci.
Niemniej jednak, nie tylko Polacy, ale katolicy całego świata fakt ten zaakceptowali. Argentyńczycy zrobili nawet szczególny wyjątek dla pomnika Papieża w Buenos Aires, bo w ich kraju konstytucja zabrania czczenia pomnikami osób żyjących. Na świecie stoi kilkadziesiąt pomników Jana Pawła II, w większości ufundowanych przez Polonię. Znajdziemy je jednak również w Kijowie, Bukareszcie, Hiroszimie, Nagasaki, czyli w państwach, gdzie katolicy należą do zdecydowanej mniejszości. To może świadczyć jedynie o tym, że przesłanie Karola Wojtyły jest tak silne, że ludzie z różnych krajów, kontynentów i kultur starają się je utrwalić wcześniej, niż nakazuje obyczaj.
Gierek - reaktywacja
W naszej ojczyźnie jeszcze dzisiaj zmiany nazw ulic czy fundowanie pomników budzą wiele emocji. Nic dziwnego, że radni w wielu miastach częstokroć stosują klucz przyrodniczy i nazywają ulice Malinową czy Poziomkową. Jest to podobnie neutrale zachowanie, jak przywracanie nazw starych. Do dzisiaj największym wrogiem takich zmian jest ludzkie przyzwyczajenie, kolejnym - pewien administracyjny bałagan i wreszcie na końcu - brak świadomości historycznej, albo też jej "nadmiar". Zupełnie niedawno w Poznaniu radni miejscy przemianowywali ulice jednego z willowych osiedli. Okazało się, że nie zabrakło naprawdę wielu obrońców Róży Luksemburg, czy mniej znanych bojowników zasłużonych w nękaniu narodu polskiego. Na tym nie koniec, lata kapitalizmu mijają i coraz więcej Polaków tęskni do dobroczyńcy Edwarda Gierka. Jednym z nich jest mieszkający przy szosie z Koszalina do Poznania właściciel sklepu z używaną odzieżą. Nigdy nie był w PZPR ani w Solidarności. Uważa jednak, że na wsi nigdy nie było tak dobrze jak za Gierka. Na postawienie pomnika Pierwszego Sekretarza mieszkaniec Ujścia koło Piły nie dostał pozwolenia budowlanego, więc... ustawił cokół na kółkach. Na cokole jaśnieje 60-centymetrowe popiersie Edwarda Gierka. To oczywiście prywatny pomysł człowieka, który ma prawo do własnego zdania.
Za to w Sosnowcu i Piotrkowie Trybunalskim możemy jeździć po rondach imienia Edwarda Gierka, we Włocławku działa społeczny komitet budowy jego pomnika, a we wsi Włoszakowice koło Sieradza wybudowano szkolną salę gimnastyczną pod jego patronatem.
Świadczy to oczywiście o dwóch sprawach. Po pierwsze, co martwi, coraz więcej ludzi tęskni za PRL-em, a wina za ten fakt nie leży już jedynie po stronie PRL-u. Po drugie, po raz kolejny ludzie pragną utrwalić swoje symbole i wartości na trwałych piedestałach, co dowodzi, że nasza narodowa "pomnikomachia" wcale się jeszcze nie skończyła.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













