Logo Przewdonik Katolicki

Czarna lista obyczaju

Piotr Krysa
Fot.

Polacy na ogół uważają się za ludzi kulturalnych. Nie są jednak jednomyślni co do znaczenia tego przymiotnika. Dla jednych kulturalnym będzie człowiek dobrze wychowany, wykształcony i moralny, dla innych bogaty. Przeciwieństwem człowieka kulturalnego jest cham. Jakkolwiek trudno ocenić, czy chamów jest więcej niż przed laty, to z pewnością można stwierdzić, że rodzajów chamstwa...

Polacy na ogół uważają się za ludzi kulturalnych. Nie są jednak jednomyślni co do znaczenia tego przymiotnika. Dla jednych kulturalnym będzie człowiek dobrze wychowany, wykształcony i moralny, dla innych bogaty. Przeciwieństwem człowieka kulturalnego jest cham. Jakkolwiek trudno ocenić, czy chamów jest więcej niż przed laty, to z pewnością można stwierdzić, że rodzajów chamstwa raczej przybywa. Chamstwo zawłaszcza coraz szersze obszary życia publicznego, uchodząc powoli za normalność. Czy oznacza to, że Polacy zapomnieli, że kultura jest niezbędnym warunkiem godnego życia?


Przechodząc obok ciskającego na siebie obelgi małżeństwa, czy też wymieniających wulgarne epitety sąsiadów, nie mamy wątpliwości, że jest to chamstwo. W takim przypadku wręcz trudno nazwać to jedynie brakiem kultury. Często trudno nawet z potoku przekleństw wyłowić, czego dotyczy sama kłótnia. Zresztą, tak ambitne podejście jest klasycznym błędem metodologicznym, bo przecież nie o argumenty tu chodzi, a o sprowadzenie adwersarza do poziomu chodnika. O ironio, uczestnicy opuszczają takie pole bitwy, dzieląc przekonanie, że właśnie jakiemuś chamowi nagadali.
Niestety, problem chamstwa na takich banalnych przykładach się nie kończy. Zachowania kilkudziesięciu tysięcy polskich kibiców na skoczni w Harachowie również inaczej nazwać nie można. Bo obrażanie i rzucanie śnieżkami w Hanawalda, największego sportowego rywala Adama Małysza, musi żenować. Tym bardziej, że znaczna część tej wielotysięcznej rzeszy przybrana była w barwy narodowe, a to przecież zobowiązuje. Za bezprzykładne chamstwo można uznać artykuł szkalujący Jana Pawła II, napisany przez Jerzego Urbana i opublikowany w "Nie". Jak by nie patrzeć, za takie chamstwo setki tysięcy czytelników jest skłonnych jeszcze zapłacić. Premier Leszek Miller, nazywając posła Komisji Śledczej Zbigniewa Ziobro zerem, również zachował się po chamsku, podobnie jak Lech Wałęsa, który podczas debaty telewizyjnej z Aleksandrem Kwaśniewskim na podaną rękę chciał odpowiedzieć nogą. Nawet jeśli Lech Wałęsa nie chciał uścisnąć ręki swojemu przeciwnikowi, to istnieje wiele znacznie bardziej kulturalnych sposobów manifestowania swojej odrazy.
Zauważmy, że tak samo w przypadku Leszka Millera, jak i Lecha Wałęsy, dotykamy już samych szczytów naszego demokratycznego społeczeństwa. Niezależnie od sytuacji, stanu nerwów czy osobistych uraz, osoba piastująca tak wysoki urząd nie może się tak zachowywać. Zresztą, jeśli takie wpadki mają miejsce na oczach milionów telewidzów, to jak jest na co dzień?
Pisze artystka...

Powyższe przykłady rażą przeciętnego uczestnika, czy też raczej obserwatora życia publicznego w naszym kraju. Chamstwo przybiera jednak jeszcze bardziej zakamuflowane i perfidne formy. W 1999 roku w dziale opinie dziennika "Rzeczpospolita" ukazał się "Przewodnik po królestwie chamstwa" autorstwa znanej polskiej wokalistki - Kory. Kora, artystka dla wielu kontrowersyjna, pozwoliła sobie zabrać głos w dyskusji na temat panoszącego się chamstwa. Tekst to o tyle istotny, że wywołał przed kilkoma laty prawdziwą medialną burzę. Czy spostrzeżenia artystki dziś się już zdezaktualizowały?
Autorka zaczęła od biblijnej historii pierwszego chama. Cham naśmiewał się z pijanego, leżącego nago ojca. Pozostali dwaj synowie Jafet i Sem upomnieli swojego brata i nakryli nagiego ojca. Noe wyklął za to Chama, a jego potomkowie mieli po wsze czasy służyć potomkom Sema i Jafeta.
Zdaniem Kory, jest dokładnie odwrotnie. Chamstwo panoszy się na każdym kroku, nawet tam, gdzie byśmy się go najmniej spodziewali. Co więcej, jesteśmy przez nie otoczeni i sterroryzowani. Cham, zdaniem Kory, postrzega świat płytko i powierzchownie i dobiera sobie z niego jedynie te treści, które służą jego wygodzie. Taki cham to najczęściej istota arefleksyjna, agresywna, cechująca się pewnością siebie wspartą często brutalnością, bezwzględnością, wulgarnością i miernotą umysłową.
Największą dyskusję wywołała jednak typologia chamów według Kory. Pośród wielu z nich znalazł się tzw. cham wewnętrzny z deficytem szlachetności, honoru i dobrych obyczajów oraz cham tajemny, znacznie bardziej niebezpieczny, bo wyżej wymienionych cech używa jedynie do zamaskowania swojej prawdziwej natury. Skrajnego materialistę, orędownika wyścigu szczurów, pnącego się w górę po trupach nazwała chamem yuppie.
Dostało się także chamom politycznym, którzy stawiają jedynie na interes własnej partii, są zadufani w niej i w sobie, nie widzą przy tym interesu państwa ani racji stanu. Nie upiekło się także chamom religijnym, którzy, zdaniem Kory, wciągali Boga, prawdę i miłość w różnego rodzaju pokrętne wywody, desakralizując najczęściej najbardziej intymne ludzkie doświadczenia.
Autorka tekstu pośród wielu przyczyn owego "schamienia" podała brutalną walkę o byt we wczesnym kapitalizmie, co dla wielu chamów wydawało się być jak najbardziej wystarczającym powodem. Napisała również wtedy o swoistej Nowopolsce i chociaż nie wszystkie tezy artykułu można zapewne przyjąć bez dyskusji, to jednak artystka kilka lat wcześniej zaczęła dyskusję o kondycji III Rzeczpospolitej i to na dużo bardziej podstawowym poziomie od tej toczonej obecnie.
Fura i kultura


Na co dzień posługujemy się jednak znacznie bardziej przyziemną miarą kultury w życiu społecznym. O kulturze lub chamstwie jakiejś osoby chętniej wyrokujemy bardziej na podstawie banalnych zachowań niż strategii życiowej czy prezentowanego publicznie wizerunku. Ośrodek Badania Opinii Publicznej w 2001 roku opublikował wyniki sondażu, w którym Polacy odpowiedzieli na pytanie: "Kto jest człowiekiem kulturalnym?". Badanie pozwoliło stwierdzić, że kultura różnie się nam kojarzy i że w naszym społeczeństwie funkcjonuje pięć zasadniczych stereotypów.
Najbardziej rozpowszechniony obraz człowieka kulturalnego to obraz konsumenta kultury wysokiej i popularnej. Czyli ktoś, kto chodzi do kina, teatru, na wystawy, do muzeum, opery czy filharmonii, ale także na mecze piłkarskie, festyny i różnego rodzaju imprezy plenerowe. Osoba taka powinna słuchać radia, oglądać telewizję i czytać książki, ale także dobrze się ubierać i mieć zadbany dom. Tak człowieka kulturalnego wyobraża sobie jedna trzecia naszego społeczeństwa, głównie osoby starsze ze średnich i wielkich miast.
Ponad jedna czwarta społeczeństwa (29 procent) wyznaje drugi ze stereotypów, który główny nacisk kładzie na etykę. Za kulturalnego uznają człowieka, który w każdej sytuacji wie, jak się zachować, dobrze odnosi się do innych ludzi, czyli szanuje każdego, bez względu na jego status materialny, poglądy czy inne cechy. Wyróżnia go takt i delikatność oraz chęć pomocy potrzebującemu. Taki człowiek przestrzega oczywiście obowiązujących przepisów prawa, norm i zasad moralnych, nie kłamie i rzetelnie wykonuje swoje obowiązki. Nie używa także wulgarnych słów, a ponadto dba o swój wygląd. Taki stereotyp funkcjonuje głównie na wsi, bo w największych miastach podziela go o połowę mniej badanych.
Niewiele mniejsza grupa (24 procent) wierzy, że kulturalność to cecha postępujących etycznie konsumentów kultury wyższego rzędu. Taka postać posiada cechy typu opisanego powyżej, a ponadto regularnie odwiedza filharmonie, teatry czy muzea. Jest to człowiek, który potrafi wypowiedzieć się na każdy temat, ale raczej stroni od radia i telewizji, czyli głównych nośników kultury popularnej. Taka opinia dominuje raczej wśród osób lepiej wykształconych mieszkających w dużych miastach, a ponadto takich, którzy poziom kultury Polaków oceniają raczej nisko.
Dla odmiany osoby słabo wykształcone za kulturalnych są skłonne uważać ludzi bogatych i pewnych siebie. Główną rolę odgrywają tu zewnętrzne atrybuty, jak chociażby dobry samochód. Taki obraz ankieterom OBOP-u przedstawiło zaledwie 12 procent badanych.
Tylko jeden procent Polaków powyższy model uzupełnia jeszcze o uczestnictwo w kulturze popularnej, takiej jak: dyskoteki, dancingi, kawiarnie czy puby. Co ciekawe, przedstawiciele zaliczani do dwóch ostatnich kategorii powinni również... palić papierosy.
Z powyższych wyników ankiety możemy się śmiać, możemy nad nimi ubolewać, możemy je także po prostu zaakceptować, bo kultura to bardzo szerokie i różnorodne zjawisko i, jak chciał niegdyś nasz wieszcz, trafiła w końcu pod strzechy, tyle że pod każdą wedle potrzeb.
Co ciekawsze, pomijając owe typologie, Polacy w jednym są zgodni - w ponad 90 procentach łączy nas przekonanie, że kulturę wyraża się przede wszystkim przez szacunek do drugiego człowieka.

Awans przez redukcję


Skoro wiemy już, kogo mniej więcej jesteśmy skłonni uznać za osobę kulturalną, możemy sobie postawić pytanie, czy sami możemy się do takich zaliczać. Według kolejnego badania TNS OBOP, 58 procent Polaków twierdzi, że tak. W ujęciu mniej abstrakcyjnym - jakim było przedstawione badanie "Kim jest człowiek kulturalny?" - stajemy się dużo bardziej liberalni. Pytanie "Czy Polacy są kulturalni?" odnosi się przecież do nas samych i zmienia znacząco ciężar gatunkowy naszych odpowiedzi. Okazuje się, że osoba kulturalna nie musi nazbyt często uczestniczyć w kulturze, a w niektórych miejscach, jak teatr czy kino, wystarczy bywać kilka razy w roku. Na tym nie koniec, bo z ankiety wynika, że takie dyrdymały jak kupowanie książek czy bywanie na koncertach dla większości badanych są zupełnie nieistotne dla poziomu własnego ukulturalnienia. Jeśli chodzi o tak zwane czytelnictwo, to żeby w ujęciu statystycznym zaliczać się do grona osób kulturalnych, wystarczy raz w roku odwiedzić bibliotekę. Nota bene, na przestrzeni ostatnich lat wymóg ten spełnia nawet nie co trzeci Polak. W teatrze raz w roku bywa co dziesiąty, w muzeum co ósmy, w kinie prawie co trzeci, jedną książkę przeczytał co drugi. Koncerty muzyki poważnej to już prawdziwa elita, bo zachodzi tam trzech Polaków na stu, za to aż 39 uważa, że jest to konieczny warunek dla statusu kulturalności. Poziom naszego uczestnictwa w kulturze zwanej wysoką jest więc bardzo niski. Gdybyśmy i to chcieli zrzucić na karb PRL-owskich zaszłości, powinniśmy wiedzieć, że w Rosji teatry grają przy kompletach, sprzedaje się tańsze bilety na dostawiane krzesełka dla emerytów, a młodzież i studenci często oglądają przedstawienie na stojąco. Wręcz regułą jest kupowanie dla dziecka i jego przyjaciół biletów do teatru z okazji "osiemnastki". Dla uzupełnienia warto także nadmienić, że przeciętna pensja jest w Rosji dużo niższa niż w Polsce.
Optymizmem napawa jedynie fakt, że ponad 80 procent Polaków udziela się towarzysko, ale dobra kuchnia może nie wystarczyć do zachowania narodowej tożsamości.

Sąsiedzkie reality show


Niemalże jak jeden mąż wyrażamy dezaprobatę dla braku kultury w życiu codziennym. Obrazują to dobitnie badania CBOS-u, z których pochodzi zamieszczona przy artykule tabela, która swoim rygoryzmem zaskoczy niejednego salonowca.
Najbardziej razi nas brak poczucia estetyki, ładu i porządku w miejscach publicznych. Tu akurat nietrudno znaleźć powód szacunku do tak zwanego dobra wspólnego i cudzej pracy, który rzeczywiście ugruntował się w okresie ostatniego półwiecza. Podobnie wyrażamy się o braku elementarnego szacunku wobec osób starszych, obyczaju powitania czy braku kurtuazji wobec kobiet. Razi nas, wręcz budzi niechęć, wulgarny język, który przestał być już wyznacznikiem przynależności do marginesu. Przypomnijmy sobie tylko dyskusję, jaką wywołały pierwsze w Polsce programy z rodzaju reality show, gdzie okazało się, że tak naprawdę wielu z uczestników nie potrafi artykułować swoich myśli, czy raczej emocji, bez stosownych ozdobników. Nie oznacza to bynajmniej, że do programów dobierano osoby o szczególnie kwiecistych upodobaniach językowych, bo jeszcze w 1999 roku pracownikom CBOS-u do używania wulgaryzmów przyznała się sporo ponad połowa Polaków. Oczywiście źle się stało, że taki, jednak wstydliwy nawyk, uzyskał medialną akceptację. Fala krytyki skutkowała zakazem używania takich słów wprowadzonym przez producentów i emisją zagęszczoną "biiiipami", odwzorowującymi nawyki interpunkcyjne medialnych bohaterów. Kłopot jednak w tym, że czwarta część Polaków, która w ogóle nie używa słów niecenzuralnych, od codziennego reality show tak naprawdę może całkowicie uwolnić się dopiero w kościele. Nie przypadkiem zresztą wśród deklarujących całkowitą swobodę od wulgaryzmów największą grupę stanowią osoby religijne.

Najtrwalsza z ziemskich spraw


Kultura, zarówno ta codzienna, jak i ta pisana przez duże "K", jest miarą wartości narodu i człowieka. Nieprzypadkowo ankietowani osobę kulturalną od chama odróżniają niemal instynktownie po jego stosunku do bliźniego. Dyskusja o kulturze zawsze zejdzie się z dyskusją o wartościach i godności człowieka. Kultura na co dzień to nic innego jak jakość naszego życia, na którą tak często narzekamy. Kultura życia publicznego i politycznego jest prawdziwym probierzem dojrzałości społeczeństwa. Jej brak powinien być dyskwalifikujący, a nie jest. Przestaje dziwić, jeśli ponad 90 procent Polaków nie aprobuje bałaganu, a w lasach, przy drogach czy w miastach leży pełno śmieci, które przecież nie biorą się znikąd. Znaczy to, że mamy pełną świadomość zachowań uważanych za niekulturalne, a zarazem nie tylko nie potrafimy się temu przeciwstawić, ale wręcz sami te normy lekceważymy czy nawet odrzucamy. Trudno oceniać, czy to kolejna forma relatywizmu, czy tylko bierne poddawanie się dyktaturze prostactwa, nierzadko posuniętego aż do chamstwa.
Zważmy jednak, że schlebianie chamstwu w dłuższej perspektywie prowadzi donikąd. Historia niejednokrotnie dowiodła, że przemijały całe narody, całe cywilizacje, a jedyne, co po nich zostało, to właśnie kultura. Perspektywa życia człowieka jest znacznie krótsza, ale również i po nim zostanie tylko to, jak zapamiętają go ludzie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki