Od Wiednia do Bagdadu

Amerykanie nie wkraczali do Iraku jako kowboje mściciele, ale mieli w zanadrzu plan uporządkowania Bliskiego Wschodu, który od pół wieku był nieustannym źródłem zagrożeń i destabilizacji na świecie. Polska została zaproszona do stołu decyzyjnego.



Po drugiej wojnie światowej jednym z sygnałów, że Polska nie jest traktowana poważnie, a inaczej, że została sprzedana do strefy wpływów...
Czyta się kilka minut
Amerykanie nie wkraczali do Iraku jako kowboje mściciele, ale mieli w zanadrzu plan uporządkowania Bliskiego Wschodu, który od pół wieku był nieustannym źródłem zagrożeń i destabilizacji na świecie. Polska została zaproszona do stołu decyzyjnego.

Po drugiej wojnie światowej jednym z sygnałów, że Polska nie jest traktowana poważnie, a inaczej, że została sprzedana do strefy wpływów sowieckich, był fakt - nie przyznania Polakom własnej strefy okupacyjnej w Niemczech. Podobnie stworzenie strefy francuskiej - mimo nikłego zaangażowania Francji w pokonanie Hitlera - oznaczało powrót Paryża do klubu mocarstw. Obserwując dyskusje na temat polskiego zaangażowania w Iraku, trudno nie sięgać pamięcią do doświadczeń z lat czterdziestych ubiegłego stulecia. Podobnie jak wtedy, jesteśmy świadkami tworzenia się nowego porządku politycznego w świecie. Tym razem Polska znalazła się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Symbolem sukcesu stał się właśnie gest amerykański zapraszający Polaków do grona państw decydujących o porządku i stabilizacji Iraku. A w perspektywie sporej części świata w XXI wieku.

Jeśli ktoś uzna, że to napuszone słowa i podstawianie przez żabę nogi w miejscu, gdzie konia kują, niech przypomni sobie, jak wątłe atuty miał w ręku generał de Gaulle w roku 1945.

Niespodziewana koniunktura

Koniunktura polityczna wpadła nam w ręce w najmniej spodziewanym momencie. Straciliśmy na dobre wizerunek lidera "transformacji demokratycznej", mało kto w Europie wierzy, by Leszek Miller mógł być wzorowym przywódcą nowoczesnej europejskiej demokracji. Szczególnie, że jego rząd jest przytłoczony balastem afer, ciemnych interesów, otoczony gromadą podejrzanych oligarchów i uwikłany w oskarżenia o tłumienie wolności mediów. Gospodarka Polski buksuje w miejscu, a zamiast elokwentnych w wielu językach obcych profesorów mamy na ławach europejskich instytucji tęgoszyich i krótkopalcych przedstawicieli Samoobrony. Jedna z niewielu trafnych decyzji tej ekipy - zaangażowanie w poparcie Stanów Zjednoczonych wobec Iraku - zaowocowała tymczasem zaproszeniem Polski do stołu, przy którym są podejmowane decyzje globalne. I natychmiast rozległo się masowe pokrzykiwanie: "w Polsce i w Europie - nie dla psa kiełbasa. Niech Polacy znają swoje miejsce w szeregu". Również rząd przytłoczony rozmiarami sukcesu (a chodziło przecież wyłącznie o jeden dobry "news" telewizyjny) zaczął rakiem wycofywać się z politycznej awangardy wolnego świata. Żałosne wypowiedzi ministra Szmajdzińskiego, który ogłosił, że dużego państwa nie stać na wysłanie brygady wojska do stabilizowania sytuacji w Iraku i ruszył z kosturem żebraczym po prośbie, znakomicie współgrają ze skandalicznymi artykułami prasy niemieckiej i francuskiej.

Niemcy poczuli się urażeni polską propozycją udziału w administrowaniu naszą strefą stabilizacyjną w Iraku. Jak to, niemieckie mocarstwo pod komendą jakiegoś Polaka? To najłagodniejsza z reakcji. A bywa gorzej, bo w głosach, że Polska nie poradzi sobie z zarządzaniem strefą pobrzmiewa stary - i zdać by się mogło zapomniany - ton lekceważenia wobec państwa sezonowego niezdolnego do odgrywania samodzielnej roli w polityce. Inna rzecz, że natychmiastowe ogłoszenie przed kamerami polskiej propozycji (to stały obyczaj SLD-owskich fachowców od dyplomacji) było co najmniej niezręcznością. Nie jedyną. Po rozmowach z Collinem Powellem szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz oznajmił, iż Polska upiera się przy mandacie ONZ na powojenne urządzenie Iraku. Stojący obok Powell bezsilnie zgrzytał zębami bo oto jeden z głównych sojuszników zabrał się w hallu departamentu stanu USA do rozmontowywania amerykańskiej polityki. Do Cimoszewicza już dołączył prezydent Kwaśniewski, który próbuje mieć amerykańskie ciastko i równocześnie zjeść je wspólnie z Chiracem i Schröderem. Zamiast twardego żądania przeprosin od partnerów z trójkąta weimarskiego gniemy się w lansadach, by ich ugłaskać, bo a nuż nie przyjmą nas do Unii. Spokojnie zapominamy przy tym, że w rozszerzonej Unii 25 państw dwudziestka podziela polski pogląd na związki z Ameryką.

Kwaśniewski nie Sobieski

Rządząca ekipa SLD wygląda na solidnie przestraszoną faktem, że może i powinna podejmować realne decyzje w polityce zagranicznej. Stąd brak wyraźnego drogowskazu tej polityki. Na dodatek modyfikowanej przez przeróżne dziwne zobowiązania natury biznesowej, których korzenie tkwią w Moskwie (awantura o prywatyzację polskich rafinerii jest w rzeczywistości sporem o polską suwerenność energetyczną). Bez patrzenia na ręce panom Kwaśniewskiemu i Millerowi mogą oni zmarnować owoce sukcesu, na który - przyznajmy to uczciwie - zapracowali.

W Iraku mamy olbrzymią szansę. Nie tylko, a nawet nie przede wszystkim na zarobienie wielkich pieniędzy. Te ostatnie będą, zwłaszcza dla branży budowlanej, która w Polsce ledwie zipie. Ale nie będą tak duże, by wzmocnić podupadającą gospodarkę. Natomiast będzie olbrzymi prestiż polityczny i instrumenty do gry na fortepianie polityki w skali światowej. Takiej szansy nie mieliśmy od czasu odsieczy wiedeńskiej. Prezentacja planu prezydenta Busha - stworzenia bliskowschodniej strefy wolnego handlu wskazuje, że Amerykanie nie wkraczali do Iraku jako kowboje mściciele, ale mieli w zanadrzu plan uporządkowania Bliskiego Wschodu, który od pół wieku był nieustannym źródłem zagrożeń i destabilizacji na świecie. Polska została zaproszona do stołu decyzyjnego. W najmniej spodziewanej chwili zostaliśmy poddani testowi sprawności naszej dyplomacji i struktur państwa jako takich. Odpowiedź w postaci jęku, że nie mamy kilkudziesięciu milionów dolarów na koszty bycia mocarstwem, jest żałosna. Podobnie jak popiskiwania części euroentuzjastów przestraszonych, że Berlin i Paryż ukarzą nas za nadmierne ambicje. Jeśli jednak tych ambicji nie mamy, to powraca pytanie zadane kiedyś przez "Rzeczpospolitą" - co zrobiliśmy z naszą niepodległością? Zamiast uczciwej rozmowy z obywatelami o problemach, kosztach i ambicjach Polaków, rządzący mrugają radośnie okiem w kolejnych relacjach telewizyjnych najeżonych pół- i ćwierćprawdami. Do tego zderzamy się z propagandą pseudonarodowców widzących polską szansę w przyjęciu drogi białoruskiej oraz ziemniaczaną mocarstwowością działaczy chłopskich, rolę dziejową Polski widzących w jak najdroższej sprzedaży jak najgorszych ziemniaków.

Jest czas na rozmowę o imponderabiliach. Zużycie się, zwłaszcza w młodym pokoleniu, wielkich słów i wielkich haseł nie usprawiedliwia polityków, a szerzej elit opiniotwórczych, które są zobowiązane do reanimowania pojęć patriotyzmu, ojczyzny, obowiązku, obywatelskości. W innym wypadku obywatele zgodzą się z Lepperem, iż oni już byli. A urbanowa "moral insanity" i lepperyzm to choroby grożące powrotem tego, co nastąpiło już raz w polskiej historii - zapustów saskich i ich konsekwencji. Być może napięcie muskułów i skonsumowanie sukcesu w Iraku jest szansą na powrót wartości do polskiego życia publicznego. Kiedy nie wykorzystaliśmy wiktorii wiedeńskiej, przyszła klęska państwa. Oby nie groziła nam powtórka z historii.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2003