Tego poranka telefon wcześniej niż budzik przerwał mi sen. Już po pierwszym dźwięku byłem zaniepokojony. Z reguły telefony wczesnym rankiem nie zwiastują spokojnych informacji. Tak było i tym razem. Po wypowiedzeniu tradycyjnego "słucham" z drugiej strony doszło do mnie jedno zdanie: "Kazimierz nie żyje..." W jednej chwili minęło zaspanie, a umysł rozwinął pełną świadomość. Z wrażenia zamilkłem. Po chwili zapytałem... "co się stało... czy miał wypadek...?" Żona Kazimierza w kilku zdaniach opowiedziała jak to się stało. Po kilku minutach odłożyłem słuchawkę i rozpocząłem modlitwę: "Wieczny odpoczynek..."
Gdy śmierć nagle przerywa ludzkie życie, trudno się spieszyć... Śmierć bliskich, którzy dosłownie wczoraj z nami rozmawiali, jedli, podróżowali, układali plany... musi zatrzymywać, tzn. zastanawiać. Do głowy i serca ciśnie się wówczas wiele pytań. Na niektóre odpowiedź znajdujemy w swojej wierze, na inne czekamy wiele czasu...
Kazimierz był moim bliski kolegą. Umierając miał 49 lat. Zostawił żonę i trzech synów, bardzo porządnie wychowanych. Był lekarzem weterynarii. Bardzo dużo czasu jego doczesnego życia zajmował trójkąt miejsc: Uczelnia - Lecznica - Dom. Jak wiele milionów Polaków, jeździł samochodem, nosił przy sobie telefon komórkowy, nie miał czasu... A jednak Kazimierz był człowiekiem niezwykłego czasu. Mimo wielu zajęć, co tydzień wraz ze swoją żoną w grupie kilkunastu przygotowywał młodzież do bierzmowania... w dzień powszedni chodził na Msze św. ...Gdy w niedziele musiał leczyć zwierzęta, tego dnia za pracę nie brał pieniędzy... Tak żył - a jak umarł ?
Była niedziela. Rano przyszedł jak zwykle na Mszę św. Przyjął jak zwykle Komunię św. Wczesnym wieczorem na ambonie serce jego przeżyło wstrząs. Trzy godziny reanimacji nie dały żadnego skutku. Umarł na ambonie, czyli w lesie, miejscu obserwacji lasu i miejscu polowania na zwierzynę. Gdy to się stało, żona Kazimierza - też lekarz - była obok. Niestety, nie mogła pomóc. Po kilku dniach miał miejsce pogrzeb. Na Mszy odprawianej za spokój duszy śp. Kazimierza miałem kazanie. Mówiłem właśnie o tym... zmarły był człowiekiem, który miał czas dla Boga, dlatego miał czas dla swojej rodziny, swoich studentów i chorych zwierząt. On nie żyje, a jego zegarek ciągle odmierza czas. Jestem przekonany, że jest to czas zbawienia.
Przed nami tzw. długi weekend. Będziemy mieli wiele czasu. Bardzo wielu wyjedzie na łono przyrody. Bogaci za granice. Będą też tacy, którzy nie będą wiedzieli, co zrobić z czasem. Wszystkim polecam osobistą refleksję wokół tematu: do czego zmierza ludzkie życie... ile z niego zostaje... a ile nie... jak żyć, by być bardzo pracowitym, a jednocześnie dla Boga mieć zawsze czas. Czas ucieka, wieczność czeka...
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








