Oblicze ukrzyżowanego Jezusa

Było to gdzieś na początku mojej kapłańskiej drogi. Właśnie wracałem do gdańskiego klasztoru z samotnego, wakacyjnego wędrowania po górach. Przesiadka w Warszawie i podróż w przedziale sam na sam z kobietą, która do powiedzenia miała wiele... I choć prawie wszystko z tego "dzielenia się" zatarł czas, pozostała mi jednak w pamięci pewna historia dotycząca Ukrzyżowanego Jezusa.



Czy...
Czyta się kilka minut

Było to gdzieś na początku mojej kapłańskiej drogi. Właśnie wracałem do gdańskiego klasztoru z samotnego, wakacyjnego wędrowania po górach. Przesiadka w Warszawie i podróż w przedziale sam na sam z kobietą, która do powiedzenia miała wiele... I choć prawie wszystko z tego "dzielenia się" zatarł czas, pozostała mi jednak w pamięci pewna historia dotycząca Ukrzyżowanego Jezusa.

Czy bać się twarzy Chrystusa?

Otóż, jak się okazało, wspomniana kobieta będąc dzieckiem bardzo bała się rozpiętego na krzyżu Jezusa: ... taki ociekający krwią, dziwnie wygięty, nieżywy, ogólnie - przerażający. Zadała nawet któregoś razu swojej mamie pytanie: Jak dobry Bóg mógł pozwolić, aby w tak okrutny sposób zabito Jego syna? Matka, prosta kobiecina, nie bardzo potrafiąc dziecku wyjaśnić, odpowiedziała tylko wymijająco: Widzisz, skoro Pan Bóg nie ocalił własnego syna, to co będzie z tobą, jeśli będziesz grzeszyła! Ta dziwna odpowiedź zapadła dziecku w sercu głęboko. Lęk przed Ukrzyżowanym nie tylko nie minął, ale nadto pojawił się dodatkowy - przed grzechem. I jak wyznała - całe dzieciństwo i młodość upłynęły na paraliżującej obawie przed surowym Bogiem, który może pokarać za grzechy. Dopiero po latach zrozumiała, że Bóg jest Miłością, a Jezus sam oddał swoje życie na okup za wielu. Od tego, wakacyjnego spotkania często towarzyszyła mi refleksja nad tym, jak ważny jest wizerunek Chrystusa, w którego się wpatrujemy.

Żyjemy w kraju, do którego chrześcijaństwo dotarło pod koniec pierwszego tysiąclecia. Wraz z pierwszymi misjonarzami docierała do nas chrześcijańska, najczęściej, co zrozumiałe, współczesna sztuka. Zanim jednak nowa religia okrzepła, upłynęło sporo czasu. Stąd, tak naprawdę, poza nielicznymi wyjątkami, ogromna większość dzieł początków chrześcijaństwa w Polsce to dojrzały i późny gotyk. Ten zaś lubował się w pełnych ekspresji dziełach o tematyce pasyjnej. Właśnie wtedy powstawały najbardziej przejmujące, pełne grozy krucyfiksy, na które niejednokrotnie nawet trudno było wznieść wzrok. Nie zawsze jednak tak było...

Pierwsze wizerunki

Państwo wyraźnie unikało przedstawiania Chrystusa rozpiętego na swej "szubienicy". Zbyt głęboko bowiem zapadło w powszechnym odbiorze rozumienie krzyża jako znaku hańby. Już św. Paweł pisał, że Chrystus ukrzyżowany jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan. Ale jednocześnie sam o sobie mówił: nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.

Źródła pierwszych gmin chrześcijańskich aż do połowy II wieku niezbyt często wspominają ukrzyżowanie Chrystusa. Jeszcze Orygenes, wielki komentator nowej wiary w stosunku do ukrzyżowania używa pojęcia najbardziej szpetnej śmierci na krzyżu, komentując w ten sposób kontekst powszechnego potępienia takiego rodzaju śmierci w okresie antycznym. Pamiętać trzeba, że do trzeciego stulecia takie znaki jak: ryba, monogram Chrystusa czy baranek były o wiele bardziej popularnymi symbolami u chrześcijan niż krzyż. One także lepiej odpowiadały duchowym treściom tamtych czasów. Pojęcie krzyża jako wyraźnego znaku zwycięstwa kształtowało się powoli. Musiały upłynąć ponad trzy wieki, zanim - jak powie św. Augustyn - krzyż z miejsc kaźni przeszedł na czoła cesarzy, a potem musiało minąć jeszcze wiele lat, aby krzyż, zwłaszcza na terenach misyjnych, stał się integralną częścią Kościoła, jego chlubą, znakiem objawienia chrześcijańskiego, nadzieją na zmartwychwstanie ciała i obietnicą życia wiecznego. Jeśli uświadomimy sobie, że krzyż na stałe zagościł do wnętrz kościołów dopiero w V wieku, zrozumiemy właściwie skalę problemu.

Pierwsze chrześcijańskie znaki krzyża były kreślone bardzo prosto - za pomocą dwóch przecinających się kresek, choć znamy wyraźne wyobrażenie całej postaci Chrystusa na krzyżu z gemm pochodzących już z II i III wieku. W powszechnym użyciu takie krucyfiksy pojawią się w V wieku. Jednak chrześcijaństwo, jako że wywodziło się z anikonicznej tradycji żydowskiej, w której ściśle przestrzegano zakazu wykonywania jakichkolwiek wyobrażeń Boga, długo zmagało się wewnętrznie z kwestią "świętych wizerunków". Dopiero pod koniec VII wieku w 692 roku w Konstantynopolu, na tzw. Synodzie Trullańskim oficjalnie postanowiono, aby odtąd Chrystusa przedstawiać nie jako starożytnego Baranka, ale jako wizerunek człowieka. I chociaż pierwsze wyobrażenia Chrystusa w postaci ludzkiej pochodzą z wieków wcześniejszych, to jednak taka praktyka artystyczna, ściśle powiązana z filozoficzno-religijną atmosferą, dopiero tam znalazła rozwiązanie.

"Zhańbione ciało"

Odkąd tylko pojawiły się przedstawienia Chrystusa na krzyżu, próbowano poradzić sobie ze wspomnianym już niepojętym i gorszącym dla wielu problemem oddawania czci "zhańbionemu ciału". Nie jest wykluczone więc, że chcąc przekroczyć barierę takich oporów psychologicznych, chętnie sięgano do wyobrażeń symbolicznych, kładąc nacisk na chwałę pomimo męki. Zatem w wiekach VI-IX Chrystus jest na krzyżu najczęściej przedstawiany jako wyprostowany i żyjący, odziany w tunikę z krótkimi rękawami, tzw. colobium. Chciano w ten sposób ukazać zwycięskiego Chrystusa jako Kyriosa i arcykapłana Nowego Przymierza. Takie wyobrażenia, choć był to wzór syryjski, stały się charakterystyczne zwłaszcza w obrębie dworu bizantyjskiego. Armeńczyk, Jan Odsnesti (ok. 720 r.) tak pisał o obrazach Zbawiciela: Modlimy się do obrazu szczególnie stworzonego Syna i do znaku jego triumfu... Za każdym razem przedstawiamy Chrystusa żywego i ofiarującego życie. Właśnie w taki sposób jest np. ukazany Chrystus na bardzo dziś popularnym krzyżu franciszkańskim z San Damiano. Już jednak w XI wieku w tym samym Bizancjum zaczęto odchodzić od wyżej wspomnianego sposobu obrazowania Ukrzyżowanego. Pojawił się wówczas kanon Chrystusa obnażonego i umarłego, z pochyloną głową i przegiętym ciałem. Choć wiemy, że takie przedstawienia pojawiały się już dużo wcześniej, wzbudziło to wiele emocji. Sam patriarcha Michał Cerulariusz przyznał, że: w jego epoce zaniechano przedstawienia Chrystusa na krzyżu "w manierze przeciwnej naturze" i nadano Mu naturalną ludzką formę. Taki kanon w malarstwie ikonowym, z niewielkimi odchyleniami, utrwalił się w Kościele Wschodnim niemal po dzień dzisiejszy. Jednak w powyższym ujęciu, jak słusznie zauważono: ...kontakt wiernych z Panem stracił na swej bezpośredniości. Chrystus w świadomości wiernych staje się Bogiem dalekim, pełnym majestatu, a Jego ofiara, pojmowana dotąd jako przejaw miłości, nabiera w ujęciu chrześcijan Wschodu charakteru pełnego obawy "misterium tremendum" (J. J. Kopeć).

W Kościele Łacińskim

Drogę podobnej ewolucji przeszły wyobrażenia Chrystusa na krzyżu również w Kościele Łacińskim. Jednak tu zostały one niejednokrotnie doprowadzone w swojej formie do szczytów ekspresji i bardzo często porażającego naturalizmu, np. w Ukrzyżowaniach Matthiasa Grünewalda czy Albrechta Dürera. Ten ostatni żądał zresztą wręcz, aby przedstawiać Chrystusa doskonałego i pełnego blasku jak Apollina, syna greckiego boga, Zeusa, który był ucieleśnieniem helleńskiego ideału męskiego piękna. Było to zatem jawne i oczywiste zerwanie z ponad tysiącletnią tradycją ikonograficzną, a prawosławnym malarzom ikon taki manifest musiał wydawać się niemal świętokradztwem. Coraz większą uwagę skupiano też w Ukrzyżowaniach na cierpieniu i śmierci Zbawiciela uwydatniając przede wszystkim ból, okrucieństwo, wyniszczenie i rozpacz. Cel był bardzo prosty: maksymalnie wzruszyć odbiorcę. Korona chwały została zastąpiona koroną z cierni, a ciało pokryto niezliczonymi ranami. Chrystusa zaczęto ukazywać jako cierpiącego człowieka, któremu nie tylko należało współczuć, ale z którym jednocześnie można było opłakiwać własne rany i bóle. Przez całe jednak ostatnie tysiąclecie, przy wszystkich wspomnianych tendencjach, Ukrzyżowanie występowało w sztuce w dwojakiej wersji: jako próba odtworzenia wydarzeń historycznych i jako symbol. Niejednokrotnie trudno oddzielić w poszczególnych dziełach jedno od drugiego.

Obecnie obserwujemy w wielu środowiskach tendencje i próby nawiązywania w twórczości do wyobrażeń Chrystusa pochodzących z drugiej połowy pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, na których Chrystus występuje z atrybutami męczeństwa, ale jednocześnie ukazywany jest w chwale zmartwychwstania. Wracamy zatem do źródeł.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2003