Najbardziej "kontrowersyjną" ze wszystkich pielgrzymek Jana Pawła II do Polski była jego wizyta z 1991 roku. Ton ówczesnej publicystyki nie był dla Papieża zbyt przychylny: Ojciec Święty...
Najbardziej "kontrowersyjną" ze wszystkich pielgrzymek Jana Pawła II do Polski była jego wizyta z 1991 roku. Ton ówczesnej publicystyki nie był dla Papieża zbyt przychylny: Ojciec Święty tym razem rozminął się z oczekiwaniami, nastrojami i problemami zachłyśniętych wolnością Polaków - sugerowały media. Ich komentarze głosiły, że po upadku komunizmu Papież nie potrafi odczytać trafnie polskiej rzeczywistości.
Co takiego mówił wówczas Jan Paweł II? Otóż mówił on, że zdobytą wolność trzeba właściwie zagospodarować i dlatego należy oprzeć życie publiczne na fundamencie Dekalogu. Podczas beatyfikacji franciszkanina Rafała Chylińskiego, Papież porównał okres, w którym żył błogosławiony, czyli czasy saskie, do roku 1991. - Były to smutne czasy. Były to czasy jakiegoś zadufania w sobie, bezmyślności, konsumizmu - mówił Ojciec Święty, wspominając o panującej w okresie saskim "małości, samolubstwie, interesowności, sprzedajności i wreszcie podeptaniu wspólnej sprawy".
Wszystkie te negatywne określenia pojawiają się w ostatnich miesiącach w polskiej publicystyce przy opisywaniu obecnego systemu politycznego III RP oraz jego elit. Po raz kolejny okazało się, że Papież potrafił dostrzec zjawisko znacznie wcześniej niż najwnikliwsi nawet krytycy, bowiem już u narodzin owego systemu.
Korupcja jako norma
Obserwujemy dziś dramatyczny upadek autorytetu polityków, którzy w społeczeństwie polskim postrzegani są niczym owi sprzedajni magnaci, opisani w "Potopie" Sienkiewicza, rwący między sobą na kawałki sukna Rzeczpospolitej.
Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się głosy domagające się radykalnych zmian obecnego systemu politycznego, który wydaje się już całkowicie zużyty. Do głosów takich należy apel o zmianę ordynacji wyborczej, jaki w połowie marca wystosowało do prezydenta kilkudziesięciu wybitnych przedstawicieli świata kultury, sztuki, nauki, mediów i ekonomii. W swoim otwartym liście opisali oni m.in. obecny stan państwa: "Partie przypominają bardziej związki zawodowe polityków niż organizacje przejętych losem wspólnoty obywateli. Polityka nie jest traktowana jako troska o dobro wspólne, lecz jako narzędzie zabiegów o własny - grupowy lub indywidualny - interes. Państwo paraliżuje siatka korupcyjnych powiązań między światem polityki i biznesu. Afera Rywina ujawniła to, co uważni obserwatorzy dostrzegali już wcześniej - korupcja przybrała tak zastraszające rozmiary, że trudno ją nazwać chorobą życia publicznego, bo stała się jego normą."
Zdaniem sygnatariuszy listu, ratowanie demokracji i uzdrawianie Rzeczpospolitej należy zacząć od zmiany ordynacji wyborczej. Według nich, trzeba wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze oraz głosowanie większościowe, tak aby w jednym okręgu wybierany był jeden poseł. Jest to metoda "sprawdzona w najlepiej funkcjonujących demokracjach świata" - oddaje ona bowiem prawo wyborcze w ręce obywateli, a nie partyjnych funkcjonariuszy.
Jak uważa jeden z inicjatorów apelu, prof. Jerzy Przystawa, "w obecnym systemie liderzy partyjni na czoło list swoich ugrupowań wysuwają ludzi, którzy nie zagrażają ich pozycji. Jest to dobór negatywny, a poprzeczka ustawiona wysoko. Natomiast w jednomandatowych okręgach zostaną wystawieni lepsi kandydaci, bo do uzyskania mandatu będą potrzebowali jak największego poparcia wyborców." O zwycięstwie rozstrzygnie więc poparcie obywateli, a nie aparatów partyjnych. Oczywiście pod warunkiem, że okręgi wyborcze nie będą zbyt duże, lecz tak jak w Wielkiej Brytanii będą liczyć po 50-60 tysięcy wyborców, co gwarantuje zachowanie więzi między posłem a jego elektoratem.
Ordynacja jako dekomunizacja
Wydaje się, że ów apel do prezydenta jest ilustracją dość zasadniczego zwrotu w nastrojach opinii publicznej. Przeciwko ordynacji proporcjonalnej, a za większościową, opowiedziało się bowiem po raz pierwszy tak liczne grono publicznych autorytetów. Do tej pory każdy, kto wypowiadał się głośno o potrzebie takich zmian, był skazywany na rolę outsidera lub otrzymywał miano oszołoma.
Gwoli sprawiedliwości, warto przypomnieć, że jedynym ugrupowaniem, które konsekwentnie przez cały czas opowiadało się za ordynacją większościową i przeciw proporcjonalnej, była Unia Polityki Realnej. W 1992 roku posłowie UPR próbowali nawet przeforsować taki projekt w Sejmie, ale został on odrzucony przez parlamentarzystów solidarnościowych.
Zdaniem jednego z pomysłodawców ówczesnego projektu, Stanisława Michalkiewicza, ordynacja taka gwarantowałaby skutek dekomunizacyjny bez użycia słowa "dekomunizacja". Jak pisze Michalkiewicz: "wykorzystałem w tym celu zasady francuskiej ordynacji wyborczej, skonstruowanej w celu zablokowania dostępu do Zgromadzenia Narodowego francuskiemu Frontowi Narodowemu. Wybory do Sejmu odbywałyby się w jednomandatowych okręgach wyborczych i mandat w pierwszej turze uzyskiwałby kandydat legitymujący się bezwzględną większością głosów. Takich kandydatów byłoby stosunkowo niewielu, więc dwaj najlepsi przechodziliby do drugiej tury głosowania, w której zwyciężałby zdobywca zwykłej większości. Dekomunizacyjny pazur projektu ujawniłby się między dwoma turami głosowania, kiedy to wystąpiłoby bardzo wysokie prawdopodobieństwo tworzenia we wszystkich okręgach koalicji 'wszyscy przeciwko SLD'. SLD, mając wtedy około 20 proc. poparcia, mógłby wprowadzić zaledwie jakąś śladową liczbę posłów do Sejmu albo nawet nie wprowadzić ani jednego."
Spostrzeżenia Michalkiewicza zdają się potwierdzać częściowo wyniki ostatnich wyborów samorządowych, podczas których wybierano bezpośrednio wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Wybory te zakończyły się klęską SLD nawet w takich wydawałoby się bastionach lewicy jak Łódź czy Zielona Góra.
Dlaczego SLD zyskuje na wyborach według ordynacji proporcjonalnej, a traci na większościowych? Otóż w ordynacji proporcjonalnej najważniejsza jest rola aparatu partyjnego, a ten SLD ma w Polsce najsilniejszy.
Wybory jako iluzja
Najwięcej słyszy się dziś narzekań na niską jakość polskich elit politycznych. Jakość ta wynika jednak z mechanizmu wyłaniania owych elit - czyli z ordynacji. Ordynacja proporcjonalna powoduje bowiem, że to nie obywatele, lecz partie dokonują wyboru kandydatów na posłów. Elektorat może wybierać tylko między partiami. W wielomandatowych wyborach jest to najczęściej wybór iluzoryczny, gdyż mało kto jest w stanie rozstrzygnąć, który z ponad stu startujących kandydatów jest godny zaufania. Inaczej jest w małym okręgu, w którym wyborca może głosować tylko na jednego kandydata.
Przeciętny obywatel nie zdaje sobie zazwyczaj sprawy z fundamentalnej różnicy między obu ordynacjami, uważając je za jakieś mało istotne niuanse. Tymczasem za każdym z owych rozwiązań stoi określona wartość: za ordynacją większościową - skuteczność i odpowiedzialność rządów, za proporcjonalną - większa różnorodność przedstawicielska i większe szanse dla partii mniejszościowych. Gdybyśmy przełożyli ów dylemat na taki właśnie język, moglibyśmy poznać lepiej zdanie opinii publicznej na ten temat. W 2001 roku CBOS przeprowadził taki sondaż na ogólnopolskiej próbie i okazało się, że 68 procent ankietowanych jest za skutecznością i odpowiedzialnością władz (a więc za ordynacją większościową), a tylko 18 procent za równością i różnorodnością przedstawicielską (czyli za ordynacją proporcjonalną).
Odmiennego zdania jest oczywiście większość polityków polskich. Ich przywiązanie do ordynacji proporcjonalnej jest tak duże, że zapisali je oni w 1997 roku jako obowiązujące prawo w Konstytucji. Nie jest przypadkiem, że wśród osobistości, które podpisały apel do prezydenta o zmianę ordynacji, nie znalazł się ani jeden polityk.
SLD jako strażnicy Konstytucji
Apel o zmianę ordynacji spotkał się oczywiście z atakami ze strony lewicy. Sygnatariusze listu zostali nazwani na łamach "Trybuny" ludźmi "politycznie zdeflorowanymi, reprezentującymi środowiska mniej niż pięcioprocentowe, a całość tego apelu to kompletna bzdura". Leszek Miller w wywiadzie radiowym wyraził z kolei obawę, że rezultatem wprowadzenia jednomandatowych okręgów może być zbyt wielkie rozdrobnienie parlamentarne, skutkujące niemożnością zawiązania koalicji rządowej.
Praktyka innych krajów pokazuje jednak zjawisko odwrotne - system jednomandatowych okręgów wyborczych prowadzi do powstania dwupartyjnej sceny politycznej (prawidłowość ta funkcjonuje w politologii jako tzw. prawo Duvergera). Rezultatem ordynacji większościowej nie jest więc powstanie politycznego "planktonu", lecz raczej dominacja dwóch "wielorybów".
Politycy SLD dają jednak do zrozumienia, że nie poprą ordynacji większościowej, gdyż jest ona niekonstytucyjna. Żeby zmienić Konstytucję, należałoby natomiast dysponować ponad 2/3 głosów w Sejmie i Senacie, zaś bez SLD jest to niemożliwe.
Warto na koniec dodać, że kiedy w 1993 roku seria afer korupcyjnych we Włoszech zmiotła całą dotychczasową scenę polityczną, odnowa życia publicznego zaczęła się właśnie od zmiany ordynacji wyborczej na większościową. W ten sposób powstał mechanizm wyłaniania nowych elit, które zastąpiły stare skorumpowane kadry partyjne. Nie są one doskonałe, ale na pewno zdrowsze niż poprzednie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













