Umierać pośród swoich

"Nieuleczalnie chory człowiek, znajdujący się u kresu swojego życia, podobny jest do statku, który krótko przed zawinięciem do portu znalazł się w niebezpieczeństwie" - P. M. Zulehner "Jedem seinen eigenen Tod".



Załoga jego nie może o własnych siłach osiągnąć celu podróży. Wysyła sygnały SOS. Ratownicy wyruszają na pomoc. Dotarłszy do statku, mają dwie możliwości: zatopić...
Czyta się kilka minut
"Nieuleczalnie chory człowiek, znajdujący się u kresu swojego życia, podobny jest do statku, który krótko przed zawinięciem do portu znalazł się w niebezpieczeństwie" - P. M. Zulehner "Jedem seinen eigenen Tod".

Załoga jego nie może o własnych siłach osiągnąć celu podróży. Wysyła sygnały SOS. Ratownicy wyruszają na pomoc. Dotarłszy do statku, mają dwie możliwości: zatopić go albo doholować do portu. Zatopienie jest pewnym rozwiązaniem. Nie ma już więcej problemu, zarówno dla ratowników, jak i dla statku. Statek nie jest już więcej w niebezpieczeństwie. Przepłynął już tak wiele, że ratownicy nie widzą sensu w tym krótkim odcinku drogi, jaki jeszcze pozostał do portu. Chcą, jak mówią, zaoszczędzić załodze kolejnego wysiłku, dalszych zmagań i lęku o to, czy rzeczywiście się uda.

Takie rozwiązania pojawiają się też na ostatnim etapie człowieczej drogi do portu, jakim jest śmierć. Zdarza się, że na tym odcinku drogi człowiek znajdzie się w "śmiertelnym niebezpieczeństwie". Nieuleczalna choroba, cierpienie ponad siły. Sygnały SOS wysyłane są do duszpasterzy, lekarzy, rodziny. I tutaj pojawiają się dwie możliwości: zatopić czy doholować do portu?

Przyjęty sygnał SOS

W tym samym czasie, dokładnie w tym samym tygodniu, kiedy w Belgii uchwalono najbardziej liberalne na świecie prawo, dotyczące eutanazji, austriacki parlament przyjął uchwałę o tzw. "Familienhospitzkarenz", czyli o urlopie dla pielęgnowania, potrzebującego całodziennej opieki, nieuleczalnie chorego członka rodziny. Zaczęło się wszystko od listu emerytowanego kardynała Wiednia Franza Königa i dyrektora wiedeńskiej Caritas Michaela Landaua skierowanego do przewodniczących poselskich klubów austriackich partii, w którym napisali m.in.: "Jest już najwyższy czas, aby wspólnie pomyśleć nad tym, jakie można by stworzyć możliwości karencji dla tych członków rodziny, którzy pielęgnują w domu ciężko chorych". Wezwanie to podjęły wszystkie parlamentarne kluby Austrii i uchwaliły ustawę, która od lipca 2002 roku zapewni możliwość zmiany warunków zatrudnienia osobie, która chce pielęgnować w domu ciężko chorego członka rodziny. Osoba taka może zatrudnić się na pół etatu, wziąć urlop na trzy miesiące, a w ciężkich przypadkach przedłużyć go do pół roku. Ustawa ta zawiera także zabezpieczenia dla tej osoby w postaci ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego oraz ograniczenia pracodawcy w możliwości jej zwolnienia z pracy czy wręczenia wypowiedzenia. Urlop ten można otrzymać dla opieki nad dziadkami, rodzicami, współmałżonkiem, rodzeństwem, dziećmi. Nie jest przy tym konieczne, żeby osoby te zamieszkiwały razem. Jak zwykle w takich wypadkach powstaje pytanie o pieniądze. Osoba, która decyduje się na taki urlop, nie jest obciążeniem dla pracodawcy, gdyż nie otrzymuje wynagrodzenia. W pierwszej fazie realizacji tego przedsięwzięcia wspierał ją finansowo Caritas, który utworzył specjalny fundusz na ten cel. Jednak autorzy projektu podjęli dalsze kroki, aby do finansowania tego projektu, czyli zapewnienia odpowiednich środków do życia osobom opiekującym się ciężko chorymi, włączyć także państwo. Już w lipcu 2002 roku minister polityki społecznej obiecał pomoc finansową, wspierającą fundusz. Z pewnością pieniądze te mogą być mniejsze od tych, które otrzymywałoby się, pracując, ale jak powiedziała jedna z austriackich pracownic: "Zdecydowałabym się na urlop nawet wtedy, kiedy nie byłoby żadnych pieniędzy. Człowiek jest przecież ważniejszy od pieniędzy" ("Christ in der Gegenwart" 6/03 s. 45).

Troska bez środków

Autorzy ustawy podejmują wciąż działania zmierzające do jak najlepszego zapewnienia przez państwo odpowiednich środków utrzymania tym, którzy zdecydowali się na pielęgnacje chorych członków rodziny. Prezydent austriackiej Caritas Franz Kürbel oraz dyrektor wiedeńskiej Caritas Michael Landau skierowali otwarty list do kanclerza Austrii Wolfganga Schüssela, w którym napisali m.in.: "Nie możemy sobie wyobrazić, aby mogło dojść do tego, żeby w przyszłości matka samotnie wychowująca dzieci nie miała możliwości zatroszczenia się o swoich umierających rodziców, tylko dlatego, że po prostu nie będzie ją na to stać" (za: "Christ in der Gegenwart" 6/03 s. 45).

Najważniejszy człowiek

Tyle o nowym prawie austriackim, które, wydaje się, że nie zyskało takiego rozgłosu w naszych środkach przekazu, jak uchwalona w tym samym czasie belgijska ustawa przeciw życiu. Austriackie rozwiązanie opowiada się za drugą metodą - holowaniem. Chodzi tu o pomoc nieuleczalnie choremu, umierającemu człowiekowi w dojrzewaniu do jego własnej śmierci. Do śmierci z "godnością i charakterem" (Cicely Saunders, założycielka pierwszych hospicjów). Ustawa ta czyni też zadość pewnej społecznej zasadzie, którą sformułował kard. C. M. Martini, a która później znalazła się w społecznym liście pasterskim biskupów austriackich z 1991 roku. Mówi ona: "Tak jak rodzice przynoszą dzieci na świat, tak muszą w przyszłości dzieci towarzyszyć swoim rodzicom przy zejściu z tego świata". Odpowiada ona także głębokiemu pragnieniu człowieka, aby kończyć ziemskie życie wśród swoich, co potwierdzają bardzo wyraźnie przeprowadzone w ostatnich latach badania socjologiczne.

Zatopić jest szybciej, taniej, prościej. Cierpienie i niepokoje zostały zakończone. Pełen sukces. Ale statek nie dotarł do celu swojej podróży. Te ostatnie chwile życia są szczególnym czasem dojrzewania do śmierci, do własnej śmierci. Szczególną szansą nie tylko dla umierających, ale również dla tych, którzy towarzyszą im w ich ostatnich chwilach życia. Jest to doświadczenie, które współczesny świat próbuje zepchnąć na margines życia. Śmierć nie jest jednak wydarzeniem z marginesu życia, lecz należy do niego w całej pełni. Coraz rzadziej młodzi ludzie mają okazję, aby być przy umierającym, towarzyszyć mu, bo często człowiek umiera właśnie poza domem, nie wśród swoich, tak jak tego by sobie życzył. Problem ten jest bardzo złożony i związany między innymi z ogromnym rozwojem medycyny, który przyniósł człowiekowi tak wiele dobra. Jednak w rozwoju tym nie można zagubić zasady, że nie jest zadaniem medycyny, aby przedłużać niepotrzebnie umieranie, jak i nie jest zadaniem medycyny, aby to umieranie przerywać i kończyć przed czasem.

Przykład dla innych

Wspomniana wyżej ustawa, która umożliwia opiekę nad umierającymi w domu, łączy się z pewnymi kosztami społecznymi i wymaga w jej stosowaniu zasady społecznej solidarności, którą powinni stosować w swoim myśleniu i działaniu zarówno pracodawcy, jak i pracownicy. Wymaga ona innego spojrzenia przez władze państwowe na ten etap życia ludzkiego, który z pewnością ma większe znaczenie społeczne i jest o wiele większym dobrem społecznym niż np. zbrojenia, które pochłaniają tak ogromne środki finansowe. W całej batalii o życie ludzkie, o jego godność i poszanowanie od poczęcia do naturalnej śmierci nie wystarczy podawać zasady, ale potrzeba również wskazywać na rozwiązania i o nie zdecydowanie zabiegać. Droga, jaką obrała Austria, powinna stanowić przykład dla innych państw. Z pewnością także Kościół w Polsce ma czego uczyć się od swoich braci i sióstr z Kościoła w Austrii, który tak bardzo ujął się za tymi, którzy zostają spychani na margines życia, i którzy nie mogą spełnić jednego ze swoich ostatnich, życiowych pragnień, aby umrzeć wśród swoich.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2003