Logo Przewdonik Katolicki

Towarzystwo

Jerzy Marek Nowakowski
Fot.

Sprawa Rywina przesłania polskiej opinii publicznej wszelkie inne wydarzenia. Kolejne zeznania świadków, kolejne pytania, kolejne awantury w komisji śledczej zdają się być ważniejsze od rozpadu koalicji rządowej, czy kompromitującej wojny policji z bandytami w Magdalence. Nawet perspektywa wojny w Iraku i głęboki kryzys w Unii Europejskiej schodzą na drugi plan. Nie wiem, czy to dobrze...

Sprawa Rywina przesłania polskiej opinii publicznej wszelkie inne wydarzenia. Kolejne zeznania świadków, kolejne pytania, kolejne awantury w komisji śledczej zdają się być ważniejsze od rozpadu koalicji rządowej, czy kompromitującej wojny policji z bandytami w Magdalence. Nawet perspektywa wojny w Iraku i głęboki kryzys w Unii Europejskiej schodzą na drugi plan.


Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Niewątpliwie afera Rywina rzuca światło na mechanizmy rządzące polskim życiem publicznym. Ale w warstwie faktograficznej może być skwitowana bardzo krótko. Jest ona triumfem Jerzego Urbana. Tygodnik "Nie" od lat propaguje w Polsce ideologię nazwaną kiedyś w publicystyce "panświnizmem". Ideologię, którą, używając języka zeznań Urbana przed komisją śledczą, można określić, iż "wszyscy byli umoczeni". Że życie publiczne zaludniają wyłącznie skorumpowane, małe indywidua zabiegające o osobiste korzyści.
Obraz wyłaniający się z opisów kolejnych spotkań w Agorze, u Urbana, wreszcie u najwyższych przedstawicieli władzy jest przerażający. Elita władzy i elita wpływu, ludzie z pierwszych stron gazet stanowią jedno "towarzystwo" posługujące się językiem knajackim i zastanawiające się, jak ukryć przed opinią publiczną swoje rzeczywiste cele i motywy. Wiedza o popełnionym przestępstwie nie przeszkadza premierowi, ministrom, prezydentowi, ludziom z elity kulturalnej Polski spotykać się z autorem przestępczej propozycji. Nie przeszkadza w ściskaniu dłoni i wspólnych fotografiach. Broń Boże, nikt nawet nie pomyślał o doniesieniu do prokuratury.

Są ponad wszystko


W swojej istocie cała afera jest banalna. Znany i ustosunkowany producent filmowy powiązany towarzysko z elitą postkomunistyczną próbuje wymusić łapówkę od największej firmy medialnej. To może zdarzyć się na całym świecie. Gorzej, że ów producent powołuje się w swoich wypowiedziach na szefa rządu, na partię rządzącą i na jakąś bliżej nieokreśloną "grupę trzymającą władzę". Oczywiste wydawało się, że zainteresowani i oskarżeni czym prędzej złożą doniesienie do stosownych władz i niskiej rangi prokurator wykaże, że był to wygłup albo też próba wymuszenia łapówki. Nic takiego się nie stało. Przeciwnie, rozmowy pomiędzy różnymi osobami - brał w nich udział też premier Miller - toczą się raczej w atmosferze wzajemnego zrozumienia. Nikt nikomu nie grozi śledztwem. Towarzystwo ma załatwiać interesy, a nie martwić się o opinię publiczną, która otrzyma do wiadomości tylko tyle, ile towarzystwo zechce powiedzieć.
Podobne afery miały miejsce w Belgii, gdy oskarżono Willy Claesa (sekretarza generalnego NATO), we Włoszech czy Stanach Zjednoczonych. Wszędzie jednak wspólnym wysiłkiem klasy politycznej afery wyjaśniano w świetle jupiterów i z inicjatywy polityków. W Polsce stało się inaczej. Po pół roku, gdy cała sprawa była w "towarzystwie" tajemnicą poliszynela, "Gazeta Wyborcza" ujawniła nieprawdopodobne nagranie rozmowy Lwa Rywina z Adamem Michnikiem. Nieprawdopodobne, bo język, jakim posługiwali się rozmówcy, bardziej pasował do wizerunku mafiozów, jakiegoś Masy czy Kiełbasy, niż ludzi mających ambicje liderów świata intelektualnego Rzeczpospolitej.

Autorytet pilnie poszukiwany


Powiem szczerze, że o ile nie bulwersuje mnie nadmiernie łapówkarski wątek sprawy (bo, jak powiadam, na świecie takie rzeczy się zdarzają), o tyle coraz szersza panorama kontaktów towarzyskich i stylu życia elit przeraża.
Wygląda na to, że Adam Michnik, który był jednym z twórców trzeciej Rzeczypospolitej, publikując swoją rozmowę z Rywinem, przyczynił się do jej końca. Mechanizmy korupcyjne w powszechnej opinii obywateli przeżerają całe życie publiczne i gospodarcze. W telewizji publicznej mamy do czynienia nie tylko z tendencyjnością polityczną, ale z bardzo skomplikowanymi przepływami pieniędzy, olbrzymich pieniędzy, pomiędzy różnymi firmami. Obsada polityczna firm państwowych wiąże się także z bardzo podejrzanymi związkami pieniądza i polityki. I tak dalej. Zagraniczni inwestorzy także mają coraz gorszą opinię o Polsce, jako krainie korupcji.
Jeszcze gorzej wygląda panorama świata politycznego. Zaufanie opinii publicznej do polityków jest minimalne. Dramatycznie brakuje autorytetów.
W takich warunkach wprowadzanie jakichkolwiek reform politycznych w państwie jest niemożliwe. Bez zmiany ordynacji wyborczej i gruntownej wymiany elit możemy dojść do sytuacji absurdalnej, kiedy Katonem ujawniającym afery stanie się Urban, a politycznym wyznacznikiem uczciwości Andrzej Lepper.

Grają larum


Wizerunek Polski za granicą ulega gwałtownej destrukcji. Nie tylko pod wpływem sprawy Rywina. Bo tej poza Polską nikt uważnie nie śledzi. Przede wszystkim pod wpływem buksowania Polski na drodze reform, pozornych działań rządu i wyczekiwania na kolejne sensacje mogące zbulwersować opinię publiczną.
Polską rządziło od kilkunastu lat towarzystwo, nawet wówczas, gdy głosami wyborców - jak w latach 1997-2001 - bywało odsunięte od władzy, wciskało się tylnymi drzwiami. Towarzystwo zabezpieczyło sobie niemalże monopol na rynku mediów i opanowało kluczowe dziedziny gospodarki. Sprawa Rywina po raz pierwszy demaskuje przed opinią publiczną mechanizmy działania towarzystwa. I skłania do jednego wniosku. Jeżeli nie chcemy, aby rządził nami Andrzej Lepper, to musimy zebrać wszystkich uczciwych i nie pozbawionych ostatecznie autorytetu ludzi polityki, zmienić ordynację wyborczą, być może powołać jakąś społeczną komisję zaufania publicznego i czym prędzej zakończyć haniebny rozdział władania Polską przez jakieś "grupy trzymające władzę". Król jest nagi. To również jedyna szansa dla Polski w Europie. Na razie grozi nam coraz realniej rola pariasa Unii Europejskiej. Z państwem zarządzanym jak republika bananowa nikt nie będzie chciał rozmawiać. Jako obywatele dopuściliśmy do całkowitego moralnego rozkładu systemu rządzenia. A w Sulejówku nie siedzi żaden nowy Piłsudski, który zrobi porządek. Niestety, posprzątać po rządach towarzystwa będziemy musieli sami. A jeśli tego nie zrobimy? To znaczy, że nie zasługujemy na miano europejskiego narodu, że bolszewizm tak wżarł się w polską mentalność, że bliżej nam do Mińska niż do Brukseli.

Autor był dyrektorem Ośrodka Studiów Międzynarodowych Senatu, w latach 1997-2001 był podsekretarzem stanu i głównym doradcą premiera ds. zagranicznych, obecnie jest komentatorem międzynarodowym tygodnika WPROST.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki