Logo Przewdonik Katolicki

Odkryć duszę generała

Arkadiusz Jakubowski
Fot.

Trudno odczytać pismo generała. Piotr Bauer tylko się uśmiecha, gdy mu to mówię. On doskonale zna każdą literkę. Teraz list po liście wstukuje do komputera Znałem życiorys generała,ale nie znałem jego duszy.Chciałem poznać całą prawdęo nim - mówi Piotr Bauer Mirosław Krajewski Pewnej jesiennej nocy w szpitalnej dyżurce pielęgniarek w Międzyrzeczu skrzyżowały się...

Trudno odczytać pismo generała.
Piotr Bauer tylko się uśmiecha, gdy mu to mówię.
On doskonale zna każdą literkę.
Teraz list po liście wstukuje do komputera


Znałem życiorys generała,
ale nie znałem jego duszy.
Chciałem poznać całą prawdę
o nim - mówi Piotr Bauer

Mirosław Krajewski


Pewnej jesiennej nocy w szpitalnej dyżurce pielęgniarek w Międzyrzeczu skrzyżowały się drogi trojga osób: pielęgniarki, doktora historii i generała broni. Pielęgniarka to pani Zofia. Mieszka z mężem Stefanem w Międzyrzeczu. Pojawia się w tej historii dzięki wujowi Ryszardowi Gumińskiemu, pułkownikowi w stanie spoczynku. Wuj dwa miesiące temu odszedł z tego świata w wieku ponad 80 lat. Ostatnie lata życia spędził pod opieką krewnych, u nich w domu. Wiadomo, że do końca tęsknił za Warszawą, gdzie spędził większą część życia. Tęsknił też za generałem. Często o nim opowiadał, wspominał.
Doktor historii to Piotr Bauer. Historyk z zawodu i umiłowania, z ukochania kościaniak. Wieloletni dyrektor miejscowego muzeum i tropiciel historycznych śladów. Dla niego ta opowieść zaczęła się ponad 30 lat temu.
– Interesowałem się powstaniem wielkopolskim – wspomina. – Pisałem na ten temat artykuły do gazet. Zwróciłem uwagę, że o jego dowódcy właściwie niewiele wiadomo, że jest bardzo mało materiałów źródłowych na jego temat. Zaintrygowało mnie to, zacząłem szukać. W centralnym archiwum, owszem, była teczka na jego temat, ale zawierała ledwie jedenaście stroniczek. Tymczasem generał był przecież niezwykle ciekawą i barwną postacią. Bohaterem.
Generał Józef Dowbór-Muśnicki od trzydziestu lat towarzyszy historycznym peregrynacjom Piotra Bauera. Można właściwie powiedzieć, że jest nieustannie obecny w życiu kościańskiego historyka. Bauer wiele razy siadał przy biurku w swym niewielkim gabinecie blokowego mieszkaniu nad czarno-białymi archiwalnymi fotosami i wpatrywał się w marsową postać generała. Wiele razy zastanawiał się, jaki naprawdę był ten, z wyglądu silny, łysiejący mężczyzna z eleganckim wąsikiem. Mężczyzna, który tak wspaniale zapisał się na kartach polskiej historii.

Awanse od cara


Fakty historyczne są z reguły suche. Józef Dowbór-Muśnicki urodził się 25 października 1867 roku w Garbowie na ziemi sandomierskiej. Dzieciństwo spędził w atmosferze starannie pielęgnowanych tradycji patriotycznych. Po ukończeniu czterech klas wstąpił do korpusu kadetów w Petersburgu. Otrzymał staranne wykształcenie wojskowe, szybko awansował. W latach 1899-1902 studiował w carskiej akademii sztabu generalnego. W 1904 r., jako oficer Pierwszego Korpusu Syberyjskiego brał udział w kampanii rosyjsko-japońskiej. W 1914 został pułkownikiem, walczył na froncie austriackim. W 1917 r. otrzymał awans na generała sztabu generalnego. Był jednym z dwóch Polaków, którzy w armii carskiej doszli tak wysoko. W 1917 roku powierzono mu funkcję szefa I Korpusu Polskiego w Rosji, powstającego w Bobrujsku.
Szóstego stycznia 1919 roku Naczelna Rada Ludowa powierza Muśnickiemu dowództwo nad oddziałami powstańczymi w Wielkopolsce. Pierwszego lutego dekretem wodza naczelnego Józefa Piłsudskiego został mianowany dowódcą frontu wielkopolskiego. Miesiąc później nadano mu stopień generała broni. W ciągu dwóch miesięcy utworzył świetnie uzbrojoną i wyszkoloną armię: 3 dywizje piechoty, 3 pułki ułanów, 7 pułków artyleryjskich oraz kilka formacji lotniczych.
Dzięki takiej organizacji powstanie powiodło się, było jedynym zwycięskim zrywem Polaków od czasu rozbiorów. Wielkopolska powróciła do macierzy.
Z końcem 1920 roku Muśnicki podał się do dymisji i zamieszkał w majątku Lusowo, położonym niedaleko Poznania. Zmarł na atak serca 26 października 1937 roku. Miał 70 lat.
– Znałem jego życiorys – mówi Piotr Bauer. – Ale nie znałem jego duszy. Chciałem poznać całą prawdę o generale.

Od strzału w tył głowy


Skoro całej prawdy o generale nie było w archiwach, należało szukać u ludzi, którzy znali Dowbora-Muśnickiego.
– Pojechałem do Lusowa, miejscowości, w której zmarł – wspomina Bauer. – Rozmawiałem z proboszczem, a potem chodziłem od domu do domu, szukając najstarszych mieszkańców. Rozmawiałem z nimi, składałem informację do informacji. Przez trzydzieści lat rozwijałem nitkę z kłębka.
I być może wciąż rozwijałby ją dalej, gdyby nie tamta jesienna noc w 1989 roku. Kilka miesięcy wcześniej otrzymał zamówienie od redakcji jednego z tygodników. Prosili, by napisał artykuł o córkach generała. Obie zginęły w 1940 roku; Agnieszka została rozstrzelana przez Niemców w Palmirach razem z Januszem Kusocińskim; Janina w 1939 roku, przebrana w oficerski mundur, ostrzyżona na jeża uciekała razem z ośrodkiem zapasowym III Pułku Lotniczego z Poznania na wschód i tam dostała się do sowieckiej niewoli. Wywieziona do Katynia, zginęła, jak tysiące Polaków, od strzału w tył głowy:
– Oficjalnie Rosjanie nie wiedzieli, że to była kobieta. Zresztą, jedyna kobieta w Katyniu – mówi Piotr Bauer. – Ja myślę jednak, że doskonale zdawali sobie sprawę, z kim mają do czynienia, czyją córką ona była. Być może dlatego nie zrobili nic, by ją ocalić.
Piotr Bauer napisał o tym wszystkim w artykule wydrukowanym w tygodniku. Na końcu, jak zwykle, poprosił czytelników, by skontaktowali się z nim, jeśli posiadają jakieś pamiątki związane z generałem.
Dziś Piotr Bauer wspomina: – Napisałem to bardziej z przyzwyczajenia, niż w nadziei na jakiś oddźwięk.

Pocztą nie da rady


Zofia szła do pracy jak na skazanie. Na dworze hulał jesienny wiatr i zacinał deszcz. A przed nią całonocny dyżur. Pracy było jednak mniej, niż się spodziewała. Znalazła nawet czas, by usiąść na wersalce w dyżurce pielęgniarek. Sięgnęła po gazety, które leżały na stoliku. To były stare kolorówki; leżały tam od kilku miesięcy. Na wierzchu tygodnik. Otworzyła na chybił trafił. Zaczęła czytać i nie mogła się oderwać. Gdy skończyła, jednego była pewna – musi koniecznie skontaktować się z autorem.
– Zatelefonowała i powiedziała, że ma sporo pamiątek po generale – opowiada Bauer. Poprosił, by zrobiła ksero i przesłała pocztą. Powiedziała, że nie da rady, bo tego jest za dużo. Nazajutrz z bijącym sercem wsiadł do swojego trabanta i pojechał do Międzyrzecza.
– Gdy wszedłem do ich mieszkania, a oni pokazali mi pamiątki, poczułem, że nogi pode mną stają się miękkie jak z waty. To były eksponaty, które historycy uważali za bezpowrotnie stracone w wojennej zawierusze – wspomina tamtą wizytę Piotr Bauer.

Chwyciłby się za głowę


Kartony stały wszędzie: na strychu, w piwnicy, w pawlaczu. Piotr Bauer z drżeniem rąk przeglądał papiery.
– Okazało się, że wujek pani Zofii, Ryszard Gumiński służył u generała Dowbora-Muśnickiego w I korpusie. Dosłużył się stopnia pułkownika – tłumaczy historyk. – Potem zamieszkał w Warszawie i zaprzyjaźnił się ze Stefanią Wańkowiczową. Można powiedzieć, że połączyło ich uczucie do generała. Ona była jego wielką przyjaciółką. Opiekowała się nawet Agnieszką i Janiną po śmierci żony.
– Gdy generał umarł – opowiada dalej Piotr Bauer – Wańkowiczowa i Ryszard Gumiński gromadzili związane z nim pamiątki. Zdołali zebrać spore archiwum, które po śmierci pani Stefanii złożone zostało w mieszkaniu pułkownika przy ulicy Zgoda 13 w Warszawie. Szczęśliwym trafem dom ocalał w powstaniu, ocalały też pamiątki. Na starość pułkownik zamieszkał w Międzyrzeczu pod opieką krewnych, którym przekazał całą kolekcję. A oni przekazali ją mi.
Niejeden historyk chwyciłby się za głowę, bo w zbiorze były nie tylko dokumenty. Był też podarowany Dowborowi przez ziemianki spod Mińska wyszywany proporzec – ten sam, którym w 1937 roku okryta była trumna generała. Był też sztandar dowborczyków, były listy i fotografie.

Trzysta listów


– Przez dziesięć lat miałem dylemat, komu przekazać te pamiątki – przyznaje Piotr Bauer. – W końcu zdecydowałem, że otrzyma je Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Tam będą bezpieczne, tym bardziej, że w dużej części dotyczą działalności warszawskiego oddziału dowborczyków.
W kolekcji, której przez lata strzegł pułkownik Gumiński, było też trzysta listów pisanych ręką generała do Stefanii Wańkowiczowej.
– To pasjonująca lektura – zachwyca się kościański historyk. – Wreszcie mam okazję poznać generała, dowiedzieć się, co czuł, co myślał, jak widział różne sprawy.
Trudno odczytać pismo generała. Piotr Bauer tylko się uśmiecha, gdy mu to mówię. On doskonale zna każdą literkę. Teraz list po liście wstukuje do komputera. Gdy skończy, zamierza wydać ich zbiór. – By ludzie poznali całą prawdę o generale – mówi.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki