Logo Przewdonik Katolicki

Bo Chrystus jest radosny

Arkadiusz Jakubowski
Fot.

Wpadał do pokojów i śpiewał wymyślony przez siebie psalm: Wstawaj, nie udawaj Był bardzo zajętym człowiekiem. Działał w Ochotniczej Straży Pożarnej, banku spółdzielczym, gminnej spółdzielni, radzie wsi i ludowym zespole sportowym. A do tego jeszcze prowadził własne gospodarstwo rolne. Mało brakowało, a zostałby sołtysem. No, ale kiedy trzecia dziesiątka...

Wpadał do pokojów i śpiewał wymyślony przez siebie psalm: „Wstawaj, nie udawaj”

Był bardzo zajętym człowiekiem. Działał w Ochotniczej Straży Pożarnej, banku spółdzielczym, gminnej spółdzielni, radzie wsi i ludowym zespole sportowym. A do tego jeszcze prowadził własne gospodarstwo rolne. Mało brakowało, a zostałby sołtysem. No, ale kiedy trzecia dziesiątka wskoczyła na kark, zrealizował pragnienia, które od lat nosił w sercu.
– Poszedłem do seminarium – mówi ksiądz Grzegorz Gałkowski. Teraz jest wikariuszem u świętego Józefa w Lesznie. Jedno się nie zmieniło: nadal jest bardzo zajęty.

Krzyknął, że kobietę trzeba ukamienować


Kiedy młody faryzeusz wpadł w kościelną nawę i na całą świątynię huknął bez ogródek, że kobietę jak nic trzeba ukamienować, parafianie siedzący dotąd w nabożnym skupieniu w kościelnych ławach aż podskoczyli z wrażenia. Wzdrygnęła się też Maria Magdalena, bo to przecież o nią chodziło. Sytuację uspokoił dopiero stojący koło ambony Chrystus.
– Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem – powiedział spokojnie, a wtedy tamci odeszli. Potem pochylił się nad kobietą i powiedział: – Idź i nie grzesz więcej.
Ona wstała i poszła do zakrystii, żeby się przebrać i w spokoju wysłuchać do końca Mszy świętej. A w kościele rozległy się nieśmiałe brawa. Nieśmiałe, bo parafianie przecież nie przywykli, by kazanie kończyć owacjami.
– Takie samo przedstawienie, czyli nawrócenie Marii Magdaleny zaprezentowaliśmy na środku wiejskiej drogi w Raczycach, podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy – tłumaczy Piotr Łakomski. – Scenariusz przygotował ksiądz Grzegorz, my na ten czas staliśmy się aktorami.
Piotr mieszka na leszczyńskim Zatorzu, obecnie studiuje na AWF–ie w Lesznie, a od dwóch lat gra na gitarze. Kto przychodzi do kościoła na młodzieżowe Msze o 10.30, na pewno go zna.
– Dwa lata temu, jak do parafii przywędrował ksiądz Grzegorz i zaczęliśmy śpiewać na młodzieżowych Mszach, był potrzebny ktoś, kto zagra na gitarze – tłumaczy. – No to się nauczyłem i gram.

Najstarszy na roku, ale nie dziadek


– Chrystus wobec każdego z nas ma swoje plany – mówi ksiądz Grzegorz. – Mnie pozwolił wstąpić do seminarium dopiero, gdy skończyłem trzydzieści lat. Wcześniej utrzymywałem kontakty z salezjanami i myślałem, że zostanę jednym z nich, ale Bóg chciał, żebym trafił do seminarium diecezjalnego.
Był najstarszy na roku. – Różnica dobrych kilku lat, ale jakoś nikt nie nazywał mnie dziadkiem. Może dlatego, że zawsze potrafiłem jakoś ułożyć sobie kontakty z młodzieżą. W moich rodzinnych Brodach Poznańskich też. Razem z młodymi założyliśmy tam zespół piłkarski: Sparta Brody, który gra do dziś.
Po święceniach trafił do Czarnkowa, potem do Pniew i do Lubasza na skraju Puszczy Noteckiej.
W Lubaszu razem z drugim wikarym, księdzem Krzysztofem i proboszczem przygotowali i przeżyli uroczystości koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Królowej Rodzin. Krótko po tym ksiądz proboszcz zmarł. – Był dla mnie wielkim przyjacielem. To był dla mnie bardzo ważny okres – wspomina. Dwa lata temu skierowano go do Leszna.
– Była wcześniej grupa młodzieży w naszej parafii, skupiona wokół kościoła – wspomina Ania. – Spotykaliśmy się, ale nie tak często i nie tak chętnie. Przejął nas ksiądz Grzegorz i to się zmieniło. Spotykamy się jako Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży.
– To wspaniali młodzi ludzie – mówi wikary. – Zaproponowałem im, by co piątek spotykać się w kręgach biblijnych i wspólnie rozważać Pismo Święte. I tak to się odbywa.
W wyziębionej o tej porze roku salce katechetycznej przy kościele widać ślady tych spotkań. Ustawione w kręgu krzesła, na nich płachty szarego pakowego papieru: popisane i pokolorowane:
– Ksiądz wie, że z nami trzeba jak z dziećmi – uśmiecha się Ania. – Najlepiej zacząć od rysowania.
– W ostatni piątek rysowaliśmy nasze bożki – tłumaczy Bartek. – Ktoś narysował komputer, ktoś butelkę, papierosy, techno i fastfoody.
Najciekawszy jest chyba rysunek, który przedstawia olbrzymią pajęczynę, a w niej wpisany internetowy znak, tak zwana małpa. Księdzu Grzegorzowi też się chyba spodobał, bo w niedzielę wykorzystał rysunek podczas kazania dla dzieci.

Trochę filozof


– Z księdzem nie ma tematów tabu – mówi Jakub.
– To taki gość. Trochę filozof – dopowiada Grzegorz. – Czasami jest wkurzający, bo wymaga od nas, ale tak musi być.
– Stara się stopować nasz luz, gdy trochę przesadzamy – przyznaje Ania. – I to mu wychodzi.
– No i poświęca dla nas swój wolny czas – mówi z uznaniem Grzegorz. – Co chwilę wymyśla coś nowego.
Na Ani największe wrażenie zrobiły dwie godziny absolutnego milczenia nad Pismem Świętym. Pojechali kiedyś całą grupą do klasztoru benedyktynów w Lubiniu. Z Leszna to jakieś trzydzieści kilometrów. Siedli w kościelnych ławach z Biblią w rękach i milczeli, kontemplując tekst. Nie każdy wytrzymał. Ania tak.
Jakub, który na pieszej pielgrzymce w leszczyńskiej grupie numer XVI był, jak mówią koledzy, głównym tubowym (od tuby, czyli przenośnego głośnika, który niósł na trasie), nigdy nie zapomni rowerowych wypraw z księdzem. W ubiegłym roku zjeździli Mazury, w tym – Kaszuby.
– Wieczorami, wiadomo, siedziało się długo przy ogniskach – wspomina. – A pobudka bez litości o godzinie siódmej. Ksiądz wpadał do pokojów i śpiewał wymyślony przez siebie psalm 23: „Wstawaj, nie udawaj”.
Piotrowi wryła się w pamięć Lednica: – Dwie i pół godziny przechodziliśmy pod rybą w deszczu. Resztę nocki spędziliśmy w autobusie. Było bombowo.
Daria zapamiętała za to rekolekcje w Wonieściu: – To był czerwiec w zeszłym roku – wspomina. – Skończył się akurat rok szkolny. Ksiądz Grzegorz wymyślił, że pojedziemy rowerami z Leszna do Wonieścia nad jezioro. To były nasze pierwsze dłuższe rekolekcje. W kręgach dzieliliśmy się Ewangelią, a wieczorami śpiewaliśmy przy ognisku.
Daria uważa, że ten wyjazd był dla nich przełomowy. – Uwierzyliśmy, że wspólnie możemy wiele zrobić dla siebie i innych.

Kupa dobrej zabawy


Po tamtym wyjeździe zrozumieli, że można przygotować kilka przedstawień ewangelicznych scen: nawrócenie Marii Magdaleny, misterium Męki Pańskiej i przypowieść o Synu Marnotrawnym. – Przy okazji objawiły się talenty aktorskie. Choćby Tomek Kajdanowicz – chwali ksiądz Grzegorz. Że można zorganizować koncerty pieśni religijnych, które gra powołany do życia zespół muzyczny ,,W cieniu Józefa’’ ze swoją liderką Asią Flak. Można odwiedzać chorych z opłatkiem i dobrym słowem. Można też w Wigilie poświęcić swój czas, pójść na dworzec kolejowy i w poczekalni zagrać kolędy bezdomnym, którym Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zorganizował kolację wigilijną. Można też pójść do noclegowni dla bezdomnych, usiąść z jej mieszkańcami przy ognisku i zaśpiewać o tym, że Bóg kocha wszystkich ludzi.
– To było duże przeżycie – wspomina Ania. – Oni byli bardzo życzliwi.
Przyznają jednym głosem, że gdyby nie ich ksiądz, nie byłoby tego wszystkiego.
– W tym roku to poświęcił dla nas cały swój urlop – mówi Grzegorz. – Najpierw na tydzień z dziećmi pojechał do Tarnowa Podgórnego. Potem była pielgrzymka na południe Polski śladami pielgrzymek Jana Pawła II.
W lipcu ksiądz był przewodnikiem naszej grupy pielgrzymkowej – opowiada dalej Grzegorz. – I chociaż raz nas wyprowadzili w zboże i tak było niesamowicie. Wtedy powstał kultowy już dla nas tekst. Ksiądz Grzegorz, gdy już byliśmy bardzo zmęczeni i trochę źli, podchodził i pytał: Czy masz Chrystusa w sercu?
Zaraz po pielgrzymce był rowerowy wyjazd na Kaszuby.
– Na pielgrzymce byłem dumny z nich – mówi ksiądz Grzegorz. – Młodzież z Zatorza stanowiła trzon grupy XVI. Silny trzon.
Jego pragnieniem jest, by zgromadzić jak najwięcej młodzieży przy parafii i „ukazywać im Chrystusa radosnego, którego tak pięknie ukazuje nam Papież, mówiąc do młodych, by się nie lękali”.
– My jesteśmy normalnymi młodymi ludźmi. – Żadni święci, czy nieskazitelni. Ale te spotkania, przebywanie w tej grupie z księdzem Grzegorzem budują nasze fundamenty na całe życie – mówi Piotr.
I dodaje: – A do tego ksiądz wie, że obok duchowości, modlitwy, skupienia, musi być jeszcze kupa dobrej zabawy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki