Zgoda buduje

Bitwa pod Konotopem, przez Ukraińców słusznie uznawana za ich największe w historii zwycięstwo nad Rosjanami, była w istocie wspólnym zwycięstwem ukraińsko-polskim.
Czyta się kilka minut
Bitwa pod Konotopem, Artur Orlonow, 2010 r. | Fot. Wikipedia
Bitwa pod Konotopem, Artur Orlonow, 2010 r. | Fot. Wikipedia

Dzieje naszych związków z Ukraińcami porównać można do perypetii niedobranego małżeństwa. Gniew i inne złe emocje niejednokrotnie burzyły owoce tego stadła, a winnych – jak to zwykle w małżeństwach bywa – wskazywać można po obu stronach. Natomiast nieliczne w historii przykłady zgodnego współdziałania uczą nas, jak wielkim potencjałem może być współpraca Warszawy i Kijowa.

Wielkie Księstwo Ruskie jako trzecie

Za czasów PRL-u wbijano nam do głowy w szkołach, że trwały związek Ukrainy z Rosją datuje się od czasów ugody perejasławskiej z 1654 roku, kiedy to kozacki hetman Bohdan Chmielnicki, po sześciu latach powstania skierowanego przeciw Rzeczypospolitej, poddał swój kraj carowi Aleksemu. Jest to kłamstwo, którego cień, niestety, nadal pokutuje w naszych umysłach. W rzeczywistości rok 1654 dopiero otworzył długi okres rywalizacji Rosji z Polską o ziemie ukraińskie. Okres pełen zmiennych etapów, kiedy to naprawdę nie wiadomo było, która za stron cieszyć się będzie długotrwałymi owocami zwycięstwa. Ciągnął się on całe 32 lata i zakończył dopiero w 1686 roku pokojem, jaki niebawem okazał się jedynie złudą stabilizacji, przynosząc w sto lat później klęskę Rzeczypospolitej. Ale to przecież znacznie późniejsza historia.

Po śmierci Chmielnickiego nowy hetman kozacki Iwan Wyhowski zawarł ugodę z Polakami, podpisując 22 maja 1658 roku w Hadziaczu akt unii w ramach Rzeczypospolitej. Był to moment o historycznym wymiarze: państwo Obojga Narodów mocą tej ugody przekształcało się w trójczłonową konfederację, której składnikami były Korona Królestwa Polskiego, Wielkie Księstwo Litewskie oraz Wielkie Księstwo Ruskie, czyli Ukraina. Sojusz z Polakami miał wśród Kozaków licznych przeciwników, a i sami jego twórcy (obok Wyhowskiego – magnat Jerzy Niemirycz, kanclerz księstwa i mózg tej państwowości) nie mieli pewności, czy się utrzyma. Ale postanowili zaryzykować.

Totalne zwycięstwo

Od czasów najazdów tatarskich dziedziczenie schedy Wielkiego Księstwa Ruskiego przywłaszczyła sobie jedynie Moskwa, która teraz nie mogła ścierpieć, aby taki „uzurpatorski” tytuł przynależał sojusznikowi Rzeczypospolitej. Od wschodu zaatakowały Ukrainę wojska kniazia Aleksego Trubeckiego – tego samego, który cztery lata wcześniej wymordował mieszkańców pogranicznego Mścisławia, nie szczędząc kobiet ani dzieci. Na jego drodze stanęło miasteczko Konotop, w którym obwarowały się 4 tysiące wiernych Wyhowskiemu Kozaków pułkownika Hulanickiego. Dobrze obwałowany, Konotop bronił się dwa i pół miesiąca, aż do nadejścia odsieczy. Kierował nią osobiście Wyhowski, a w jej skład wchodziła także polska jazda (stolnik kijowski Krzysztof Łasko) oraz posiłki tatarskie.

Na wieść o ich przybyciu Trubecki zwinął oblężenie i zwrócił się przeciwko głównym siłom kozacko-polskim. Nad bagnistą rzeczką Sosnówką, dwie godziny konnej jazdy od Konotopu, rozegrał się pierwszy etap starcia. Nasi ustąpili, lecz był to ruch pozorowany. Moskale rzucili się za uchodzącymi przez most na rzeczce, by przekonać się, że znaleźli się w pułapce. Główne siły Wyhowskiego uderzyły ich z czoła, z boków zaś gromiła ich polska husaria i kawaleria lekka. Rosjanie zaczęli uciekać w kierunku mostu, lecz most został tymczasem zniszczony przez naszą artylerię. Moskwa znalazła się w kotle, i to w kotle bagnistym, gdzie nie sposób było się skutecznie bronić, a znacznie łatwiej było utonąć.

Był 8 lipca 1659 roku – data kolosalnej klęski rosyjskiego najeźdźcy. Spośród prawie 30 tysięcy żołnierzy Trubeckiego zginęło tego dnia, oraz w dniach następnych, całe dwie trzecie. Pobici szablami Kozaków i Polaków, potopieni w bagnie, zaginieni... Także, niestety, wymordowani, gdyż Tatarzy nie szczędzili jeńców. Najezdnicza armia praktycznie przestała istnieć.

Fatum historii – jak długo jeszcze?

Mocni na polu bitwy, Ukraińcy byli jednocześnie bardzo słabi jako „materiał” do tworzenia państwa. Zaledwie miesiąc po zwycięstwie pod Konotopem zbuntowani chłopi zamordowali Niemirycza, głównego rzecznika ukraińskiej racji stanu. A w pięć lat później Wyhowski padł pod kulami polskiego plutonu egzekucyjnego. Pod zarzutem zdrady na rzecz Rosjan – bardzo możliwe, że zmyślonym przez politycznego rywala. Idea ugody hadziackiej została tym samym zaprzepaszczona.

Fatum polsko-ukraińskiej historii ciągnęło się – i ciągnie – przez wieki. Niejako powtórzeniem gambitu Wyhowskiego był w 1920 roku krótkotrwały sojusz Piłsudskiego z Petlurą. Nie miejsce tu, by mówić o przyczynach jego przegranej, istotne w tym momencie jest to, że i wtedy zmarnowaliśmy – zarówno Polacy, jak i Ukraińcy – szansę na trwałe przeciwstawienie się przeciwnikowi, który zawsze rozgrywał na własną korzyść nasze niezgody.

Krytycy idei polsko-ukraińskiego sojuszu odpowiadają argumentem, iż w przeszłości żadne z dobrych dzieł naszej współpracy nie okazało się trwałe. Odwróćmy jednak to rozumowanie, przypatrując się chociażby, jak wielkim militarnym sukcesem okazała się już ta krótkotrwała ugoda, zawarta w 1658 roku. Gdyby unia hadziacka przetrwała choć dekadę dłużej, uczyniłaby niemożliwymi wysiłki Moskwy, które w dalszych efektach doprowadziły do podporządkowania jej nie tylko Ukrainy, lecz także etnicznej Polski. Dorobek ugody w Hadziaczu oraz zwycięstwa pod Konotopem rozmontowaliśmy sami, własnymi, polskimi i ukraińskimi rękami. Ale skoro jest w nas aż taka moc destrukcji, może również dysponujemy, przynajmniej teoretycznie, potencjałem tworzenia? Dobrze byłoby stale zadawać sobie to pytanie w piątym roku od najazdu Rosji na Ukrainę.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2026