Obrona Częstochowy przed Szwedami należy do kanonu polskiej pamięci. Uczniowie szkół średnich dowiadują się o niej z Potopu Henryka Sienkiewicza, co roku przypominana jest podczas jasnogórskich pielgrzymek. Obraz Czarnej Madonny, której przypisywany jest cud zwycięstwa nad Szwedami, znany jest każdemu Polakowi – i to niezależnie od światopoglądu. Trudno nawet wyobrazić sobie, czym jest polskość bez tego symbolu. Po wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej rozpoznać można Polaka pod każdą szerokością geograficzną.
Tymczasem przez całe dwieście lat nasi przodkowie dziękowali Bogu za cud podwójny: ocalenie przed nawałą Szwedów i Moskali. Oba zwycięstwa dokonały się w podobnym czasie i w ramach tej samej kampanii wojennej: obrona Częstochowy w 1655 roku, obrona Lachowicz w niecałe pięć lat później. W obu decydującą rolę – w religijnym i symbolicznym wymiarze – odegrały wizerunki Matki Bożej. Oba przez pokolenia kształtowały kulturowy obraz polskiego katolicyzmu. Przypomnijmy, że szturmujący Jasną Górę Szwedzi byli protestantami, zaś wspinający się na wały Lachowicz Rosjanie to wyznawcy prawosławia.
Ale jakieś sto lat przed nami obrona Lachowicz, do tej pory tak samo „cudowna” jak obrona Częstochowy, wyparowała z polskiej pamięci. Czy był to efekt perfidnej propagandy zaborców? Nic podobnego, o Lachowiczach zapomnieliśmy z powodu... Henryka Sienkiewicza.
Wschodni bastion
Położone dziś na terytorium Białorusi Lachowicze były ongiś jednym z miasteczek Wielkiego Księstwa Litewskiego. W XVII wieku miejscowy zamek oraz miasto ich władcy, magnacka rodzina Chodkiewiczów, opasali ciągiem bastionów, które uczyniły z nich jedną z najpotężniejszych twierdz Rzeczypospolitej. Być może nawet najpotężniejszą, jeśli wierzyć patriarsze naszych pamiętnikarzy, Janowi Chryzostomowi Paskowi, który utrzymywał że „nie masz takiej w Polszcze żadnej”. W każdym razie potęga lachowickich fortyfikacji była tak znacząca, że miasto, mimo że własność prywatna, zostało włączone w obręb królewskiego systemu obrony wschodniej flanki polsko-litewskiego państwa, jako jej węzłowy punkt.
Swoją wartość lachowicka twierdza udowodniła w 1660 roku. To znaczący moment w naszej historii. Sześć lat wcześniej zwaliła się na Rzeczpospolitą od wschodu zbrojna nawała moskiewska. Padło Wilno, którego mieszkańcy zostali masowo wymordowani, a zdecydowana większość terytorium Wielkiego Księstwa znalazła się pod rosyjską okupacją. Jakby tego było mało, w niecały rok później, latem 1655 roku, zalała nas od północy szwedzka armia Karola Gustawa. Wzięta w kleszcze dwóch napastników Polska znalazła się w naprawdę ciężkich opałach. To był prawdziwy wymiar „potopu”, pojęcia które w naszej pamięci zredukowane zostało do jego połowicznego, szwedzkiego segmentu.
Obrona Jasnej Góry odwróciła tę złą kartę. W 1656 roku zawarty ze Szwedami rozejm pozwolił nam na oddech, który w dwa lata później wykorzystaliśmy w postaci wyzwoleńczej wojny z Moskwą o Litwę. A było co odbijać: na całym terytorium Wielkiego Księstwa ostały się nam tylko dwie twierdze. Jedna w Słucku, mieście znanego z Potopu Bogusława Radziwiłła. Druga to Lachowicze.
Cztery szturmy odparte
Na wieść o polskiej ofensywie 23 marca pod miasto podeszły wojska bojara Chowańskiego – kilkanaście tysięcy zaprawionej w bojach piechoty. Zadaniem Rosjan było zdobycie Lachowicz zanim dotrze do nich odsiecz połączonych wojsk litewskiego hetmana Pawła Sapiehy i wojewody ruskiego Stefana Czarnieckiego. Lachowicką załogą dowodził regimentarz Mikołaj Judycki, generał artylerii Wielkiego Księstwa oraz kawaler maltański, żołnierz doświadczony na wielu wojennych frontach.
Przez trzy miesiące oblężenia odparliśmy cztery potężne szturmy. Rosjanie atakowali zaciekle, nie szczędząc ofiar: z czasem przedpola murów obronnych wprost usłane były trupami sołdatów, których postrącano z drabin. Wśród nich – jeśli wierzyć pamiętnikarzowi Bogusławowi Maskiewiczowi – znalazły się ciała kilku „bab wąsatych”. Historycy do dziś zachodzą w głowę, kim były owe rosyjskie amazonki.
Wreszcie 28 czerwca wojska Sapiehy i Czarnieckiego dotarłszy do Połonki, nieco ponad 30 km na zachód od twierdzy, rozbiły w proch całą armię Chowańskiego. Sam moskiewski dowódca, jak zaświadcza Pasek, został tam „dwa razy w łeb cięty” i ledwo uszedł z życiem. Na wieść o klęsce pozostałe siły Moskali odstąpiły od twierdzy i w pośpiechu wycofały na wschód. Lachowicze były wolne. 2 lipca obaj zwycięzcy spod Połonki triumfalnie wkroczyli do miasta i wysłuchali Te Deum w farnym kościele. Potem dziękowali za zwycięstwo pod cudownym obrazem Bogarodzicy.
Wśród ich żołnierzy był Samuel Kmicic, prototyp sienkiewiczowskiego Andrzeja. Kmicic zaraz potem ruszył dalej za Moskalami, idąc na przedzie armii i bijąc wroga nieustannie, aż po Smoleńsk, i nawet w głębi samej Rosji. Wojnę ze wschodnim sąsiadem zakończył dopiero w 1667 rok pokój w Andruszowie.
Co się stało z obrazem?
Obraz, pod którym klęczeli Sapieha z Czarnieckim, to Matka Boża Białynicka. Białynicze były na Litwie miejscem kultu maryjnego odpowiadającym koronnej Częstochowie. Gdy w 1654 roku w granice Wielkiego Księstwa wkroczyli Moskale, wizerunek z Białynicz, położonych daleko na wschodzie państwa, przeniesiono do dobrze chronionych Lachowicz. Rosjanie nigdy ich nie zdobyli, tak jak Szwedzi nie zdobyli wałów Jasnej Góry. A obraz Maryi z Dzieciątkiem w 1760 roku wrócił do Białynicz.
Niebawem, w drugim rozbiorze, miasteczko znalazło się pod władzą Rosjan. Wizerunek, którego nie mogli dosięgnąć siłą, znalazł się w ich zasięgu dzięki słabości Rzeczypospolitej. Po stu latach stopniowej rusyfikacji, w 1876 roku białynicki kościół odebrano na cerkiew. Od tej pory obraz, równy symboliczną rangą jasnogórskiemu, funkcjonował jako prawosławna ikona. Dziś, po zawierusze rewolucji i wojny, wieści o nim zaginęły. Być może spoczywa gdzieś w magazynach jakiegoś muzeum.
Historyk kościoła ks. prof. Tadeusz Krahel uważa jednak, że była to tylko kopia. Oryginał, w wielkiej tajemnicy, tuż przed odebraniem kościoła wywieziono do klasztoru karmelitów w Woli Gułowskiej, na pograniczu Mazowsza, Lubelszczyzny i Podlasia. Wiosną tego roku odwiedziłem klasztor i pytałem o tę hipotezę. W miejscowym kościele są dwa czczone wizerunki maryjne, jednak żaden z nich nie jest tam znany jako Matka Boża Białynicka. Jeśli litewską świętość rzeczywiście tutaj wywieziono, pamięć o tym zaginęła.
A co z tym Sienkiewiczem? Otóż nasz autor z powodów cenzuralnych (pamiętajmy, że wydawał Trylogię w zaborze rosyjskim) skrzętnie omijał wątki napaści Rosjan, zaś samych napastników nazywał „Septentrionami” – to zlatynizowana forma określenia „mieszkańców Północy”. Jego Potop, z fascynującymi opisami wyczynów pana Kmicica na wałach Jasnej Góry zawładnął polską wyobraźnią do tego stopnia, że szwedzki wątek wyparł kompletnie z naszej pamięci wątek moskiewski. I tak już zostało – siłą bezwładu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















