Liturgia - wiodąca siła dla ewangelizacji

Zwrot użyty w tytule może się kojarzyć z komunistyczną nowomową, ale trudno o bardziej dosłowny przekład zwrotu _driving force_. Leon XIV zaś użył tego ostatniego, aby opisać rolę liturgii w ewangelizacji.
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Fragment papieskiego wystąpienia na audiencji generalnej (27 maja 2026), z którego pochodzi ten zwrot, brzmi następująco: „Kult Kościoła był «wcielany» w formy kultury każdej epoki i był w stanie wpływać na nie, a nawet je przekształcać. Dzięki temu liturgia, przez stulecia, stanowiła wiodącą siłę (driving force) dla ewangelizacji. Dziś ta energia winna być odnowiona z zachowaniem ciągłości z autentyczną i żywą tradycją katolicką, to jest w zgodności z działaniem, którego celem jest wprowadzanie wiernych w pełnię prawdy”.

Nie ukrywam, że niesłychanie ujęło mnie wskazanie na prawdę jako kluczowy aspekt ewangelizacji. Przede wszystkim dlatego, że czasem ewangelizatorzy skupiają się przede wszystkim na liczeniu głów, czyli liczby uczestników wydarzeń ewangelizacyjnych, tudzież są jak robotnik z dowcipu, który biega z pustymi taczkami, bo tyle ma do roboty, że nie ma czasu ich załadować. Podkreślam: czasem. Nie mam zamiaru też negować wartości emocjonalnego poruszenia rodzącego się podczas takich spotkań, które bywa początkiem pięknej przyjaźni z Bogiem i to na całe życie. Jeśli jednak głosimy, podstawowe pytanie brzmi: Kogo i co? Dlatego właśnie liturgia stanowi najlepszą formę ewangelizacji, ale musi do tego spełnić kilka warunków, do których omawiania teraz przejdę. Inspirację stanowi dla mnie wspomniany tekst Leona XIV. Na marginesie dodam, że jeśli regularnie śledzi się nauczanie papieża, rzuca się w oczy to, że nie jest to jedyne wystąpienie z ostatniego czasu poświęcone kwestii liturgii. Ciekawe.

Jak ewangelizuje liturgia

Wiele lat temu poruszyło mnie świadectwo Rosjanina wychowanego w ateistycznej rodzinie, którego żona była wierząca i praktykująca. Regularnie woził ją do cerkwi na święte liturgie, ale sam nie wchodził – po prostu zagospodarowywał sobie inaczej czas do zakończenia modlitw, po czym wspólnie wracali do domu. Pewnego dnia jednak, z czystej ciekawości, zajrzał do wnętrza. Następnym razem stanął w przedsionku. Po jakimś czasie wszedł do nawy i, jak zapewne się domyślacie, za jakiś czas historia skończyła się jego nawróceniem i chrztem. Znam zresztą podobne biografie także z katolickiego, co więcej – polskiego podwórka (tudzież nawy).

„Mechanika” działania liturgii w tej sferze jest bardzo prosta, choć niełatwa: wystarczy nie zasłaniać działania Boga. Msza, liturgia godzin, także proste nabożeństwo paraliturgiczne to przede wszystkim Jego działanie i mam wrażenie, że często zapominamy o tym, Kto jest głównym sprawującym. To wydarzenia, w których Duch Święty działa we wspólnocie wierzących i przez wspólnotę wierzących, dlatego bywa, że nawet prosta, recytowana msza, ale sprawowana tak, by nie przesłaniać Bożego działania, dotyka serca. Pamiętam, jak kilka lat temu krakowscy dominikanie remontowali swoją bazylikę. Kiedy odbywały się święcenia, akurat wszystkie nawy były obudowane rusztowaniami, osłoniętymi średnio estetyczną folią ochronną. Sakramentu udzielał o. kard. Dominik Duka OP, Czech, więc jego polszczyzna brzmiała nieco śpiewniej niż klasyczna i chwilami zahaczała o jego rodzimy język. Mimo tak niesprzyjających „warunków” po komunii zaczepiła mnie jedna z turystek i zapytała, co tu się odbywa, że „jest tak uroczyście”. Z pewnością pomogła piękna muzyka i śpiew, ale głównym czynnikiem dającym poczucie uroczystości była staranność celebracji i płynący ze szczerej wiary szacunek do sprawowanych misteriów. 

Jak nie zasłaniać

Na te elementy wskazuje także Leon XIV. Cytowane wyżej wystąpienie zaczyna od cytatu z encykliki Mediator Dei Piusa XII, mówiącego o tym, że liturgia jest organiczna, więc zmiany są w nią naturalnie wpisane, podobnie jak te zachodzące w żyjącym ciele. Potem jednak obecny papież podkreśla, że jej właściwe sprawowanie wymaga traktowania z szacunkiem składających się na nią tekstów i regulujących ją przepisów. Jak zauważa, każda zmiana w jej obrębie wymaga wiedzy i głębokiego namysłu teologicznego, historycznego i pastoralnego, w tej kolejności, więc dowolne dodawanie, usuwanie lub zmienianie w niej czegokolwiek najczęściej ma skutki odwrotne do zamierzonych. Od siebie dodam, że wynika to z przestawienia hierarchii: zamiast zaczynać od teologii, najczęściej zaczyna się od „względów pastoralnych”, a potem działa zgodnie z zasadą króla Juliana: „Teraz prędko, zanim do nas dotrze, że to bez sensu”. 

Tymczasem papież zaleca, by przede wszystkim zachować postawę pokory wobec wielkości Boga i otwartość na Jego obecność. Tu przydatne jest przyjście nieco wcześniej: czy to przez celebransa do zakrystii, czy przez wiernych do świątyni. Naprawdę te kilka chwil oddechu między drogą do miejsca celebracji a jej rozpoczęciem może zmienić wiele, zwłaszcza jeśli poświęcimy je na proste uświadomienie sobie, dla Kogo przyszliśmy. Piszę zresztą to też do siebie. 

Ważne jest także zaufanie, zarówno Bogu – że pozostaje wierny swojemu przymierzu z nami i działa, nawet jeśli my tego nie czujemy lub doświadczamy tylko mgły i zgubienia – jak i wspólnocie Kościoła, że ustalając takie, a nie inne modlitwy i gesty, wskazała właściwą drogę i metodę jej przebywania. W naszej liturgii mamy teksty, które liczą po prawie dwa tysiące lat, co oznacza, że modląc się nimi, wchodzimy we wspólnotę nie tylko z tymi, którzy w danej chwili razem z nami odmawiają Benedictus lub Magnificat, ale i z tymi, którzy przez całe stulecia przed nami je odmawiali. Kiedy celebrans recytuje Kanon rzymski, razem z nim modlimy się tekstem, który pisali atramentem, ale i krwią, nasi przodkowie w wierze z pierwszych wieków. Te słowa pomagały całym pokoleniom trwać przy Chrystusie, nawet więcej: osiągać świętość. Możemy i nawet powinniśmy szukać praktyk i formuł właściwych dla naszej epoki, ale to nie oznacza, że to, co odziedziczyliśmy, nadaje się tylko na stos. Paradoksalnie szybciej mogą się na nim znaleźć pomysły naszego pokolenia.

Główny problem z nowoczesnością

Wiele dał mi do myślenia fragment jednego z artykułów o. Tomasza Pawłowskiego OP, słynnego duszpasterza akademickiego, założyciela Beczki. Zainicjowane przez niego w latach siedemdziesiątych tzw. msze beatowe, na których celebracji towarzyszyła ówczesna muzyka młodzieżowa, przyciągały do dominikanów tłumy. Tekst, który mam na myśli, powstał około dekadę później, kiedy w tym samym środowisku na nowo odkryto czterogłos, a potem renesansową polifonię. Ojciec Pawłowski nie potrafił zrozumieć powrotu do dawnych form i równoczesnego odejścia od jego propozycji. Tymczasem w latach osiemdziesiątych big beat przestał być modny i tym samym świeżość pomysłu zblakła, a poza nowością najwyraźniej nie było tam za dużo do zaoferowania. „Stara” forma muzyki kościelnej okazała się bardziej nośna, a z nowości przyjęły się na stałe, także wielogłosowe, kanony z Taizé. Czas pokazał, że „dereformatorzy” z lat osiemdziesiątych rozeznali słusznie: dziś mówi się o zapoczątkowanym przez nich śpiewie dominikańskim jako osobnym nurcie, a w anglojęzycznym internecie zetknęłam się nawet z określeniem polish dominican style – polski styl dominikański (śpiewu). Z liturgią jest tak samo: zaoranie dotychczasowych form i pogoń jedynie za nowością na ogół kończy się przeterminowaniem nowości. A liturgia ma opowiadać o wieczności, nie o naszych upodobaniach, bo tylko wtedy będzie formą głoszenia Wcielonego Słowa.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Wiodąca siła