Miłość nie zaczyna się od poświęcenia, lecz od relacji

Empatia, potrzeby i komunikacja bez przemocy mogą zmieniać małżeństwa, rodziny i wspólnoty. Z Iwoną Żurek, współautorką książki W Bogu nie ma przemocy rozmawia Małgorzata Bilska.
Czyta się kilka minut
fot. Nortonrsx/Getty Images
fot. Nortonrsx/Getty Images

Razem z jezuitą o. Mieczysławem Łusiakiem napisała Pani książkę W Bogu nie ma przemocy. Ojciec Łusiak założył i prowadzi wspólnotę małżeństw „Rodziny empatyczne” opartą na metodzie komunikacji Marshalla Rosenberga „Porozumienie bez przemocy” (ang. Non Violence Communication – NVC). Brała Pani udział w rekolekcjach o. Łusiaka na temat NVC. Książka to trochę wywiad uczennicy z mistrzem?

– Tak, bo z „Porozumieniem bez przemocy” zetknęłam się przez ojca Mietka. Nie uczestniczyłam w warsztatach z NVC poza ojca rekolekcjami i wykładami. Czytałam oczywiście książkę Rosenberga Porozumienie bez przemocy i inne, w tym jedną autorstwa Miki Kashtan. Nie zajmuję się więc NVC w formie „ortodoksyjnej”, tylko tej połączonej z zasadami Ewangelii i religią chrześcijańską. Na niej opiera się wspólnota katolickich małżeństw „Rodziny empatyczne”, do której należę. NVC da się pogodzić z naszą wiarą, o czym książka mówi.

Metoda jest modna w katolickim świecie, ewidentnie trafiając w potrzeby przede wszystkim świeckich, dla których kluczowa jest umiejętność budowania relacji. Każda relacja jest zapośredniczona przez komunikację, a braki w tej sferze rzutują na jakość wspólnot, w których żyjemy. Katolicy mają różne motywacje. Moja znajoma, doktor filozofii, jeździ na warsztaty z NVC, bo chce nauczyć dziecko szacunku i miłości. Ćwiczenia z NVC trafiły do poradnika dla duszpasterzy akademickich dostępnego na stronie Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, bo autorzy wiedzą z badań, że studenci szukają dziś tego w DA. A do czego NVC przydaje się Pani?

– Ja, tak jak Pani znajoma, poszłam na wykład ojca Mietka, ponieważ mam dwóch synów i temat interesował mnie w kontekście wychowania. Szukałam odpowiedzi na pytanie: jak dobrze budować relacje rodzinne? Dopiero później, wraz z uczestnictwem we wspólnocie „Rodzin empatycznych”, odkryłam, że nie dowiem się tu, „jak mówić do dzieci, żeby mnie słuchały”. Dużo więcej jednak będę wiedzieć o tym, jak słuchać dzieci, żeby zrozumieć ich potrzeby. Zresztą w książce jest rozdział „Otwartość na dialog, czyli rzecz o słuchaniu tego, co niewygodne”. To pomaga w wychowaniu. Z perspektywy czasu uważam, że NVC jest jednak głównie drogą rozwoju jako człowieka, także rozwoju duchowego. Przydaje się więc na wielu płaszczyznach, począwszy od relacji małżeńskiej, relacji z dziećmi, poprzez relację z Bogiem, po budowanie relacji z przyjaciółmi itd. Komunikujemy się z innymi ludźmi każdego dnia, w pracy, w Kościele. Wszędzie metoda przynosi owoce.

Bardzo ważna jest też relacja z samą sobą, bo jeśli nie rozumiem, nie akceptuję siebie, nie będę nigdy w stanie rozumieć innych. Język empatii musi wyjść od zrozumienia własnych uczuć i potrzeb. Dziś już wiemy, bo mówi o tym współczesna nauka, że innej możliwości nie ma.

Potwierdza Pani, że metoda działa?

– To, że trzeba zacząć od siebie, odkryłam tylko dzięki niej. W „Rodzinach empatycznych” spotykamy się i rozmawiamy m.in. o 37 postanowieniach NVC Miki Kashtan. To trenerka metody Rosenberga, autorka książki Niezwykle świadome życie, którą polecam. Zmiana komunikacji wymaga świadomych decyzji. Postanowienia zawarte na początku dotyczą właśnie stosunku do samego siebie. Nie można zacząć używać tej metody komunikacji, jeśli nie ma się wglądu w siebie. Wiele osób nie umie okazać empatii sobie, krytykuje się okrutnie i nie ma dla siebie miłosierdzia. Ten, kto ciągle osądza siebie, to samo daje drugiemu.

Druga rzecz, której nauczyło mnie NVC, to konieczność życia w równowadze. Jeżeli wciąż przeciążam organizm, żyję w chronicznym stresie i nie dbam o odpoczynek, ucierpią na tym relacje. Nie dam rady stosować tej metody. Ona wymaga uważności, spokoju, empatii, cierpliwości. To są podstawowe warunki nie tylko w komunikacji NVC, ale w budowaniu każdej ważnej relacji z osobą.

A co jest podstawą samej metody? Dzisiejszy świat ogromnie docenia kompetencje miękkie i jest już mnóstwo warsztatów, gdzie można je ćwiczyć. Rosenberg ma swoją specyfikę.

– Fundamentem NVC jest komunikacja, która w miejsce języka osądu, nazywanego językiem szakala, uczy języka empatii – tzw. języka żyrafy, czyli usłyszenia potrzeb drugiej osoby. Rosenberg mówi, że przemoc zaczyna się w języku. Nie wyeliminujemy jej, zaczynając od zwalczania wojen między państwami, gangami i grupami kibiców. Trzeba zacząć od naszej komunikacji na co dzień, nawykowej, bo ona ustanawia normy stosunku do innych. To, jak ich traktujemy, przejawia się w języku. Metoda Rosenberga bywa na świecie stosowana w rozwiązywaniu wielkich konfliktów, ale najczęściej pomaga zapobiegać im w zwyczajnych relacjach międzyludzkich, w naszym środowisku życia.

Słynne stało się zdanie Rosenberga: chcesz mieć rację czy relację? Zazwyczaj w sytuacji konfliktu chcę przekonać kogoś do swoich racji. Chcę na nim wymusić moje „strategie zaspokajania potrzeb” – bo autor wyraźnie rozróżnia potrzeby i strategie ich zaspokajania. Mówi, że nie ma między ludźmi konfliktów na poziomie potrzeb. Wszyscy mamy te same potrzeby, są elementem natury. Konflikty rodzą się na poziomie tego, jak je zaspokajamy, czyli strategii. Mogę wywalczyć swoje racje, narzucić je – tyle że kosztem jakości naszej relacji. Jeśli na niej najbardziej mi zależy, staram się rozwiązać konflikt bez przymusu – nawet jeśli mam przewagę i mogę go użyć. Jeśli chcę budować dobre, zdrowe relacje, muszę racje odłożyć trochę na bok, ponieważ one dzielą. Relacja jest wspólna, a troska o nią – łączy.

Nasza kultura przez wieki gardziła emocjami, które jako nieprzewidywalne budziły strach, więc traktowano je jako zagrożenie. Miały być pod ścisłą kontrolą rozumu. Konflikt – też w tym kluczu – wymagał racjonalnych argumentów, aby kogoś przekonać do racji. Obecnie znamy mechanizmy psychologiczne, jakie pojawiają się w komunikacji, i okazuje się, że robimy masę błędów. Można ich uniknąć. Ojciec Łusiak na naszych łamach opowiadał kiedyś, że ocalił wiele małżeństw tylko w ten sposób, że oboje odkryli: mam prawo do swoich potrzeb. Nie zdawali sobie z tego sprawy, bo w Kościele słyszą: „bądź bezinteresownym darem dla drugiego”. Wypaczyliśmy w tradycji przykazanie miłości. Zdrowa miłość siebie to czysta Ewangelia.

– Wiele osób w Kościele zarzuca NVC uczenie egoizmu dlatego, że ono pomaga odkryć własne potrzeby. Nazwać je i wyrazić. To jest nauka troski o potrzeby – także drugiego, bo moje są tu jakby punktem wyjścia. Troska o zdrowie w sensie fizycznym nie jest egoizmem, tylko miłością siebie. Z psychiką i potrzebami jest tak samo. Rosenberg oraz inni psychologowie mają wiedzę o mechanizmach ludzkich zachowań. Wiedzą, że jeśli nie potrafię się zatroszczyć o swoje potrzeby w zdrowy sposób, będę je i tak zaspokajać, tylko kosztem drugiego. Brak mi poczucia własnej wartości? Osądzę innych, którzy są bardziej niż ja atrakcyjni, odnieśli sukces – żeby poczuć się lepiej. A miłość do bliźniego wyklucza dowartościowywanie się jego kosztem… Wszyscy znamy osoby, które tak się zachowują i nie uważają tego za egoizm, a w praktyce egoistami są. Nie dbając o swoje potrzeby, nie jestem w stanie troszczyć się potrzeby innych – nawet jeśli będę się starać. To po prostu nie wyjdzie.

Chrystus najlepiej zna naturę. To na niej Bóg buduje, a nie wbrew niej. Poprawianie Boga jest pychą ludzką. Mamy kochać bliźniego jak siebie!

– Trzeba, jak mówiłam, zachować równowagę. Troska o własne potrzeby wcale nie wyklucza mądrze rozumianej ascezy, o czym w książce także mówimy. Rosenberg uczy, że potrzeby wszystkich są tak samo ważne. Moje nie są ani ważniejsze od innych, ani mniej ważne. Jak to zaniedbujemy, widać w rodzinach. Bardzo często rodzice popełniają błąd, zapominając o swoich potrzebach – bo na pierwszym planie są dzieci. W efekcie dzieci nie są ani szczęśliwe, ani otoczone świetną opieką, a rodzina dobrze nie funkcjonuje. Najczęściej dotyczy to matek. Role matki są kulturowo wdrukowane w ten sposób, że matka poświęca się dla wszystkich – z natury ma nie być egoistką. W praktyce okazuje się, że ta postawa rujnuje relacje z tymi, dla których chcemy się poświęcać. Człowiek, który nie ma zaspokojonych ważnych potrzeb, reaguje złością, jest sfrustrowany, stosuje agresywny język itd. I tego nie zwalcza się ascezą, lecz troską o zaspokojenie potrzeby.

Stare powiedzenie mówi: „Jak Polak głodny, to zły”. Mamy potrzebę jedzenia i picia, odpoczynku, bliskości, szacunku, poczucia bezpieczeństwa, miłości, uznania itd. Listę tych potrzeb dołączyliście do książki. Mit, że kobieta nigdy nie jest „głodna”, a jedyna potrzeba, jaką ma, to potrzeba troski o innych, bardzo szkodzi. Tak jak frazesy typu „złość piękności szkodzi” i zakaz odczuwania gniewu. Misjonarze wiedzą, że aby komuś mówić o Jezusie, najpierw trzeba dać mu jeść. Potrzeby są częścią życia.

– Potrzeba jedzenia to jedno, strategia ich zaspokajanie – drugie. Jeśli ktoś jest głodny, może jeść warzywa i owoce, czyli zdrowe jedzenie. Może też karmić się czekoladą i słodyczami, choć zdrowe nie są. Na potrzeby nie mamy wpływu, na strategie ich zaspokajania – tak. Chodzi o to, żeby nauczyć się zaspokajać swoje potrzeby w taki sposób, by nie krzywdzić innych ludzi. Bardzo często tak się dzieje. Jeśli potrzeb nie znamy, nawet nie widzimy, że zadajemy komuś ból czy sprawiamy cierpienie. Więc naprawdę zarzut egoizmu jest błędny.

Na poziomie aksjologii NVC jest z chrześcijaństwem do pogodzenia, bo to metoda komunikacji i tworzenia relacji, a nie idea czy propozycja religijna. Można ją uzgodnić z różnymi religiami. W przypadku Kościoła, gdzie relacje są cenione, a miłość bliźniego jest mierzona miarą miłości do siebie, to pasuje do Ewangelii bardziej niż inne metody psychologiczne.

Chrześcijaństwo jest religią, w której zasady moralne – na czele z dekalogiem – mają być środkiem do celu, jakim jest uczenie się miłości na obraz Boga. Zdolność kochania jak Bóg, bycia w relacji, straciliśmy w raju. Bóg jest Relacją Osób, ludzka natura też jest relacyjna. Cieszy mnie wasza refleksja, że my katolicy „zepchnęliśmy miłość na dalszy plan”. Ojciec Łusiak mówi: „trudniej jest kochać, niż wierzyć”. To z miłości będziemy sądzeni; po niej inni mają poznać, że jesteśmy uczniami Chrystusa. Gdyby brano to serio, cała kościelna „para” od dawna szłaby w naukę kochania…

– Ojciec Łusiak w książce postawił tezę, że zaczęliśmy źle rozumieć, czym jest grzech. Według niego to scheda po kulturze rzymskiej, w jakiej chrześcijaństwo wyrosło. Grzech jest tu traktowany jak przekroczenie przepisu. Mamy znaki drogowe, jest ograniczenie prędkości do 50 km/h, więc skoro jedziemy 100 km/h, to dostajemy mandat i punkty karne. Tymczasem według ojca Mietka termin „grzech” w oryginale znaczy „chybienie celu”. Błąd nie jest tym samym co przestępstwo. Chcemy dojść do celu, jakim jest miłość do Boga, brata i siostry – jednak skręcamy, mylimy drogę, dlatego nie trafimy tam, gdzie chcemy dojść. Chodzi o to, że u podstawy grzechu leży chęć zaspokojenia jakiejś dobrej potrzeby. Potrzeba sama w sobie jest dobra i piękna, tylko dobieramy fatalną strategię jej zaspokojenia, która krzywdzi drugiego człowieka.

Tu się nie zgadzam (śmiech). Mam swoje zarzuty do NVC. Jeśli uznamy ją tylko za metodę komunikacji, jest dobra. Jednak Rosenberg ma koncepcję człowieka (antropologię), która jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. Trzeba precyzyjnie oddzielać ziarna od plew. U niego człowiek jest z natury dobry; jeśli wszyscy będą mieli potrzeby zaspokojone, zniknie przemoc, krzywdy itd. Chrześcijanin mówi: po grzechu pierworodnym natura jest skażona, mamy w sobie dobro i zło. Grzech jest złamaniem obiektywnej normy danej przez Boga, w NVC jest grzech bez Boga. Tu widzę problem, nie w egoizmie.

– Z rozumieniem grzechu u o. Łusiaka się zgadzam. Przyznam, że nie spotkałam się z takim założeniem Rosenberga na temat natury. Być może dlatego, że NVC poznałam w wersji, którą praktykujemy w „Rodzinach empatycznych”. Traktujemy NVC jako metodę, która ma nam pomóc w budowaniu zdrowych, głębokich relacji, a nie jak system filozoficzny z alternatywną dla chrześcijańskiej antropologią. Podobnie jak Pani, nie wierzę, że gdyby wszyscy na świecie nauczyli się NVC i zaczęli je stosować, to zniknęłyby wojny, ludzie przestaliby grzeszyć i mielibyśmy raj na ziemi. Zwłaszcza że dopóki żyjemy, nigdy nie osiągniemy stanu, w którym wszystkie nasze potrzeby będą zaspokojone. To zwyczajnie niemożliwe. Cierpienie, ból, konflikty są po prostu częścią życia. Ojciec Łusiak mówi o tym w książce.

Natomiast jeśli używamy języka empatii, karmi on nasze życie. Zdrowa relacja polega na tym, że się wspieramy, słuchamy, jesteśmy wobec siebie empatyczni, staramy się nawzajem zaspokajać potrzeby. Wtedy relacja jest naprawdę piękna. Język pełen ocen, osądów, krytyki, poniżania itd. to jest błędne narzędzie, które budowę takiej relacji uniemożliwia. W dobrej wzajemnej relacji wzrastamy nie tylko jako małżeństwo, ale i duchowo. Jesteśmy bardziej otwarci na Boga. Łatwiej nam Bogu zaufać.

Moje zarzuty to błędne założenie o naturze ludzkiej, co przekłada się na projekt kultury bez przemocy opartej na pomyśle Rosenberga, a także ignorowanie obiektywnej prawdy i reguł – tu wszystko się kręci wokół potrzeb. Ojciec Łusiak mówi niby: „Każda społeczność potrzebuje czegoś takiego jak zasady, reguły czy tradycje”, ale to, co zewnętrzne, a więc wymuszone wobec jednostki, nie ma znaczenia. Bóg albo istnieje obiektywnie i pewne reguły są od Niego, albo jest tylko potrzeba Boga. Cenię NVC za skuteczną komunikację i nacisk na miłość jako wzajemną relację, ale mam nadzieję, że książka rozpocznie dyskusję. Bo faktem też jest, że Kościół wypaczył pojęcie miłości, która stała się jakimś jednostronnym aktem poświęcenia, a Jezus uczy miłości wzajemnej. Miłość jest relacją. Czy to się zmieni?

– Ogromną nadzieję pokładam w synodzie o synodalności. Synod mocno stawia relację w centrum. Mówi o konieczności „nawrócenia relacyjnego”. Jakość relacji, więź braterstwa, miłość, słuchanie, wzajemna troska – to kwestie obecne w czasie całego synodu w Rzymie. Kościół dziś mówi, że warto dbać o relacje, uczy, jak o nie dbać. Do tej pory kwestia troski o relacje międzyludzkie była w moim odczuciu marginalizowana. Jeśli temat małżeństwa pojawiał się w duszpasterstwie, to raczej w tym kontekście, by małżonkowie nie rozważali rozwodu. Tak jakby jedynym celem było przetrwanie małżeństwa, a troska o jakość relacji małżonków była nieistotna. To się teraz zmienia. W tym kontekście też patrzyłabym na adhortację Amoris laetitia, która obchodzi w tym roku dziesięciolecie.

Stolica Apostolska wyraźnie wskazuje, że relacje są bardzo ważne. Podkreśla, jak potrzebne jest słuchanie, otwartość. Styl bycia Kościoła to styl bliskości, a nie dystansu. Bardzo dużo mówił o tym papież Franciszek przez cały pontyfikat, nie tylko powołując synod o synodalności i postulując nawrócenie relacyjne. To samo mówi dziś papież Leon XIV. Franciszek zainicjował proces, który będzie się rozwijał. Mówił o tym, że Kościół ma być szpitalem polowym, do którego ludzie poranieni mogą przyjść bez lęku i otrzymać pomoc. Bez osądu. Kościół relacyjny, otwarty na każdego, jaki jest, bez udawania; Kościół, który słucha i rozumie potrzeby człowieka, uczy bliskości, to powrót do stylu pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Zwrot było już widać w encyklice o sercu Dilexit nos. Ona też jest o relacjach. Papież docenia tam emocje, bez których relacji nie da się zbudować. Miłość nie jest tylko emocją, ale nie jest też wyrachowaną decyzją. Miłość chrześcijan jest Pieśnią nad Pieśniami. Metoda NVC stanowi swoistą instrukcję obsługi relacji, pomagając nam uczyć się miłości w praktyce życia codziennego.


Iwona Żurek

Współautorka książki W Bogu nie ma przemocy, razem z o. Mieczysławem Łusiakiem SJ; dziennikarka Polskiej Agencji Prasowej, w swojej pracy zajmuje się m.in. tematyką społeczną i religijną

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ten, kto ciągle osądza siebie, to samo daje drugiemu