Nuda nie ma dobrej prasy. Kiedy mówimy, że ktoś się nudzi, zwykle nie jest to pochwała. Znaczy raczej: nic go nie interesuje, niczego nie szuka, nic go nie porusza. Człowiek znudzony kojarzy się z kimś obojętnym, pozbawionym pasji, trochę zblazowanym. Nic dziwnego, że gdy mówi się dziś o najmłodszym pokoleniu jako o „pokoleniu znudzonym”, brzmi to raczej jak oskarżenie niż opis rzeczywistości.
Przecież nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu możliwości, tylu rozrywek, tylu sposobów, by wypełnić każdą wolną chwilę. A jednak właśnie dziś coraz częściej słyszymy, że szybko się nudzimy. Że potrzebujemy coraz więcej bodźców, coraz intensywniejszych wrażeń, coraz częstszych zmian. To, co jeszcze niedawno potrafiło przyciągnąć naszą uwagę na dłużej, dziś wydaje się zbyt wolne, zbyt spokojne, zbyt mało atrakcyjne.
Dlaczego więc próbujemy na naszych łamach ubrać nudę w jasne szaty? Bo psychologowie mówią o jej wartości. I nie tylko oni przekonują, że nie każda nuda jest stratą czasu, a czasem może być człowiekowi wręcz potrzebna.
Być może potrzebujemy na nowo odkryć coś bardzo prostego: człowiek nie jest stworzony wyłącznie do działania. Potrzebuje także zatrzymania. Potrzebuje chwil, w których nie musi niczego zdobywać, niczego produkować, niczego udowadniać.
Nuda pojawia się często tam, gdzie kończy się świat zewnętrznych bodźców. A my żyjemy w epoce, która niemal każdą chwilę ciszy natychmiast czymś wypełnia. Wystarczy sięgnąć po telefon. Kilka sekund i już jesteśmy gdzie indziej: w wiadomościach, obrazach, rozmowach, informacjach. Uciekamy przed chwilą pustki, zanim zdążymy zauważyć, że może ona coś ważnego w sobie kryje.
Nuda niekoniecznie jest pustką. Czasem jest przestrzenią; momentem, w którym przestajemy być rozproszeni i zaczynamy słuchać: własnych myśli, własnych pragnień, własnych pytań. Może dlatego doświadczenie nudy wymaga pewnej odwagi. Angelika Szelągowska-Mironiuk przypomina fraszkę Jana Sztaudyngera: „Boję się ciszy, wtedy się własne serce słyszy”.
Ojcowie pustyni dobrze znali ten wymiar ludzkiego doświadczenia. Patrzyli na nudę z ostrożnością, ponieważ widzieli w niej przestrzeń szczególnej pokusy. Mówili o acedii – duchowym znużeniu, które sprawia, że człowiek nie potrafi wytrwać przy tym, co ważne. Cisza mogła wówczas stać się ciężarem, a serce szukać ucieczki od obowiązków w myśl zasady: „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”.
Naturalnie, w duchowości chrześcijańskiej, a zwłaszcza w duchowości ojców pustyni cisza nigdy nie była problemem. Raczej zawsze była pożądanym narzędziem, umożliwiającym człowiekowi zajrzenie w głąb siebie. Problemem było – i jest – raczej to, że człowiek nie potrafi w ciszy być. Postrzega ją jako zagrożenie i zwyczajnie jej się boi.
Elżbieta Wiater cytuje z kolei artykuł Marii Pleskaczyńskiej, która nawiązuje do rozważań Leszka Kołakowskiego: „Jak się wydaje, nie należy na nudę patrzeć jako na katastrofę czy nieszczęście, nie należy także jej bagatelizować ani podchodzić do niej nazbyt optymistycznie, należy natomiast spojrzeć na nią jako na punkt wyjścia do zmian, nowych decyzji, rozwiązań, relacji, czynów i postaw. Tak rozumiana nuda staje się momentem budzenia się ludzkiej sprawczości i odpowiedzialności”.
Tutaj spotykają się dawna mądrość duchowa i współczesne odkrycia psychologii. Nuda może być miejscem, w którym człowiek ucieka od siebie. Ale może też być miejscem, w którym do siebie wraca. Może prowadzić do zniechęcenia, ale może także otworzyć drogę do twórczości, refleksji i modlitwy.
Życie potrzebuje działania, wysiłku, zaangażowania. Ale potrzebuje także ciszy. Tak jak muzyka potrzebuje pauzy, a słowa – przestrzeni między zdaniami. Może więc nie każda nuda jest przeciwnikiem, którego trzeba pokonać. Może czasem jest gościem, którego warto przyjąć. Bo przychodzi nie po to, żeby zabrać nam czas, ale żeby pomóc nam go odzyskać.
I może istnieje taka nuda, która nie jest pustką, ale spotkaniem. Nie ucieczką od życia, ale powrotem do tego, co najważniejsze. Cudna nuda.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











