Parafia nie jest dla siebie

Być może problemem współczesnej parafii jest to, że jest jej za dużo dla niej samej. Za dużo troski o własne zwyczaje, własne grupy, własne pomysły, własne problemy. Za mało pytania o tych, którzy są poza.
Czyta się kilka minut
fot. C&A/Adobe Stock
fot. C&A/Adobe Stock

Co właściwie dzieje się w parafii? Ludzie przychodzą na mszę. Ktoś zamawia intencję, ktoś załatwia sprawę w biurze parafialnym (kancelarii), dzieci mają katechezę, ministranci zbiórkę, a grupa modlitewna spotkanie. W grudniu są roraty, w maju nabożeństwa, w czerwcu procesje. Wszystko ma swój czas, swoje miejsce i swoich ludzi.

I właśnie dlatego można przeoczyć pytanie najważniejsze: dla kogo właściwie jest parafia?

Nie jest to pytanie retoryczne. Od odpowiedzi zależy bardzo wiele. Można bowiem zbudować parafię, która będzie sprawnie funkcjonować, a jednak coraz mniej będzie miała do powiedzenia ludziom żyjącym wokół niej. Można mieć pełny kalendarz wydarzeń, wiele grup i pięknie odnowiony kościół, a jednocześnie nie zauważyć człowieka, który mieszka dwie ulice dalej i od lat nie przekroczył progu kościoła.

Papież Franciszek już w Evangelii gaudium przestrzegał przed Kościołem zamkniętym w sobie. Parafię widział zupełnie inaczej: jest „formą obecności Kościoła na terytorium, jest środowiskiem słuchania Słowa, wzrostu życia chrześcijańskiego, dialogu, przepowiadania, ofiarnej miłości, adoracji i celebracji; (...) jest wspólnotą wspólnot, jest sanktuarium, gdzie spragnieni przychodzą i piją, by dalej kroczyć drogą, jest centrum stałego misyjnego posyłania” – pisał w n. 28.

To jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy, jakie można dziś powiedzieć o parafii. Jej miarą nie jest tylko to, ilu ludzi gromadzi, ale także to, do ilu ludzi potrafi dotrzeć.

Leon XIV tę intuicję podejmuje. Mówi o parafiach gościnnych i misyjnych. Przypomina, że parafia ma swoją konkretną ziemię, swoją ulicę, osiedle, szkołę, rodziny, ludzi starszych i młodych. Ma więc także konkretną misję. Nie gdzieś daleko. Tutaj.

To „tutaj” jest bardzo ważne. Misja zaczyna się nie na drugim końcu świata, ale za drzwiami kościoła i plebanii. W mieszkaniu samotnej starszej osoby. Przy stole rodziny, która właśnie się rozpada. Wśród młodych, którzy nie potrafią znaleźć swojego miejsca. W domu człowieka niewierzącego, który być może nigdy nie przyjdzie do kościoła, ale którego można spotkać na ulicy. W szpitalu, hospicjum, szkole, na klatce schodowej. Czasem misją jest rozmowa. Czasem pomoc. Czasem przebaczenie. Czasem zwyczajna obecność.

Dlatego parafia misyjna nie musi być parafią, w której ciągle coś się dzieje. Może być parafią, w której ktoś naprawdę kogoś zna. Wie, że pani z trzeciego piętra od kilku miesięcy nie wychodzi z domu. Zauważa chłopaka, który przestał przychodzić. Pamięta o rodzinie, której zabrakło pieniędzy. Umie zapytać: „Co u ciebie?”, i nie ucieka od odpowiedzi.

To zresztą ciekawe, że właśnie słowo „wspólnota” tak często pojawia się dzisiaj w rozmowie o parafii. Wspólnota nie jest przecież grupą ludzi, którzy mają wspólny kalendarz. Jest grupą ludzi, którzy są za siebie odpowiedzialni. A odpowiedzialność zawsze wychodzi poza własne granice.

Może więc największym problemem parafii nie jest dziś to, że jest jej za mało. Być może czasem jest jej za dużo – ale przede wszystkim dla niej samej. Za dużo troski o własne zwyczaje, własne grupy, własne pomysły, własne problemy. Za mało pytania o tych, którzy są poza.

A przecież Eucharystia, wokół której gromadzi się parafia, nie pozwala nam zatrzymać się na samych sobie. Kościół zbiera nas razem po to, żeby nas posłać. Bóg nie gromadzi nas przy ołtarzu dla samego gromadzenia. Posyła nas z powrotem do świata.

Także dlatego warto spojrzeć na parafię przez doświadczenie wojny. Wtedy szczególnie wyraźnie widać, czym jest Kościół, kiedy wszystko inne przestaje działać. Nie liczy się kalendarz wydarzeń ani piękno struktur. Liczy się obecność. Ktoś otworzy drzwi. Ktoś nakarmi. Ktoś pochowa zmarłego. Ktoś pocieszy. Ktoś zostanie, kiedy inni muszą uciekać.

Może właśnie tego najbardziej potrzebujemy dzisiaj: nie kolejnej definicji parafii, lecz przypomnienia, dla kogo ona jest. Nie dla siebie. Dla człowieka. Dla świata. Dla Ewangelii.

I dlatego parafia, która naprawdę jest wspólnotą misyjną, nie pyta przede wszystkim: „Jak przyciągnąć ludzi do nas?”. Pyta raczej: „Kogo dzisiaj Jezus chce przez nas odnaleźć?”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Parafia nie dla siebie