Potrzebujemy wiedzieć, dokąd iść, a jeszcze bardziej – dokąd warto iść

Szkoła powinna nie tylko przekazywać wiedzę, ale także uczyć, jak dobrze żyć. I właśnie w obszarze pytań o sens, kierunek, wartości przychodzi z pomocą lekcja religii (bądź etyki).
Czyta się kilka minut
fot. Trifonov Evgeniy/Getty Images
fot. Trifonov Evgeniy/Getty Images

Każda epoka ma swoje słowa, którymi próbuje opisać dobre wychowanie. Dzisiaj często mówimy o dobrostanie, relacjach, rozwoju, zdrowiu psychicznym, kompetencjach społecznych czy krytycznym myśleniu. To ważne rzeczy. Ale wszystkie prowadzą do pytania bardziej podstawowego: co właściwie znaczy dobrze przygotować człowieka do życia?

Nie chodzi przecież tylko o to, żeby wiedział więcej i sprawniej poruszał się po świecie. Człowiek może mieć dostęp do niemal nieograniczonej ilości informacji, a jednocześnie nie wiedzieć, komu zaufać. Może znać kolejne narzędzia, a nie wiedzieć, co zrobić z własnym lękiem. Może być w stałym kontakcie z innymi i doświadczać głębokiej samotności. W pewnym momencie pojawiają się pytania, których nie da się wyszukać w internecie: kim jestem, po co żyję, co jest dobre, komu jestem potrzebny.

I właśnie w tym miejscu warto spojrzeć na szkołę inaczej. Nie tylko jak na miejsce zdobywania wiedzy, ale jak na jedną z przestrzeni, w których człowiek uczy się być człowiekiem. Spotyka tam nie tylko nauczycieli przedmiotów, ale także dorosłych, którzy swoją obecnością mogą coś w nim umocnić albo coś osłabić. Dlatego tak wiele zależy od jakości relacji.

Dotyczy to również nauczyciela religii, który nie musi mieć gotowej odpowiedzi na każde pytanie ani próbować „naprawić” każdego młodego człowieka, który przychodzi z trudną historią. Czasem ważniejsze jest, żeby umiał zostać przy pytaniu ucznia. Usłyszeć to, czego ten nie potrafi jeszcze powiedzieć wprost. Towarzyszyć bez zawłaszczania jego historii. Wskazywać drogę, nie idąc za niego.

To wymaga także pracy nad sobą. Trudno towarzyszyć młodemu człowiekowi, jeśli samemu nie zna się własnych granic, lęków i słabości. Dlatego rozwój katechety nie jest sprawą drugorzędną. Jego dojrzałość, życie duchowe i zdolność do słuchania są częścią tego, co wnosi do szkoły.

W tym sensie lekcja religii nie musi konkurować z tym, czym żyje współczesna edukacja. Jej obecność w szkolnych murach może przypomnieć, że za każdym wychowawczym programem, metodą i kompetencją stoi konkretny człowiek. I że człowiek potrzebuje nie tylko narzędzi, ale także sensu, nie tylko wolności, ale również odpowiedzialności, nie tylko rozwoju, ale także relacji.

Chrześcijaństwo ma własny język, którym o tym mówi. Nie jest to jednak język zamknięty w kościelnych murach. Miłość bliźniego, przebaczenie, odpowiedzialność, troska o słabszego, gotowość do służby czy zdolność do dialogu są przecież sposobami budowania wspólnego świata. Wiara nie odrywa człowieka od rzeczywistości. Przeciwnie – pyta, jak tę rzeczywistość urządzać, aby człowiek nie stał się w niej samotny i niewidzialny.

To prowadzi także do pytania o miasto, o którym mówi Leon XIV, przywołując św. Augustyna. Miasto nie jest tylko zbiorem ulic, budynków i instytucji. Jest tym, co razem z innymi zrobiliśmy z przestrzenią, którą otrzymaliśmy. Jest więc darem, ale również zadaniem. Możemy budować miejsca, które sprzyjają spotkaniu, albo takie, w których łatwiej żyć obok siebie niż ze sobą. Możemy tworzyć instytucje, które uczą odpowiedzialności za wspólne dobro, albo takie, które utwierdzają nas w przekonaniu, że liczy się przede wszystkim własny interes.

Szkoła jest częścią tego miasta. Katecheta również. A młody człowiek, który siedzi w szkolnej ławce, jest jednocześnie przyszłym mieszkańcem i obywatelem naszego wspólnego świata. To, czego nauczy się o sobie, o drugim człowieku i o odpowiedzialności za wspólnotę, kiedyś przyniesie ze sobą na ulice tego miasta.

Dlatego warto pytać nie tylko, czego uczymy, ale również do czego to wszystko ma prowadzić. Wiedza bez mądrości może nie wystarczyć. Wolność bez odpowiedzialności może stać się obojętnością. Rozwój bez relacji może prowadzić do samotności. A miasto bez troski o człowieka może stać się tylko sprawnie działającą machiną administracyjno-usługową.

Potrzebujemy więc ludzi, którzy potrafią towarzyszyć, wspólnot, które potrafią przyjąć, i instytucji, które pamiętają, komu mają służyć. Potrzebujemy także kompasu. Nie po to, żeby zwolnił nas z odpowiedzialności za wybór drogi, ale żeby pomógł nam rozpoznać jej kierunek.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2026

W druku ukazał się pod tytułem: W jakim kierunku warto iść