Strategia zamiast emocji

Czy kapitał, jaki Polska zgromadziła swoją pomocą dla zaatakowanej Ukrainy, ostatecznie przepada, czy też jest jeszcze szansa na dobre stosunki między Warszawą a Kijowem, oparte jednak na innych niż dotychczas zasadach?
Czyta się kilka minut
W Międzynarodowej Konferencji ds. Odbudowy Ukrainy, która odbyła się w Gdańsku, ostatecznie nie wziął udziału ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski, co dodatkowo dolało oliwy do ognia. Gdańsk, 23 czerwca 2026 r. | Fot. Wojciech Stróżyk/Reporter/East News
W Międzynarodowej Konferencji ds. Odbudowy Ukrainy, która odbyła się w Gdańsku, ostatecznie nie wziął udziału ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski, co dodatkowo dolało oliwy do ognia. Gdańsk, 23 czerwca 2026 r. | Fot. Wojciech Stróżyk/Reporter/East News

Burza w stosunkach polsko-ukraińskich nie milknie. W reakcji na odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu orderu Orła Białego, swoje odznaczenia odesłali prezydenci Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko, co z kolei wywołało podobną reakcję ze strony polskich polityków.

Potem oliwy do ognia dolała decyzja prezydenta Zełenskiego o odwołaniu wizyty na Międzynarodowej Konferencji ds. Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. „Nieobecność Zełenskiego na konferencji w Gdańsku to arogancki krok otwierający pole do dalszej eskalacji w relacjach UA – PL” – napisał na platformie X ukraiński polityk Ołeksij Gonczarenko. Zdaniem byłego ambasadora Polski na Ukrainie, Jana Piekło, w ten sposób strona ukraińska po raz kolejny zademonstrowała swój lekceważący stosunek do Warszawy. Internet huczy od wzajemnych polsko-ukraińskich oskarżeń, z których część jest rosyjskiego autorstwa.

Czy to znaczy, że ostatecznie przepada kapitał, jaki Polska zgromadziła swoją bezprzykładną pomocą w 2022 roku, czy też jest jeszcze szansa na dobre stosunki między Warszawą a Kijowem, oparte jednak na innych niż dotychczas zasadach?

Koniec marzeń?

Na razie jasne jest jedno: powrotu do „miodowego miesiąca” AD 2022 nie będzie. Z różnych powodów, w tym niewielkiego obecnie znaczenia Polski na arenie międzynarodowej i stawiania przez Kijów na Berlin. Najwyraźniej błędem było założenie, że jeżeli Polacy bez żadnych warunków rzucą się na pomoc, oddając własne uzbrojenie, przekonując do wsparcia Kijowa europejskich partnerów i przyjmując do swoich domów ok. 2 milionów ukraińskich uchodźców, to zyskają dozgonną wdzięczność.

Też uważałam, że na powrót do kwestii wołyńskiej zbrodni będzie miejsce po wojnie. Tymczasem okazuje się, że właśnie wtedy, gdy Warszawa miała w ręku mocne karty, trzeba było twardo domagać się ekshumacji ofiar i przywrócenia pamięci bestialsko zamordowanych Polaków. Teraz jest to dużo trudniejsze. Ukraińska elita przyjęła bowiem pozycję „przedmurza cywilizacji”, chroniącego Zachód przed rosyjską barbarią, skromnie przemilczając, iż Ukraińcy walczą przede wszystkim o własny kraj.

Oklaskiwany na międzynarodowych salonach Wołodymyr Zełenski uznał, że bezwarunkowa pomoc w każdej dziedzinie po prostu Kijowowi się należy. Stąd obraza i publiczne zbesztanie w 2023 roku prezydenta Andrzeja Dudy za wstrzymanie na granicy ukraińskiego zboża, gdy okazało się, że zamiast płynąć tranzytem na światowe rynki, ziarno zostawało w naszym kraju, uderzając w rodzimych producentów. To był pierwszy kubeł zimnej wody, dowód, że stosunki między obu krajami powinny opierać się raczej na bilansie interesów niż romantycznych legendach o wspólnej przeszłości w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Te kwestie mogą być istotne dla Polaków, dla Ukraińców nie mają większego znaczenia.

Brak porozumienia w sprawie wspólnej historii, w tym jej tragicznych kart, zaowocował kultem UPA. Decyzja ukraińskiego przywódcy dowiodła, że wbrew temu, co niejednokrotnie usiłowali wmówić politycy obu stron, historii nie można zostawiać specjalistom. Nazwa „Bohaterów UPA” została nadana kilka tygodni po bardzo udanej polsko-ukraińskiej konferencji naukowej poświęconej m.in. rzezi wołyńskiej. Politycy historyków nie słuchają, a tymczasem – jak zauważa były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski – „chociaż jest ważne, aby Ukraina była dla nas państwem przyjaznym, nie można się godzić, żeby Kijów budował swój mit założycielski na Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Tyle, że zamiast reagować emocjonalnie, Warszawa powinna wyciągnąć wnioski z dotychczasowych błędów i opracować strategię przyszłych stosunków, być może już z innymi ukraińskimi władzami. „Jak długo trwa wojna, Zełenski jest nie do zastąpienia, ale to nie zwalnia nas z szukania na Ukrainie ludzi, którzy będą chcieli budować strategiczne stosunki z Polską” – zauważa Dębski. Problem w tym, że w Kijowie zdecydowanie łatwiej spotkać przedstawicielstwa fundacji niemieckich, francuskich czy amerykańskich niż polskich.

Co łączy, a co dzieli?

Z polskim ekspertem zgadza się amerykański politolog, prof. Andrew Michta. Jego zdaniem, opracowując swoją strategię, Warszawa musi jasno określić, na czym jej w stosunkach z Kijowem zależy, a czego chce unikać. Prawdziwe partnerstwo budowane jest bowiem nie tylko na zagrożeniach, ale także na interesach. Zagrożenie jest wspólne: Rosja. Z kolei interesy obu państw w wielu wypadkach będą rozbieżne i chodzi nie tylko, a być może nawet nie przede wszystkim, o historię.

Najlepszym przykładem jest rolnictwo. Wystarczy porównać potencjały obu państw: Ukraina ma gigantyczne agro-holdingi, liczące do 500 tys. hektarów, największe polskie gospodarstwa to 20 tys. hektarów. W dodatku połowę ukraińskiej powierzchni zajmują czarnoziemy, których Polska ma raptem 2 proc. O niebezpieczeństwie, jakie stanowi ta dysproporcja dla naszych rolników, mówił na wspomnianej na początku gdańskiej konferencji przedstawiciel polskiego rządu, przyznając, że stwarza to ryzyko poważnego konfliktu interesów. Czyli jest to kolejna sprawa wymagająca od Warszawy przygotowania odpowiedniej strategii, zwłaszcza w kontekście zapowiadanego rozszerzenia Unii Europejskiej.

Zresztą strategii nie tylko w kontaktach z Kijowem. Należy bowiem za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której państwa zachodnie (Niemcy? Francja?) zrzucą na Polskę odium głównego hamulcowego wchodzenia Ukrainy do UE. To mogłoby skuteczniej skłócić oba kraje niż sprawa Wołynia.

Last but not least, w Polsce mieszka ok. milion Ukraińców. Zdecydowana większość z nich ciężko pracuje, płaci podatki, jednym słowem są to pożądani obywatele. Wielu z nich po wojnie przypuszczalnie zostanie. Niestety dotąd brakuje konkretnej polityki państwa wobec tych ludzi. Jeżeli mają zostać w Polsce, to jako kto? Wieczni rezydenci? Przyszli obywatele? Czy i w jaki sposób mogą pomóc w kontaktach Polski z Ukrainą?

***

Redakcja poprosiła mnie o opinię, jak w przyszłości mogą wyglądać polsko-ukraińskie relacje. Nie wiem, jednak w dużej mierze będzie to zależało od strategicznego myślenia polskich elit. Tymczasem obecny kryzys pokazał, że nasze władze w większości wypadków nie tworzą własnych koncepcji, tylko reagują na kolejne wydarzenia. W tej chwili Warszawa już powinna tworzyć koncepcję kształtowania stosunków z ukraińskim sąsiadem po wojnie. Przy czym akurat w tej sprawie rządzący i opozycja powinni mówić jednym głosem. Niestety polscy politycy wydają się być nastawieni raczej na najbliższe wybory niż strategiczne planowanie.

Maria Przełomiec

Specjalizuje się w tematyce związanej z państwami byłego ZSRR; w latach 1990–2006 była korespondentem Sekcji Polskiej BBC, a w latach 2007–2023 prowadziła na antenie TVP Info program Studio Wschód; dziś publicystka „Gościa Niedzielnego”

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2026