W czerwcu ukazał się raport Internet dzieci 2026, którego jest Pani współtwórczynią. Płynie z niego wiele niepokojących wniosków. Pierwsze stwierdzenie, które mi się nasuwa, to takie, że algorytmy mają nad nami władzę.
– Możemy powiedzieć, że algorytmy mają nad nami władzę, bo sprawują kontrolę nad doświadczeniami użytkowników w mediach społecznościowych i na innych platformach internetowych. Każdą z nich zarządza mechanizm algorytmiczny, który decyduje o tym, jakie treści zostaną wyświetlone konkretnemu odbiorcy. Liczba publikowanych materiałów jest ogromna, nawet gdyby użytkownik obserwował jedynie kilkanaście bardzo aktywnych kont, regularnie pojawiające się posty mogłyby z czasem wywołać poczucie przytłoczenia. Z jednej strony algorytmy mają więc ograniczać nadmiar treści i ułatwiać ich selekcję, z drugiej jednak ich podstawowym zadaniem jest dopasowywanie przekazów reklamowych do użytkowników. W rezultacie to właśnie mechanizmy algorytmiczne w dużej mierze decydują o tym, jakie treści ostatecznie widzimy. Problem dotyczący dzieci polega na tym, że zgodnie z regulaminami większości platform społecznościowych ich użytkownikami powinny być osoby, które ukończyły 13. rok życia. W praktyce jednak wiadomo, co potwierdzają również nasze badania, że z serwisów tych korzystają także młodsze dzieci. Algorytmy przy wyświetlaniu treści nie uwzględniają przy tym rzeczywistego wieku użytkowników, ponieważ nie są skonfigurowane w sposób pozwalający odróżnić trzynastolatka posiadającego konto zgodnie z regulaminem od siedmiolatka, który podczas rejestracji podał nieprawdziwy wiek i zadeklarował pełnoletność. Oznacza to, że dzieciom mogą być wyświetlane treści nieodpowiednie dla ich rzeczywistego wieku. Co więcej, nieodpowiednie treści są też serwowane starszym dzieciom deklarującym swój prawdziwy wiek. Obecnie platformy wprowadzają rozwiązania mające na celu wykrywanie i usuwanie nietypowych kont, jeśli aktywność użytkownika sugeruje, że może on być młodszy niż dopuszczalny wiek określony w regulaminie. Nasze badania pokazują jednak, że w porównaniu z ubiegłym rokiem odsetek młodszych dzieci korzystających z platform prawie się nie zmienił, co może wskazywać na nieskuteczność takiej weryfikacji. Należy również pamiętać, że weryfikacja wieku nie leży w interesie ekonomicznym samych platform. Ich celem jest bowiem pozyskanie jak największej liczby użytkowników oraz utrzymanie ich aktywności przez jak najdłuższy czas. Im więcej osób korzysta z platformy i im dłużej na niej przebywa, tym atrakcyjniejsza staje się ona dla reklamodawców.
Wokół algorytmów narosło wiele mitów, w które wierzymy, nie weryfikując rzeczywistości. Jakie są te, z którymi spotyka się Pani najczęściej?
– Głównym mitem jest ten o doskonałości sztucznej inteligencji, a co za tym idzie i algorytmów. Funkcjonuje przekonanie, że jest to rozwiązanie niemal idealne: że sztuczna inteligencja wie o nas wszystko, działa poza ludzką kontrolą i funkcjonuje w sposób całkowicie niezależny od człowieka. Działanie wielu systemów opartych na sztucznej inteligencji pozostaje dla użytkowników nieprzejrzyste, ponieważ platformy internetowe nie ujawniają szczegółowo zasad funkcjonowania swoich algorytmów ani czynników wpływających na rekomendowanie treści. Wynika to między innymi z powodów biznesowych, ale także z obawy, że pełne ujawnienie tych mechanizmów mogłoby prowadzić do nadużyć i zalewu platform spamem.
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest również ten mówiący o obiektywności i neutralności algorytmów. Skoro działają one na podstawie danych i obliczeń, wielu osobom wydaje się, że muszą być bezstronne. Często obdarzamy liczby i wyniki generowane przez algorytmy zbyt dużym zaufaniem. Obserwuję to choćby w pracy ze studentami. Kiedy proszę ich, aby samodzielnie ustalili kolejność prezentacji grup podczas zajęć, zwykle prowadzi to do długich dyskusji i sporów. Natomiast gdy uruchamiam generator liczb losowych, przypisuję każdej grupie numer i pozwalam systemowi ustalić kolejność, dyskusja praktycznie znika. Decyzja algorytmu jest postrzegana jako bardziej obiektywna i sprawiedliwa.
Istnieje też przekonanie, że użytkownicy mogą w pełni kontrolować to, co widzą w internecie. Wiele osób uważa, że jeśli będą oglądać określone treści i podejmować konkretne działania, algorytm będzie wyświetlał wyłącznie materiały zgodne z ich zainteresowaniami. W rzeczywistości nie jest to takie proste. Na to, jakie treści trafiają do użytkowników, wpływają nie tylko ich zachowania, lecz także cele biznesowe platform, zasady działania systemów rekomendacji oraz decyzje podejmowane przez właścicieli serwisów. Dlatego użytkownik nie ma pełnej kontroli nad tym, co pojawia się w jego internetowym otoczeniu.
Kolejnym mitem jest przekonanie, że platformy nie ponoszą odpowiedzialności za publikowane treści. Przez długi czas było to wygodne stanowisko, zakładano, że skoro treści tworzą użytkownicy, to oni ponoszą za nie pełną odpowiedzialność. Obecnie jednak toczy się coraz bardziej intensywna dyskusja prawna, między innymi dotycząca fałszywych reklam i pytania, kto odpowiada za ich emisję: platforma czy reklamodawca. W różnych systemach prawnych zapadały już odmienne rozstrzygnięcia, co pokazuje, że nie wykształciła się jeszcze jednolita linia orzecznicza w tej kwestii.
Wreszcie warto obalić mit, że platformy nie są w stanie rozpoznać, czy użytkownik jest dzieckiem. W rzeczywistości wykorzystują one różne zaawansowane mechanizmy analizy danych, które pozwalają szacować wiek użytkowników. W sytuacjach, gdy prawo nakłada obowiązek ograniczenia dostępu osób niepełnoletnich, platformy stosują te narzędzia również do identyfikowania i usuwania młodszych użytkowników.
Długo funkcjonował również mit, że jeśli dzieci doświadczają negatywnych skutków korzystania z internetu, odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim na rodzinie. Jednak kolejne postępowania sądowe w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej podważają to uproszczenie. Z zeznań sygnalistów, czyli osób pracujących wewnątrz tych firm i występujących jako świadkowie w procesach, wynika, że algorytmy były projektowane w sposób, który mógł sprzyjać uzależnianiu użytkowników, w tym dzieci, oraz wykorzystywaniu ich szczególnej podatności rozwojowej. Okres dorastania to czas szczególnej wrażliwości neurobiologicznej. Mózg nastolatka charakteryzuje się silną podatnością na bodźce emocjonalne przy jednocześnie słabiej rozwiniętych mechanizmach kontroli impulsów. Te funkcje dojrzewają stopniowo i osiągają pełną stabilność dopiero około 18–25 roku życia. Z tego powodu w wielu obszarach życia wprowadzono ograniczenia wiekowe, na przykład dotyczące alkoholu czy papierosów, właśnie dlatego, że młodzież jest bardziej narażona na szybkie uzależnienie się. Podobny mechanizm może dotyczyć platform cyfrowych. Wykorzystują one rozwiązania, które oddziałują na te same mechanizmy neuropsychologiczne, co substancje uzależniające, zwiększając zaangażowanie i czas spędzany w serwisie. Dlatego też coraz częściej w różnych krajach pojawiają się postulaty podniesienia minimalnego wieku korzystania z platform społecznościowych oraz wzmocnienia regulacji w tym zakresie.
Czy w rzeczywistości funkcjonowania internetu można mówić o tym, że telefon dziecka i dorosłego pokazuje dwa zupełnie różne światy?
– W pewnym sensie tak. Pokazaliśmy to również w naszym innym raporcie Social Media 2026, który opublikowaliśmy 17 czerwca. Z analizy wynika, że różne grupy wiekowe korzystają z różnych platform społecznościowych. Można powiedzieć, że tak jak każde pokolenie ma swoje doświadczenia medialne, tak też każde pokolenie ma swoje dominujące platformy. W medioznawstwie określamy to mianem wzorów konsumpcji mediów lub repertuaru medialnego, czyli indywidualnego zestawu mediów, z których korzysta dana osoba. Jednocześnie widoczne są także wyraźne różnice pokoleniowe. Na przykład najmłodsi użytkownicy, podobnie jak studenci, z którymi mam kontakt, najczęściej korzystają z TikToka. Z kolei osoby w wieku 35–44 lata oraz 45–54 lata częściej wybierają Facebooka. Wynika to np. z tego, że była to pierwsza platforma, z którą miały kontakt, podczas gdy dla młodszych użytkowników Facebook bywa już postrzegany jako mało atrakcyjny lub wręcz „obowiązkowy”, na przykład ze względu na obecność uczelni czy instytucji.
Różnice dotyczą nie tylko samych platform, ale również rodzaju treści i sposobu ich odbioru. W przypadku telewizji rodzice mieli relatywnie większą kontrolę nad tym, co oglądają dzieci, mogli obserwować treści, rozmawiać o nich i reagować, jeśli uznawali je za nieodpowiednie. Dziś, przy ogromnej ilości treści w internecie i działaniu algorytmów, pojawia się pytanie, czy rodzice wciąż są w stanie rozumieć i kontrolować świat medialny swoich dzieci. Czy możliwe jest, że te światy się tak bardzo rozchodzą? W pewnym stopniu podobne zjawiska występowały już wcześniej. W przypadku telewizji świadomi rodzice również kontrolowali dostęp dzieci do treści, np. ograniczając oglądanie do określonych godzin czy programów. W moim własnym doświadczeniu wynikało to z jasno ustalonych zasad domowych. Warto jednak zauważyć, że rodzice dzisiejszych nastolatków często mają obraz mediów społecznościowych sprzed kilkunastu lat, z czasów wczesnego Facebooka, który był znacznie bardziej uporządkowany i bezpieczny, a jego użytkownikami były głównie osoby wykształcone, studenci i środowiska akademickie. Tymczasem współczesne platformy uległy demokratyzacji, korzystają z nich bardzo zróżnicowane grupy użytkowników, co znacząco zmieniło charakter treści i sposób funkcjonowania całych ekosystemów medialnych.
Pierwsza encyklika Leona XIV porusza problematykę sztucznej inteligencji, a w wielu środowiskach toczy się obecnie dyskusja na temat warunków jej etycznego wykorzystania. Wciąż jednak zbyt rzadko zwraca się uwagę na fakt, że jedną z grup użytkowników tej technologii są dzieci, które ze względu na niewystarczająco rozwinięte kompetencje poznawcze nie zawsze są przygotowane do świadomego i krytycznego korzystania z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.
– Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, która dobrze obrazuje to, o czym Pani mówi. Na przystanku obok mnie stał około 12-letni chłopiec, który próbował rozwiązać działanie matematyczne w pamięci. Po dłuższym czasie bez powodzenia sięgnął po smartfon, uruchomił sztuczną inteligencję i zadał jej bardzo złożone pytanie dotyczące problemu. Sformułował je jednak w taki sposób, że nie uzyskał konkretnej odpowiedzi liczbowej. Pokazało to, że miał ograniczone kompetencje, zarówno w zakresie samodzielnego rozwiązywania zadań, jak i precyzyjnego formułowania pytań. To pokazuje, że zanim zaczniemy korzystać ze sztucznej inteligencji, konieczne jest opanowanie podstawowych umiejętności, podobnie jak w przypadku kalkulatora: najpierw trzeba znać tabliczkę mnożenia, a dopiero potem można korzystać z narzędzia wspomagającego. Innymi słowy, najpierw trzeba posiadać podstawową wiedzę, aby móc świadomie korzystać ze sztucznej inteligencji, na przykład oceniać, czy podpowiedzi systemu są poprawne. Nie uważam, że powinniśmy dzieciom zakazywać takich narzędzi. Ważniejsze jest uczenie świadomego i odpowiedzialnego korzystania z nich oraz rozumienia ich ograniczeń.
Pojawia się więc pytanie, czy ze strony dużych firm technologicznych istnieje realna wola ochrony dzieci ?
– Już teraz pojawiają się pierwsze procesy sądowe przeciwko firmom tworzącym chatboty, dotyczące narażania dzieci na szkodliwe treści. Pod presją tych wydarzeń oraz rosnącej presji regulacyjnej firmy technologiczne zaczynają wprowadzać rozwiązania ochronne. Przykładowo, wprowadzono mechanizmy weryfikacji wieku, niektóre systemy, takie jak Claude AI, mogą w określonych sytuacjach wymagać potwierdzenia tożsamości użytkownika, np. poprzez zdjęcie, nagranie wideo czy dokument tożsamości. Wydaje się, że obecnie do zmian prowadzi nie tyle wewnętrzna inicjatywa firm-twórców narzędzi, lecz rosnąca presja regulacyjna i legislacyjna oraz kolejne przegrane procesy, które pokazują, że obecne mechanizmy nie zapewniają wystarczającego poziomu bezpieczeństwa najmłodszych użytkowników. Coraz więcej państw wprowadza również minimalne progi wiekowe dla korzystania z platform, co dodatkowo wzmacnia tę presję. To właśnie regulacje mogą okazać się głównym czynnikiem wymuszającym zmiany, ponieważ działania podejmowane przez same platformy są ściśle związane z ich interesem biznesowym.
DR HAB. ANNA MIOTK
Dyrektorka ds. komunikacji w firmie Polskie Badania Internetu, nauczycielka akademicka na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW, autorka książek Świadomość algorytmiczna a ewolucja widowni, Badania w public relations, Skuteczne social media, Nowy PR, licznych publikacji w mediach branżowych oraz bloga www.annamiotk.pl
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















