Na początku roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą w Polsce przepisy unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Celem ustawy była poprawa bezpieczeństwa użytkowników sieci. Jak podaje strona rządowa, ustawa miała umożliwić sprawne blokowanie treści związanych z ściśle określonymi, poważnymi przestępstwami (np. handel ludźmi, wykorzystywanie seksualne dzieci, oszustwa finansowe), z możliwością złożenia sprzeciwu do sądu powszechnego, oraz zapewnić transparentne mechanizmy odwoławcze dla użytkowników, umożliwiające składanie skarg i przywracanie błędnie usuniętych materiałów. Dodatkowo poprawki Senatu zwiększały kontrolę sądową nad procedurą blokowania nielegalnych treści poprzez ograniczenie automatycznego nadawania rygoru natychmiastowej wykonalności decyzjom, wobec których wniesiono sprzeciw. Prezydent uznał jednak, że ustawa zbyt daleko ingeruje w wolność słowa w sieci, chociaż prawdopodobnie bronił w ten sposób również interesów amerykańskich sojuszników PiS. Chwilę po wecie Nawrockiego pochwalił Elon Musk, właściciel platformy X oraz m.in. Tesli.
Kompromisowe rozwiązanie
Pojawił się jednak pomysł, który być może poprawi ochronę nieletnich w internecie w inny sposób. W połowie stycznia poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych poinformował o poselskiej inicjatywie, która mogłaby znaleźć szersze poparcie – także w ławach opozycji, jak i w Pałacu Prezydenckim. Na posiedzeniu klubu KO zaproponował, żeby Polska wzorem Australii wprowadziła zakaz użytkowania mediów społecznościowych przez osoby poniżej 15. roku życia. Granica 15 lat ma być kompromisem między ochroną dzieci przed platformami tworzonymi z myślą o dorosłych użytkownikach a potrzebą młodzieży do kontaktu z rówieśnikami czy chęcią dostępu do informacji. Aktualnie część platform wymaga ukończenia 13. roku życia, co wynika z ustawy o ochronie danych osobowych. Dotyczy to także popularnych komunikatorów, takich jak WhatsApp czy Signal. Problem w tym, że nie weryfikują one wieku, tylko wymagają złożenia deklaracji. Właściwie nie mają one nawet narzędzi prawnych do weryfikacji wieku użytkowników.
Projektowana ustawa ma więc wprowadzić mechanizmy weryfikacji oraz rozliczanie platform cyfrowych z niedopuszczania użytkowników przed ukończeniem 15. roku życia. Zawarta będzie również sankcja, którą poniosą usługodawcy niewywiązujący się ze swoich obowiązków. Zniesiona zostanie deklaracja jednym kliknięciem, którą część użytkowników zapewne robi automatycznie i nawet nie zdaje sobie sprawy, że właśnie skłamała. Zostanie utworzony mechanizm uwierzytelniający, który zapewni weryfikację wieku bez nadmiernej ingerencji w prywatność osoby. Zmiany te nie będą również odcinać nastolatków od internetu, a jedynie uniemożliwiać im korzystanie z potencjalnie groźnych narzędzi cyfrowych, które udostępniają treści przeznaczone dla dorosłych.
Projekt będzie dopiero wstępem do szerszej debaty na temat rozwiązań chroniących małoletnich i weryfikujących działania platform. Dzięki formie inicjatywy poselskiej być może zdobędzie większe poparcie niż ustawa wdrażająca unijny DSA.
Sojusznicy i przeciwnicy
Niewątpliwie projekt ten zdobędzie poparcie wśród nauczycieli. W ankiecie „Głosu Nauczycielskiego”, w którym wzięło udział ponad 600 respondentów, inicjatywę poparło aż 89 proc. głosujących, a sprzeciw wyraziło zaledwie 7 proc. Zakaz popiera również Akcja Uczniowska, która zaleca także przeprowadzenie akcji informacyjnej, by młodzież nie odczuwała tych zmian jako ataku starszych na ich swobodę kształtowania relacji, lecz jako sposób ich ochrony. Problem w tym, że sceptycyzm wstępnie wyraził wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, a to jego resort będzie kluczowy w stworzeniu i egzekwowaniu przepisów.
Gawkowski zdaje sobie sprawę, że skuteczne wdrożenie takich mechanizmów będzie trudne, a co gorsza, może narazić państwo na spory prawne z bardzo silnymi platformami cyfrowymi. Najczęściej zresztą amerykańskimi, tymczasem Waszyngton to kluczowy sojusznik Warszawy, a ostatnimi czasy bardzo wzrosła jego asertywność w polityce zagranicznej. Pod hasłem „America first” administracja Donalda Trumpa twardo broni interesów korporacji znad Potomaku, więc można sobie wyobrazić, że także takie kompromisowe przepisy zacznie na różne sposoby podważać. Chociażby ustami ambasadora Thomasa Rose’a, który już ma na koncie bardzo kontrowersyjne słowa pod adresem marszałka Włodzimierza Czarzastego.
Czas niewinności (się skończył)
Platformy społecznościowe odcisnęły ogromne piętno na współczesnych relacjach międzyludzkich. Z jednej strony miały pozytywny charakter, znacząco zwiększając możliwości kontaktowania się ze znajomymi, z którymi nie ma się kontaktów na co dzień – bo na przykład mieszkają w innym mieście lub kraju. Poza tym u swoich niewinnych początków, gdy jeszcze nie monetyzowały uwagi użytkowników agresywnym marketingiem i promocją treści wątpliwej jakości, stały się hubem informacyjnym, dając też możliwość docierania do odbiorców wielu niszowym redakcjom. Bardzo widoczny rozwój tzw. pism idei w Polsce (media Klubu Jagiellońskiego, „Nowa Konfederacja”, „Nowy Obywatel”, „Kontakt” czy „Krytyka Polityczna”) mógł się wydarzyć m.in. dzięki popularyzacji nad Wisłą Facebooka i Twittera, które w tamtych czasach nie ograniczały widoczności postów niesponsorowanych.
Z drugiej jednak strony, media społecznościowe zamieniły się w platformy, dostarczając całą gamę różnych form komunikacji, a nawet narzędzi do działalności gospodarczej. W ten sposób stały się wszechobecne, przykuwając do ekranów telefonów na długie godziny. Umożliwił im to dynamiczny rozwój smartfonów, które przestały być telefonami, ale stały się konsolami zarządzania całym dniem, oraz sieci 5G, dzięki której zasięg telefoniczny i dostęp do sieci szerokopasmowej pokrywają już niemal całe państwa rozwinięte. Po okresie niewinności zaczęły bardzo agresywnie wykorzystywać fakt zgromadzenia łącznie już kilku miliardów użytkowników (Data Reportal szacuje nawet na ok. 5,7 miliardów, ale wiele osób posiada więcej niż jedno konto). Obecnie na ścianie Facebooka dominują reklamy wyszukiwanych wcześniej przez użytkownika produktów oraz treści promowane za pieniądze.
Patologie to mniejszość problemu
Metody przykuwania uwagi stosowane przez platformy są bardzo groźne dla osób we wczesnej fazie adolescencji (od 11 do 15 roku życia). Jak wskazuje Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, osoby w tym wieku dopiero kształtują swoją tożsamość, a obecność w mediach społecznościowych może zakłócać ten proces. Obserwowanie wyidealizowanych obrazów innych może utrudniać budowanie realistycznego obrazu siebie. Poza tym młodzież trzeba chronić przed tzw. presją algorytmiczną, czyli stosowaniem takich rozwiązań, które zatrzymują przed ekranem i nakłaniają do dalszego przewijania. W ten sposób przyzwyczajają się do dążenia do szybkiej gratyfikacji, odciągając uwagę od działań długoterminowych i szukania satysfakcji w ambitniejszych zadaniach. W przyszłości może to skłaniać do uzależnień innego rodzaju, np. narkomanii czy pornografii, gdyż mózg człowieka staje się nastawiony na szybkie strzały dopaminy. Poza tym, jak wskazuje Fundacja, nadmierne korzystanie z krótkich, dynamicznych treści, takich jak rolki na Tik-Toku, powoduje trudność w utrzymaniu uwagi, obniża pamięć operacyjną i utrudnia skupienie się na zadaniach wymagających cierpliwości.
Oczywiście poza samą istotą współczesnych platform cyfrowych, pojawia się w nich mnóstwo patologii, takich jak nagminne stosowanie tzw. mowy nienawiści, werbalna przemoc rówieśnicza czy wyciąganie od małoletnich zdjęć wykorzystywanych przez szajki przestępców seksualnych. Jednak nawet skuteczna likwidacja patologii czy łamania prawa nie sprawi, że młodzi nastolatkowie będą całkowicie bezpieczni w social mediach, gdyż także obecne w nich zgodne z prawem praktyki, takie jak presja algorytmiczna, potrafią być groźne dla dorosłych, a co dopiero 12-letnich dzieci przed okresem dojrzewania.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













