Dostrzegł człowieka

Wszystko w tej historii rozpoczyna się od spojrzenia Zbawiciela. Jezus, przechodząc, ujrzał człowieka niewidomego od urodzenia. Zobaczył jego cierpienie, los, który ten dźwigał przez całe swoje życie, i nie pytając o nic – ani o jego pochodzenie, ani o jego wiarę – uzdrowił jego oczy.
Czyta się kilka minut
bp Damian Muskus OFM I il. Agnieszka Robakowska/PK
bp Damian Muskus OFM I il. Agnieszka Robakowska/PK

W zgiełku otaczających Jezusa ludzi to właśnie jego dostrzegł: człowieka, z którym nikt się nie liczył. Jeśli o niego pytano, to tylko w kontekście ciężaru, który niósł – w kontekście szukania przyczyn jego stanu w domniemanych grzechach jego samego lub jego rodziny. Nie tak Bóg patrzy na człowieka. W opisanej przez ewangelistę Jana scenie widzimy Jezusa, który po prostu dostrzega człowieka, który poważnie traktuje jego istnienie, jego bolączki i jego pragnienia.

Potrzeba bycia dostrzeżonym jest żywa w każdym człowieku, niezależnie od  czasów, w jakich żyje, od pochodzenia, statusu majątkowego czy miejsca zajmowanego w społeczeństwie. Dojmująco doświadczali jej wszyscy niewidomi, kalecy, sparaliżowani i trędowaci żyjący w czasach Jezusa. Jej niezaspokojenie pozostaje jednym z najważniejszych problemów również ludzi naszej epoki. Giniemy w tłumie. Giniemy pośród niezliczonych monologów prowadzonych przez ludzi, którzy potrafią mówić głośno, zakrzykiwać innych, tropić wokół zło i grzech, uzurpując sobie prawo do rozstrzygania, co jest dobre, a co złe. Potrzeba, by ktoś zobaczył w nas po prostu człowieka, by naprawdę nas dostrzegł, staje się ciężarem trudnym do uniesienia, gdy mimo wielu kontaktów, spotkań i uczestnictwa we wspólnocie nie odnajdujemy nikogo, kto powiedziałby: „widzę cię”. To jest jeden z korzeni epidemii samotności, o której dziś mówią niemal wszyscy: samotności w tłumie, skazania na ocenę, sąd i odrzucenie.

Anonimowy bohater tej perykopy był osądzany przez faryzeuszów, a wcześniej nawet przez uczniów Jezusa. Ci pierwsi przeprowadzili całe dochodzenie, kwestionując nawet tożsamość uzdrowionego człowieka, byle tylko dowieść swoich racji. Zastraszyli nawet rodziców niewidomego, a ostatecznie odrzucili go i wykluczyli. Dlaczego to zrobili? Bo nie pasował do ich wizji świata, Boga i religii. Był dla nich zagadką. Wyrzucili go jednak również z powodu Jezusa. Zakwestionowali człowieka i historię jego życia, ale przede wszystkim to, co uczynił dla niego Nauczyciel, a ostatecznie – zignorowali samego Jezusa.

Te same siły niestety wciąż w nas działają. Wciąż podajemy w wątpliwość działanie Boga w historiach ludzi, którzy nie odpowiadają naszym wyobrażeniom o tym, jak powinien wyglądać Kościół i w jaki sposób powinni oddawać Bogu chwałę ci, których postrzegamy jako grzeszników, niewidomych czy trędowatych współczesnego społeczeństwa i wspólnoty. Kto jednak w tej historii jest prawdziwie ślepy? Człowiek, którego Jezus uzdrowił, czy ci, którzy próbowali to podważyć? Kto naprawdę oddaje chwałę Bogu? Ten, który po odrzuceniu przez innych mówi: „wierzę, Panie!”, czy ci, którzy twierdzą, że widzą, a w rzeczywistości pozostają ślepi na działanie Boga w Kościele i świecie?

Patrzymy na ludzką biedę i pogubienie. Widzimy cierpienie, zło i grzech. Ale czy to znaczy, że dostrzegamy człowieka? Nie wiemy, jak działa Bóg w ludziach, których tak łatwo chcielibyśmy przekreślić i odrzucić. Nie wiemy, jakie doświadczenia i jaki ból kryją się za ich postępowaniem. Widzimy tylko to, co znajduje się na powierzchni. Dlaczego więc pozwalamy sobie na osąd i próbujemy wejść w rolę Boga, wydając sąd o wierze lub niewierze tych, których nie potrafimy nawet naprawdę dostrzec wokół siebie? Pozwólmy Bogu działać. Niech On leczy naszą ślepotę. Niech przywraca nam wiarę, która potrafi dostrzec Go w ludzkich historiach.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 11/2026