Bp Zadarko: czy zdradziliśmy nakaz miłości człowieka?

Świętość pojawia się w chwili, gdy jest konflikt, a wygrywa zgoda, kiedy w ogóle wygrywa wrażliwość na drugiego człowieka i na jego potrzeby, gdy przekraczam swój egoizm – z bp. Krzysztofem Zadarką rozmawia Malgorzata Bilska.
Czyta się kilka minut
Przed budynkiem sądu w Białymstoku, gdzie odbywała się rozprawa aktywistów niosących pomoc humanitarną cudzoziemcom, którzy przez granicę z Białorusią dostali się do Polski, 15 kwietnia 2025 r. | fot. Wojciech Wojtkielewicz/Polska Press/East News
Przed budynkiem sądu w Białymstoku, gdzie odbywała się rozprawa aktywistów niosących pomoc humanitarną cudzoziemcom, którzy przez granicę z Białorusią dostali się do Polski, 15 kwietnia 2025 r. | fot. Wojciech Wojtkielewicz/Polska Press/East News

Ksiądz Biskup jako nowy ordynariusz diecezji ma to samo zawołanie przy herbie biskupim, jak z okresu pełnienia posługi biskupa pomocniczego: „Amen Bogu na chwałę”. Wierzący różnie je interpretują, ale troska o chwałę Boga nie jest oczywista. Jak ją realizować?

– Przede wszystkim jest to poszukiwanie i akceptacja woli Bożej. Zwrot pochodzi z Drugiego Listu do Koryntian: „Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie «tak» i «nie». Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja i Sylwan, i Tymoteusz, nie był «tak» i «nie», lecz dokonało się w Nim «tak». Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są «tak» w Nim. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze «Amen» Bogu na chwałę”.

Paweł uczy nas, że wszystko wypełnia się w Jezusie Chrystusie. W Nim jest jedno wielkie „tak” dla Boga Ojca. Czyli każdy człowiek ma poznawać wolę Boga względem siebie i starać się coraz bardziej być na obraz Boga, bo tak zostaliśmy stworzeni. Jego obraz w nas jest. To nie my go konstruujemy, a poznanie to też akceptacja faktu i życie na chwałę Stwórcy. Na tym polega duszpasterstwo – uświadamiamy sobie bowiem, że nie jest żadną tajemnicą, że zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i żyjemy ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Paweł jest przykładem osoby, która zmaga się z „żywiołami świata” nieznającego objawionego Boga. Po nawróceniu idzie głosić Dobrą Nowinę do pogan. Tam następuje konfrontacja z różnymi wizjami sacrum, człowieczeństwa itd. W czasie misji forsuje radykalną nowość, jaką przyniósł wcielony Chrystus. Paweł wie, że jest to pod prąd dotychczasowej hierarchii wartości. I często będzie odrzucany. Ma za sobą pierwsze porażki apostolskie. Ale ma też pewność, że w Jezusie wszystko jest na „tak”, to najbardziej pozytywna wizja życia i świata! Wobec Boga Ojca Jezus jest człowiekiem takim, jak trzeba! Paweł spotykał ludzi, którzy byli gotowi wierzyć w Boga Ojca, jak w wielu innych bogów, ale to nie jest jeszcze chrześcijaństwo. Naszym zadaniem jest iść drogą akceptując, czyli mówiąc „tak” temu, co Chrystus objawił.

Znam ludzi, którzy wierzą w Boga, tzn. mają wiarę w istnienie. Jeśli chodzi o relację z Bogiem na wzór Jezusa – z tym jest już gorzej. A gdy spojrzeć na miłość do grzesznika, to tu bywa wręcz katastrofa…

– Co to znaczy żyć „Amen Bogu na chwałę”? Życiem na co dzień dawać świadectwo, mówić „tak” dla naśladowania tego, kim był Chrystus. To jest nie tylko „tak” dla przyjęcia daru zbawienia w wieczności. Ono się zaczyna dziś w postawie wobec Boga i człowieka. Dodam, że szukanie chwały Boga nie polega na cudach, tropieniu przejawów sacrum w świecie. Sacrum ukryło się w nas samych: w człowieku, w relacjach jakie tworzy z innymi. Klucz do chrześcijaństwa to słowo „miłość”. Bycie uczniem Chrystusa polega na ciągłym uczeniu się miłości do Boga i człowieka – tak powiedział Jezus. Kiedy uczniowie pytali Go o to, po czym ludzie z zewnątrz poznają, że są Jego uczniami, odpowiedział bardzo krótko i mocno: po tym, jak będziecie się wzajemnie miłować. To nowe przykazanie: „abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.

Paweł – jak Jezus – uczył kochać nie tylko „swoich”, ale i obcych. Minęło dwa tysiące lat. Ukazała się pierwsza encyklika Leona XIV, niby poświęcona sztucznej inteligencji, a jednak o miłości, tworzeniu relacji w czasach AI. Jest w niej dużo o niesprawiedliwości, dyskryminacji rasowej i płciowej, przemocy wobec innych, jest też o uchodźcach… „Jednym z decydujących sprawdzianów sprawiedliwości społecznej pozostaje dziś sytuacja migrantów, uchodźców i wszystkich tych, którzy zmuszeni są do przemieszczania się […]. Sposób, w jaki społeczeństwo ich traktuje, pokazuje, czy jego rozumienie sprawiedliwości opiera się na strachu czy też braterstwie” – napisał papież. To osoby „obdarzone godnością, zasobami i marzeniami, które mają prawo do bycia traktowanymi z szacunkiem i proszą o możność stania się czynną częścią społeczeństw, które je przyjmują”. Czy traktujemy migrantów „Bogu na chwałę”?

– Weszliśmy w epokę masowych migracji, a mimo to ciągle traktujemy obcokrajowców bardziej jak ciało obce, a więc nieznane, groźne, niebezpieczne, a więc ani na chwałę Boga ani na chwałę Kościoła, naszego kraju, kontynentu czy świata. Najlepiej, żeby sobie poszli, gdy tylko coś zarobią. Chwałą Boga jest emanacja miłości, również społecznej. Wielu nie chce dostrzec doczesnej chwały w tym, że ratują nasz rynek pracy, wnoszą poważny wkład w PKB, leczą nas, wygrywają z nami mecze etc. i w dobrej wierze chcą budować wspólną przyszłość. Za to sączy się podejrzliwość, nieufność, powściągliwość w budowaniu relacji. Czyż nie jest chwałą Boga to, że ktoś znalazł u nas schronienie uciekając przed wojną, śmiercią, prześladowaniem i głodem?

Uchodźcy są innych religii. Leon XIV pisze: „W odrzucaniu logiki przemocy rozstrzygającą rolę odgrywa dialog między religiami, ponieważ w centrum wielkich dróg duchowych znajduje się orędzie pokoju. Kto posługuje się imieniem Boga, aby usprawiedliwiać terroryzm, przemoc albo wojnę, ten zdradza Jego oblicze: walczyć w imię religii znaczy w rzeczywistości uderzać w samą religię”. Sztuczna inteligencja może służyć dobru, może – pogardzie. To nie jest straszenie AI, papież widzi w niej wyzwanie. Głównie dla miłości bliźniego…

– To jest bardzo realistyczny opis ery „tu i teraz” z nowym technologicznym „cudem”. Istnieje realna groźba, że wyznawcy religii mogliby sięgnąć po możliwości AI w szerzeniu swoich idei i poglądów. Orędzia pokoju ostatnich papieży, zwłaszcza Franciszka i Leona, są wołaniem na puszczy, wojny się mnożą, kolejne są zapowiadane, wyścig trwa. AI zamiast kreować scenariusze pokoju, służy do przechytrzenia tego drugiego, wroga, nieprzyjaciela, obcego. Franciszek podpowiadał perspektywę braterstwa zamiast krucjaty, Leon podobnie. Wówczas pojawiają się ideolodzy z twierdzeniem: król jest jeden – Jezus Chrystus albo Allahu akbar; wszystko inne jest zdradą albo kapitulacją. W takiej sytuacji poważnym wyzwaniem staje się zapewnienie bezpieczeństwa, niekiedy to najważniejsze pole bitwy. Wiele by się zmieniło, gdyby wszystkie czynniki społeczne i polityczne dały sensowną odpowiedź na pytanie i ukryte w nim obawy, jak budować bezpieczne relacje z obcymi kulturowo, religijnie, często skażonymi zaszłościami historycznymi. Leon XIV to wyjaśnił jako katolik. Kto z tego skorzysta?

Czemu Ksiądz Biskup wybrał akurat ten zwrot ma swoje wezwanie? Jest on chyba rzadki.

– Chodziło to za mną od dłuższego czasu. Życie przykazaniem miłości na chwałę Boga jest najlepszą odpowiedzią, na jaką On czeka, a największym głodem świata jest miłość. Więc trzeba temu służyć. Człowiek potrzebuje zjednoczenia z Bogiem, a mimo to nie ufa mu, bo Go nie zna. Miłość, którą otrzymaliśmy od Boga możemy ofiarować drugiemu, to uzdrawia go z braku zaufania, lęku. Można rozwijać długo ten temat, bo odnosi się do świętości w codziennym życiu, którą papież Franciszek nazwał „świętością sąsiedztwa”. Ojciec Święty cenił konkret, zwyczajność i najprostsze formy świętości – bez spektakularnych czynów, bo mają wspólny mianownik: głód miłości, to wystarczy. W naszych relacjach codziennych objawia się chwała Boża przez miłość, do tego miłosierną, gdy na nią nie zasługujemy. Świętość pojawia się w chwili, gdy jest konflikt, a wygrywa zgoda, pojednanie, przebaczenie. Kiedy w ogóle wygrywa wrażliwość na drugiego człowieka, na jego potrzeby, gdy przekraczam swój egoizm.

Najbardziej brak mi w relacjach szacunku. Bóg szanuje kruchego, skłonnego do grzechu człowieka. Daje mu wybrać źle, nie wymusza. Szacunek to jest warunek spotkania.

– Oczywiście. W Polsce nadal toczy się wojna ideologiczna, w którą wkład mają głównie dwa wrogie obozy – każdy ma swój wkład w postaci wybuchu pogardy, nienawiści, agresji. To jest chyba efektem tego, że zdradziliśmy nakaz miłości człowieka, traktujemy to jak utopię społeczną. Niektórym z nas łatwo udało się w miejsce troski o relacje i rozwiązywanie konfliktów bez przemocy, zarazić wszystkich nienawiścią do wrogów. Wszystko się dziś upolityczniło. Wyobraźnię zbiorową opanowały polityczne interpretacje świata, które mają na celu zdobycie władzy za wszelką cenę. Bo tak da się narzucić swoje idee… Jakby rządy „swoich” miałyby być jedyne, wieczne i rozwiązywać problem różnorodności.

Leon XIV pisze też o rozwiązywaniu konfliktów, polaryzacji i kulcie potęgi. „Dialog jest zwyczajnym wymiarem ludzkiego życia i nie dotyczy jedynie stosunków między państwami. […] Jeżeli bowiem doświadczamy autentycznego spotkania z drugim człowiekiem – z tym, który jest odmienny, jest obcokrajowcem, migrantem – wówczas o wiele trudniej jest choćby wyobrazić sobie wojnę. Na płaszczyźnie politycznej pilnie potrzeba przejścia od «kultury potęgi» do autentycznej «kultury negocjacji», w której dialog i relacje dyplomatyczne staną się zwyczajną drogą mierzenia się z konfliktami”. On wymagania stawia nam, katolikom. Agresywna obrona Kościoła nie jest na chwałę Boga! Wyzywanie ludzi i poniżanie – też nie. Tracimy wiarygodność, bo miłości nie da się narzucić potęgą władzy. W waszej diecezji wiecie, jak trudno po latach zrujnowania więzi międzyludzkich wrócić do Boga.

– Nasze problemy są specyficzne dla tych terenów. Wiemy, że istnieją jakby „trzy Polski”, co widać nawet na mapie pokazującej, jak Polacy głosowali w wyborach do parlamentu. Jest prawicowo-konserwatywna Polska, głównie na wschodzie. Trochę też na południu. My na północy jesteśmy w stanie zawieszenia między lewicą a prawicą. Widać jakby rozmycie ideowe. To pierwsza konstatacja, gdyby się zastanowić, czym w diecezji różnimy się od reszty. Podobnie jest w diecezji szczecińsko-kamieńskiej i na terenie tzw. ziem odzyskanych po II wojnie światowej. Żaden obszar nie przeżył tak masowych przesiedleń. Ludzie, którzy się tu osiedlili, są mocno wykorzenieni. Skutkiem jest dezintegracja wspólnoty. Potem był komunizm, co ten stan pogłębiło. Komunizm nie integrował ludzi. Promował bylejakość i bezideowość. Za to relatywizował wiarę w Boga. Do zwalczania religii służył aparat państwa, właśnie owa potęga władzy! Wprowadzono zamęt w praktykowaniu wiary, w tradycjach, jakie ludzie przywieźli. Nie dostali nic w zamian. Tradycyjny katolicyzm znacznie osłabł poprzez tak promowany praktyczny ateizm. Masowe migracje zarobkowe za granicę i wewnątrz kraju dopełniły dezintegrację. Do dziś się z tym zmagamy.

Kruchość katolicyzmu opartego na tradycji pokazała pandemia. Wirus rozbił nawyk bycia co tydzień na mszy. Ludzie poczuli, że Boga im nie brak, bo nie mieli z Nim osobistej relacji, chodzili bezmyślnie, bo „wszyscy chodzą”.

– Ważnym czynnikiem była też w naszym przypadku dominacja mentalności PGR-owskiej. Oderwano człowieka od jego własności. Pozbawiony ziemi, stał się niczyj. Pamiętam, jak na początku lat 90. XX wieku rozmawiałem o sytuacji regionu z pewnym wiceministrem. To był początek transformacji ustrojowej. PGR-y upadły, ludzie stracili pracę, panowało wielkie bezrobocie. Bez pracy jeszcze bardziej czuli się „bezpańscy”. Na pytanie o to, co rząd może zrobić, wiceminister odesłał do kompetentnego ministra rolnictwa. Odpowiedzi nigdy nie dostaliśmy. Więc mieszkańcy najpierw stracili domy, bo ich wysiedlono, potem byli poddawani indoktrynacji, a wreszcie stali się ofiarą rewolucji gospodarki. Bardzo się cieszyliśmy z upadku systemu totalitarnego, ale przejście do gospodarki rynkowej nie było proste, zostało okupione ogromną ceną dezintegracji, ze skutkami do dziś.

Nie zrzucam winy za obecny stan jedynie na okoliczności zewnętrzne. Fakty są jednak takie, że rozpad więzi utrudnia ewangelizację. Kościół przez ostatnie 35 lat robił co mógł, aby dalej zintegrować ludzi wokół wspólnoty z Bogiem. W oparciu o relacje, wspólne doświadczenia, historię, wartości itd. Katolicy wierzą, że jesteśmy stworzeni na obraz Boga i każdy ma powołanie do relacji. Nie idzie się do Boga w pojedynkę, tylko razem! To się okazało niezwykle trudne w takich warunkach. W latach 1972–1992 ordynariuszem był tu bp Ignacy Jeż. Zasadnicze pytanie, jakie stawiał sobie na początku transformacji brzmiało: Jak zintegrować ludzi? Bo wspólnota Kościoła nie może być bezosobową masą. Ludzi musi łączyć więź, bez niej wspólnota nie istnieje. Nie ma wiary w rozproszeniu. Kościół nie jest instytucją obcych, obojętnych jednostek. Podobne kwestie stawiali kolejni biskupi, włącznie z ostatnim, bp. Zbigniewem Zielińskim, który miał doświadczenia niedalekiego Gdańska i mocno zintegrowanej społeczności kaszubskiej.

Może pomocny będzie proces synodalności, bo jest nastawiony na odkrycie relacji. Nacisk na słuchanie, eliminowanie z języka agresji, osądów, potępienia, obraźliwych epitetów, o co często apeluje Leon XIV, wynika z tego, że wszystkie relacje są zapośredniczone przez komunikację. Lecz by powstał zespół synodalny w parafii, musi być grupa zmotywowanych osób, które chcą się w tę stronę rozwijać, jakiś „zaczyn”. Synodalność to cenne narzędzie w papieskiej wizji Kościoła i szerzej – w cywilizacji miłości.

– Kościół powinien być realną wspólnotą. To nie jest grupa osób, która przychodzi na mszę jak na spotkanie z ciekawym człowiekiem, po czym rozchodzi się do swoich zajęć lub po to, by zamknąć się w domu. Relacje są absolutnie konieczne do tego, żebyśmy mogli się modlić do Boga jako „my”. Jezus jest mistrzem budowania relacji opartych nie na więzach krwi, lecz na braterstwie uczniów, którzy słuchają Jego słów i je zachowują. Jeżeli tego nie ma, wiara zwyczajnie powoli upada. Wiele krytyki ze strony Kościoła dotyczy dziś indywidualizmu i narcyzmu kultury Zachodu, a nasze więzi zniszczył… komunistyczny kolektywizm. Jedno i drugie z budowaniem relacji, tworzeniem wspólnot, byciem dla drugiego człowieka; z miłosierdziem, współpracą, dialogiem, słuchaniem, nie ma nic wspólnego. Termin „bezpański” jest fatalny, kojarzy się z bezpańskim psem… Jednak to jedyny adekwatny do realiów termin, jaki przychodzi do głowy.

Przed wojną dominującym wyznaniem był tu protestantyzm. Po zasiedleniu terenów przez katolików, głównie ze wschodu, wskaźniki tzw. dominicantes i communicantes nie były tak wysokie, jak na wschodzie, południu czy nawet w centrum. Od zawsze jesteśmy na szarym końcu statystyk praktyk religijnych. Parafie są tu niewielkie. Kolejnym problemem okazała się reforma administracyjna Kościoła. Powstawały nowe diecezje. Zabrano nam część dekanatów z terenów związanych historycznie z Kaszubszczyzną. To nas osłabiło jeszcze bardziej. W tej chwili zostali tu diecezjanie, którzy są „ludźmi zewsząd”. Przyjechali z bardzo różnych stron. A, jak wiemy, zewsząd znaczy „znikąd”. Do wszystkich, czyli do nikogo. W innej sytuacji są np. Ślązacy, którzy mają swoją kulturę, tożsamość, gwarę, więzi. Więc naprawdę nasza diecezja nie jest w Polsce typowa. Sekularyzacji nie musimy się bać, my ją mamy zanim się zaczęła gdzie indziej. To oznacza nieustanny wysiłek, który stanowi dla nas wyzwanie także na kolejne lata.

A te niosą dynamiczne zmiany społeczne i kulturowe, polaryzację, podziały… Łatwiej nie będzie. Choć paradoksalnie może ludzi zintegrują przeciwności.

– Mam wrażenie, że przy obecnej wojnie ideologicznej, polaryzacji politycznej, w której jako katolicy też się okopaliśmy na wybranych stanowiskach, musimy szukać innej drogi, po prostu autentycznie chrześcijańskiej. Stawianie, w obawie przed sekularyzacją, na dobrze znany nam z historii mechanizm – wszystko co dobre w tym narodzie, jest katolickie; bez Kościoła naród nie przetrwa itd. – przyniesie skutek przeciwny od zamierzonego. Świat jest już globalny, normą jest różnorodność. Ludzie podróżują, migrują, poznają inne kultury, religie, style życia. Zbitka Polak-katolik, którą lubi prawica, wyzwala w drugiej stronie chęć niszczenia katolicyzmu, bo z kategorii obyczajowej i kulturowej przemieniła się w polityczne narzędzie opisujące tożsamość społeczeństwa. Ludzie się radykalizują. Niechęć do tej narracji mobilizuje coraz więcej osób. Nikt nie lubi być wykluczany, zmuszany do jedynie słusznego – bo naszego – światopoglądu. Kiedy na to nałoży się korzystanie z narzędzi władzy państwowej, sekularyzacja przyspiesza. W takim procesie wydaje się, jakby ludzie chcieli żyć bez Boga, budować państwo bez Kościoła. W skrajnej wersji, wygumkowując wszystko, co było związane z Kościołem po II wojnie światowej – z Janem Pawłem II na czele.

Ludzie są przekorni. Jezus i apostołowie szli do nich z miłością, pokorą, bez pieniędzy, bez glejtu władzy. I tacy byli wiarygodni. Kościół w Polsce jest w dodatku niechętny wobec badań i nauk społecznych, choć mógłby w nich szukać diagnoz. Leon XIV jest bardzo „za” socjologią i naukami o człowieku, bez nich nie można czytać znaków czasu.

– Badania są, coraz bardziej pogłębione i systemowe. Jednak wydaje się, że wielu jest opornych na podpowiedzi socjologów. Trochę chyba gnostycko uważamy, że mamy wiedzę lepszą od naukowców. Naszą wiedzą, gnozą, jest dotychczasowa praktyka – radziliśmy sobie przez setki lat, słuchając wyznań ludzi w konfesjonałach, zbierając informacje nieformalnymi metodami. Tak się już nie da. Jeśli ktoś mówi, że w tej sprawie potrzebny jest dialog, trzeba też mieć kompetencje, żeby go prowadzić. Bez słuchania nie ma dialogu. Kolejny papież mówi nam, że kluczowe dla przyszłości Kościoła i naszej świętości są relacje, bo Bóg jest Trójcą Osób w relacjach. To nasze najważniejsze zadanie: tworzyć relacje, więzi na obraz Boga. Ale jak? Po co? Tyle wieków relacje nie były ważne? Te pojęcia są po prostu z obszaru nauk o człowieku, a nas interesują wyłącznie… terminy soteriologiczne. Zbawia Chrystus, celem katolika jest zbawienie, ma walczyć z grzechem, być w stanie łaski uświęcającej! Wkraczamy już jednak w nowy temat. W Kościele zbyt często stawia się fałszywą alternatywę: albo opis teologiczny, albo społeczny. A to ma być „i”! Kochaj Boga i bliźniego, jak siebie. Jak on ma kochać, jeśli nie rozumie jego potrzeb?

Bp Krzysztof Zadarko

Ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej od 2026 roku, wcześniej (od 2009 roku) biskup pomocniczy tej diecezji; przewodniczący Rady ds. Migrantów i Uchodźców KEP, doktor nauk teologicznych

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Największym głodem świata jest miłość