To zdarzenie wywołało we mnie idealnie mieszane lub sprzeczne uczucia. W muzeum Polin odbywała się, lub raczej miała się odbyć, promocja książki Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz. To gruby tom zawierający wspólną biografię niegdyś sławnego małżeństwa. Wydała go Agora.
Na salę weszła grupa młodych ludzi reprezentujących Młodzież Wszechpolską. Zakłócili spotkanie głośnym skandowaniem – m.in. hasłem: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. Organizatorzy, dużo starsi od demonstrantów, usiłowali ich wypchnąć lub wyrwać im transparent. Tę scenę szamotaniny można było zobaczyć w dziesiątkach filmików krążących w necie. Promocja została skutecznie przerwana.
Nie jestem zwolennikiem siłowych rozpraw z jakimikolwiek spotkaniami czy dyskusjami, najbardziej odległymi ode mnie. Mamy wolność zgromadzeń wszelkiego typu. Byłoby sytuacją idealną, gdyby ci młodzi ludzie zamiast skandować, zasiedli na tej sali i podjęli dyskusję, spór.
Zarazem uważam tę książkę za szkodliwą. Tak ją opisywałem zaraz po wydaniu: „Ich losy były paralelne. Tyle że on stał się po wojnie jedynie zdyscyplinowanym funkcjonariuszem komunistycznej propagandy. Ona – prokuratorką w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Podpisała nakaz aresztowania Augusta Fieldorfa – Nila. Autorka nie tai jej wyczynów: udziału w sfingowanych procesach, donosów, ba wyzwisk, jakimi obrzucała rodziny swoich ofiar. Mimo to wciąż szuka usprawiedliwień. Przedwojenny i wojenny antysemityzm jest tu głównym kluczem. (...). A przecież nie wszyscy Żydzi wybierali taką drogę, a czasem bywali ofiarami Wolińskiej. Straciłem resztki empatii wobec niej po przeczytaniu, jak doprowadziła do skazania na śmierć robotnika rolnego, który po pijanemu podpalił stóg siana. Uznała to za sabotaż”.
Jeśli ktoś na kanwie takiej książki rzuca pytanie: „Zbrodniarka czy ofiara?”, konkludując, że obie wersje są za proste, odczuwam bezradność. A właśnie pod tym hasłem miano dyskutować w Polinie. Znów zacytuję samego siebie: „W roku 1968 oboje padli ofiarą marcowej czystki, co wypchnęło ich za granicę. Ona przestała mnie zainteresować, kiedy zabiła z premedytacją przypadkowego człowieka, stąd moje pytanie o sens pisania tej biografii. Zamiast takiej refleksji dostajemy czarny obraz kampanii zmierzającej do jej ekstradycji z Anglii po 1989 roku. «Figura krwawej, stalinowskiej prokurator, Żydówki zabijającej polskich patriotów, okazała się ponadczasowa i pojemna» – oskarża autorka. Nie wykazuje, co w niej było fałszywego, poza powracającą sugestią, że potraktowano ją gorzej niż oprawców nieżydowskiej narodowości”.
Udawałbym więc, twierdząc, że w ogóle nie rozumiem tej młodzieży wdzierającej się do miejsca, gdzie odprawiać miano rytuały upiornego relatywizmu. Uwarunkowanego przekonaniami i tradycjami, które są mi nie tylko obce, ale wrogie, bo rozwadniające odpowiedzialność za zbrodnie totalitarnego systemu. Groźniejsze nawet dziś niż powiedzmy 50 czy 30 lat temu, bo dorastają pokolenia w ogóle niepamiętające PRL.
A mimo to odmawiam akceptacji dla przemocy, bo to jednak była przemoc. Co napisawszy, dodam coś jeszcze. Czytam, że organizatorzy tej demonstracji są zwolennikami Grzegorza Brauna. Jeśli to prawda, widzę w ich postępowaniu dodatkowy paradoks. Krzyczeli o zakłamywaniu historii. Czy więc pójdą krzyczeć na spotkaniu z ich idolem, gdy będzie powtarzał, całkowicie kłamliwie, i nie wiadomo w czyim interesie, że w niemieckich obozach nie było komór gazowych?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








