Naprzód, ku wielobiegunowości!

Azja i Eurazja zjednoczone przeciw Zachodowi. Ameryka umywa ręce, Europa zostaje z tym sama. Czy mamy już uczyć się chińskiego? Chyba jeszcze nie musimy!
Czyta się kilka minut
Władimir Putin i Xi Jinping podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Dalszą drogę wskazuje przywódca Chin, Tiencin, Chiny, 1 września 2025 r. | fot. Suo Takekuma – Pool/Getty Images
Władimir Putin i Xi Jinping podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Dalszą drogę wskazuje przywódca Chin, Tiencin, Chiny, 1 września 2025 r. | fot. Suo Takekuma – Pool/Getty Images

Tiencin to właściwie port Pekinu, choć miasto oddalone jest od morza o dobre 60 km, od stolicy zaś ponad sto. Ale w Chinach wszystko jest w dużej skali, nawet odległości. I oczywiście liczba mieszkańców: o ile Pekin liczy ich obecnie 22 mln, to jego nadmorski satelita „zaledwie” 14.
Z początkiem września miasto to gościło kolejny szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW). Nazwę wzięła od kolejnej chińskiej metropolii, w której w 1996 roku Chiny podpisały z Rosją oraz graniczącymi z nimi krajami postsowieckiej Azji Środkowej (Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan) traktat o wzajemnej nieagresji i współpracy wojskowej. W pięć lat później do Organizacji przystąpił Uzbekistan, po nim zaś, w latach następnych, inne państwa azjatyckie, włącznie z Indiami i Pakistanem (2017) oraz Iranem (2023). 
Co więcej, z formuły współpracy wojskowej SzOW rozszerzyła platformę kooperacji na inne aspekty aktywności, głównie ekonomiczne. Obecnie, jeśli doliczyć państwa stowarzyszone, jest to właściwie cała Azja, z wyjątkiem Turkmenistanu i Afganistanu, a także większości Indochin, z Indonezją na czele. Ale to jedyny poważny wyjątek. Do szanghajskiej wspólnoty dodajmy tu jeszcze, bagatela, Turcję, Arabię Saudyjską i Egipt. Jako ostatnia dołączyła w ubiegłym roku Białoruś Aleksandra Łukaszenki, potwierdzając tym fakt, że pod politycznym względem niewiele ponad sto kilometrów na wschód od Warszawy zaczyna się nam Eurazja.

To już było
Naczelną ideą głównego z „partnerów”, czyli Chin, jest wykuwana już drugą dekadę idea zmiany świata na „wielobiegunowy”. Cóż to znaczy? Otóż „wielobiegunowość” ma być odtrutką na świat dwubiegunowy, który powstał po 1945 roku, z biegunami w postaci Waszyngtonu i Moskwy. To już anachroniczna formuła urządzania naszego globu – tłumaczą cierpliwie w Pekinie – formuła, która narzucała reszcie świata rolę dobiegaczy. Teraz czasy się zmieniły, Ameryka już nie jest światowym liderem, pora więc na nowe, bardziej sprawiedliwe rozdzielenie globalnego tortu. To, że głównym rozdzielającym mają być w tej grze Chińczycy, jest dla wszystkich oczywiste – dlatego nie mówi się o tym ani w oficjalnych dokumentach, ani nawet w kuluarach.
Owa taktyka to w gruncie rzeczy stary pomysł, zapożyczony od Sowietów. W latach 60. ZSSR popierał, z pomyślnym skutkiem, tzw. Ruch Państw Niezaangażowanych, założony jeszcze przez Mahatmę Gandhiego. Formalnie chodzić tu miało o przeciwstawienie się dominacji Zachodu w postaci paktu NATO, widzianego jako nowe wcielenie kolonializmu. O zagrożeniu, jakie stanowił komunistyczny Układ Warszawski, nikt z przedstawicieli rzekomo niezaangażowanych państw Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej nie śmiał wspominać. I tylko o to chodziło przywódcom ZSSR, który miał w Ruchu skromny status obserwatora.

Drugi czerwony dywan dla Putina
Rosja, będąca politycznym dziedzicem ZSSR, i dzisiaj jest drugim, po Chinach, beneficjentem SzOW. Powtarza się gambit przyjęty wobec Ruchu Państw Niezaangażowanych. Bo przecież – użyjmy logiki – skoro Moskwa nadal uważa się za stolicę supermocarstwa, to nie powinna popierać idei wielobiegunowości, która w oczywisty sposób podważa jej poprzedni status jedynego państwa równego Stanom Zjednoczonym. Ale przecież nie o to chodzi, w Moskwie doskonale zdają sobie sprawę, że to już pieśń przeszłości, zaś jedynym jej oparciem w walce z Zachodem mogą stać się Chiny.
I stało się – czerwony dywan, rzucony pod nogi Władimirowi Putinowi na pekińskim lotnisku, to już drugi w ciągu zaledwie kilku tygodni dywan, honorujący izolowanego dotąd przez polityczny świat dyktatora i zbrodniarza. Pierwszy rozwinął przed nim na Alasce Donald Trump. Tym łatwiej było Xi Jinpingowi o powtórzenie tego gestu.
Reżim Putina, poza politycznym wsparciem, zyskuje naprawdę wiele. Już wcześniej, z momentem rosyjskiej agresji na Ukrainę, Chiny wydatnie wsparły obejmowaną ekonomicznym bojkotem Rosję, kupując od niej, po zaniżonych cenach, syberyjską ropę. Teraz Pekin ma pomóc Moskwie w dokończeniu, budowanego z mozołem, ropociągu „Siła Syberii”, którego trasa wiedzie z półwyspu Jamał do chińskiej Mandżurii.
Ale jest coś więcej. Na pekińskim placu Niebiańskiego Spokoju zorganizowano wojskową paradę dla uczczenia 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Takiego pokazu siły Chiny jeszcze nie oglądały. A przyglądała się temu, z honorowej trybuny, trójka sojuszników: po prawicy Xi stał Putin, po lewej zaś stronie inny dyktator i zbrodniarz, koreański „Najwyższy Przywódca” Kim Dzong Un.
Czy mamy zacząć się bać? Chyba właśnie o to chodziło organizatorom tego pokazu. Tymczasem wystarczy spojrzeć na oficjalną fotografię tej trójki, by dostrzec, że właściwie jedynym rozgrywającym jest tutaj Xi Jinping. Putin i Kim to tylko nadal izolowani polityczni przestępcy, którzy robią zawiesiste miny przy boku dobrego wujka z Pekinu. W takim układzie „Siła Syberii” okaże się z czasem nie tyle platformą, z której Rosja wydźwignie się ponownie do statusu supermocarstwa, ile kolejnym elementem uzależnienia tego kraju od Chin.

Przegrzany chiński sukces
A i w samych Chinach sytuacja przedstawia się nie tak różowo, jak by chcieli tamtejsi propagandyści. Państwo to, jako kandydat na nowego światowego lidera, który przejmie pałeczkę po USA, postawiło sobie jako punkt honoru utrzymanie rocznego wzrostu produktu krajowego brutto (PKB) na poziomie nie mniejszym niż 5 proc. To naprawdę niemało i według statystyk Chiny czynią tak od wielu już lat, co daje im wizerunek najbardziej dynamicznej gospodarki świata.
Jest tylko jedno „ale”. Chiny, mimo wszelkich reform, pod względem struktury zarządzania pozostały państwem postkomunistycznym. Wzrost gospodarki nie wynika tam z naturalnego, oddolnego potencjału społecznego, lecz z odgórnych nakazów. W praktyce wygląda to następująco: Pekin nakazuje gubernatorom prowincji przysyłanie raportów, z których wynika, że dany okręg nie pozostaje w tyle za średnią krajową. Gubernatorzy cisną więc podległych sobie urzędników terenowych, ci zaś ślą zwierzchnikom takie dane, jakich życzy sobie „góra”. Znamy to dobrze z czasów PRL-u.
Ale w Chinach nie chodzi jedynie o fałszowanie statystyk. Tam naprawdę powstają, na surowym korzeniu, gigantyczne autostrady, lotniska i całe duże miasta. Tyle tylko, że autostrady wiodą donikąd, na lotniskach nie lądują samoloty, zaś w nowych miastach nikt nie chce mieszkać – i stoją puste. Chińczycy bowiem, w całej swojej miliardowej masie, zawiedli swojego przywódcę i zamiast inwestować w nieruchomości poprzez zakup mieszkania, wolą starym sposobem oszczędzać gotówkę. Objawia się tu, nabyta przez tysiąclecia, mądrość chińskiego ludu: lepiej włożyć pieniądze w skarpetę, bo zawsze może nadejść czarna godzina. Pod tym względem zwykli Chińczycy okazują się bardziej przewidujący od pekińskich ekspertów od dynamicznej, lecz przegrzewającej się gospodarki.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2025