Wygaszanie Hongkongu

Azyl udzielony dwóm bojownikom o niepodległość Hongkongu przypomina nam o tym niewielkim, lecz ważnym w planie obrony praw człowieka terytorium.
Czyta się kilka minut
Były prodemokratyczny poseł z Hongkongu Ted Hui poszukiwany przez chińskie struktury otrzymał azyl w Australii | fot. Anthony WALLACE/AFP/AFP/East Newscie w mediach społecznościowych fot.
Były prodemokratyczny poseł z Hongkongu Ted Hui poszukiwany przez chińskie struktury otrzymał azyl w Australii | fot. Anthony WALLACE/AFP/AFP/East Newscie w mediach społecznościowych fot.

O burzenie w Pekinie, przedstawiciele Australii i Wielkiej Brytanii wezwani na dywanik do chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Co jest powodem tej awantury? Otóż dwaj obywatele podlegającego Chinom Hongkongu poinformowali media o udzieleniu im w dwóch wymienionych krajach Zachodu azylu politycznego. To w sumie żadna sensacja, obaj zainteresowani już od dość dawna żyją poza zasięgiem chińskich władz. Ted Hui, 43-letni prawnik i były parlamentarzysta, od pięciu lat mieszka z żoną, dziećmi i rodzicami w Adelaide, Tony Chung od dwóch lat studiuje w Londynie. Jednak dopiero ujawnienie ich statusu jako uchodźców politycznych ubodło władze w Pekinie. W Hongkongu nie ma żadnych politycznych prześladowań – grzmi oficjalne chińskie oświadczenie, wydane 19 sierpnia – jedyni tamtejsi więźniowie to zwykli kryminaliści. Jednak sam impet gniewnej reakcji na stosunkowo błahe wydarzenie każe powątpiewać w rzetelność tych zapewnień.

Obywatele, nie poddani
Hongkong to miasto, a jednocześnie jeden z najbogatszych i najlepiej prosperujących regionów świata. Dodać należy tu tylko słowo „jeszcze”. Dobrobyt, innowacyjność i wolność – to wartości wytworzone tam w ciągu półtora wieku brytyjskiego panowania. Odkąd miasto-państwo przeszło pod zwierzchność Chin, ta renoma trzyma się jeszcze jako tako siłą bezwładu. Ale na horyzoncie widać już gasnące światła.
Brytyjska korona przyjęła Hongkong pod swe panowanie w 1842 roku. Od tego czasu port dynamicznie się rozwijał, miasto rosło, stając się z czasem centrum azjatyckiego, a może nawet światowego biznesu. W 1898 roku Londyn podpisał z Pekinem umowę, na mocy której utrzymał lukratywne terytorium w formie 99-letniej dzierżawy.
Dzierżawa, jak łatwo policzyć, wygasła w 1997 roku. Wtedy to Chiny uroczyście przejęły Hongkong w posiadanie. Jednak Anglikom udało się wynegocjować 50-letni termin, w jakim Pekin obiecał zachować autonomię nabytego terytorium. Upływa on w 2047 roku, ale wątpliwe aby wtedy pozostało w Hongkongu wiele do kasowania. Chińczycy „z kontynentu” (centrum Hongkongu leży na wyspie) od samego początku swoich rządów odcinali, kawałek po kawałku, segmenty miejscowego ustroju, likwidując stopniowo prawne odrębności, a razem z nimi realne swobody obywatelskie i prawa człowieka. Powiedzmy też uczciwie, że Chińczykowi z Hongkongu nadal wolno znacznie więcej niż przeciętnemu mieszkańcowi Chin kontynentalnych, ale gdy porównać ten stan rzeczy z sytuacją sprzed 28 lat, widać wyraźny i konsekwentny regres.
Obywatele Hongkongu przeczuwali to od początku. Jeszcze przed włączeniem miasta do Chin wyjechało stamtąd prawie milion ludzi, głównie do Wielkiej Brytanii. Ubył milion potencjalnych głosów sprzeciwu wobec narastającej dyktatury, jednak pozostało siedem milionów ludzi czujących się obywatelami, nie poddanymi.

Gnijące selery w sali parlamentu
Nie będziemy tutaj pisali chronologii zamachów na demokrację Hongkongu. Powiedzmy tylko, że Pekinowi udało się, siłą i chytrością, przepchnąć do konstytucji „specjalnego terytorium autonomicznego” kilka ustaw, które stawiają pod znakiem zapytania cały system wypracowanych tu wolności. Dla przykładu: zachowano system wolnych wyborów, ale kandydaci w nich startujący podlegają filtrowaniu stanu ich politycznej poprawności, czego dokonuje specjalne kolegium, rezydujące oczywiście w Pekinie. Na terytorium Hongkongu działają też legalnie przedstawiciele chińskich służb bezpieczeństwa, co stanowi poważne nagięcie umowy z 1997 roku, na mocy której Pekin nadzoruje miasto-państwo jedynie w dziedzinach polityki zagranicznej i obronności.
Mieszkańcy kilkakrotnie wychodzili na ulice w aktach obywatelskiego protestu, jednak kroplą, która przelała czarę społecznej goryczy, okazał się dopiero w 2019 roku projekt ustawy o ekstradycji. Dotąd wszyscy skazani odbywali karę na terenie Hongkongu, teraz ci wybrani (czytaj: więźniowie polityczni) mogliby być przewożeni do więzień i obozów na kontynencie. W mieście zawrzało, na ulice wyszły setki tysięcy ludzi. Demonstranci bronili się przed pałkami i gumowymi kulami policji ścianą otwartych parasolek.
Protest ciągnął się miesiącami, lecz mimo jego masowości i długiego trwania władze w Pekinie nie ustępowały. Ustawa o ekstradycji przeszła, zaś kolejna, procedowana na następny rok, mówiła już – w czysto „kontynentalnym” stylu – o karaniu wszelkich elementów „wywrotowych, zdradzieckich i terrorystycznych”.
Wtedy to, w maju 2020 roku, Ted Hui rozrzucił na sali parlamentu Hongkongu pęk zgniłych selerów. „Tak gnije nasz ustrój!” – wołał. Jeden z posłów zemdlał od woni zgnilizny. Protestującego zabrano siłą z sali, a śmierdzące resztki roślin usunęła z podłogi, z zachowaniem wszelkich prawideł ostrożności, ekipa strażaków. Ted Hui, karany grzywnami i nękany podsłuchem, w maju 2020 roku zabrał się z rodziną do Australii.

Studentlokaliści
W tym samym czasie 19-letni Tony Chung podrywał do protestu tysiące rówieśników. Urodzony w 2001 roku, w huku walących się wież World Trade Center, wie, jak przemawiać do pokolenia, które epokę „złotej wolności” liberalizmu widzi za sobą. Tony już w liceum, w 2016 roku, założył z trzema kolegami pierwszą grupę „studentlokalistów” – formacji, jaka po kilku miesiącach miała swoje komórki w 28 szkołach miasta. Studentlocalism (tak brzmi nazwa młodej ideologii w języku angielskim, drugim obok chińskiego języku oficjalnym Hongkongu) to połączenie świeżych, antyglobalistycznych haseł ze starym przywiązaniem do wolności: uczniowie i studenci okupowali „lokalne” kampusy, jednocześnie domagając się secesji „lokalnego” terytorium z Chin.
Rządową odpowiedzią była rzeczona ustawa o „zdrajcach”, która weszła w życie 30 czerwca 2020 roku. Jeszcze na kilka godzin przed jej wprowadzeniem Tony’ego aresztowano. Wypuszczono go po dwóch dniach, ale odtąd regularnie, co kilka tygodni, lądował w areszcie. Nękany inwigilacją i więzieniem w grudniu 2023 roku poprosił o zgodę na krótką wycieczkę do Japonii. Zgodę otrzymał, ale wycieczka zakończyła się w Londynie.

Uboczne skutki pandemii
Patrząc wstecz, można wychwycić znaczącą korelację: apogeum masowych protestów w Hongkongu przypadło na wybuch pandemii COVID-19. Po kilku miesiącach jej trwania niewiele już zostało z siły, energii oraz determinacji społeczeństwa autonomicznego regionu.
Co ciekawe, protestujący nie wznosili bynajmniej haseł antyszczepionkowych, a demonstranci, w poczuciu pełnej dyscypliny, jak jeden, wychodzili na akcje w maseczkach. Podobnie jak bijący ich pałami policjanci. Chodzi o to, że strach, zwykły ludzki strach, skutecznie sparaliżował, w masowej skali, odruch buntu. Pozostali aktywiści, ale to za mało.
Hongkong, początkowo jedno z miejsc o największej w świecie umieralności na COVID, wspaniale poradziło sobie z pandemią, redukując jej zdrowotne skutki prawie do zera. Jednak skutkiem ubocznym okazała się tu społeczna słabość wobec rządowej przemocy. I to doświadczenie władze – te w Hongkongu, uległe wobec centrali, oraz te najwyższe, w samym Pekinie – dobrze, jak widać, zapamiętały.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2025