Moje szpitalne perypetie

Nowa minister zdrowia jest wziętą z rynku menadżerką, a nie posłanką z polonistycznym wykształceniem. Ale czy oczekujemy od niej cudu?
Czyta się kilka minut
Piotr Zaremba, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej” i „Polski Times” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Piotr Zaremba, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej” i „Polski Times” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Siadam do tego felietonu niemal w przededniu zaprzysiężenia nowego prezydenta RP Karola Nawrockiego. Dopiero co spekulowano, że w ogóle do niego nie dojdzie, że zostanie zablokowane fałszywymi, jak się okazało, wieściami o wyborczych fałszerstwach. 
W dużej mierze dzięki marszałkowi Szymonowi Hołowni z wielkiej chmury spadnie na Polskę zdaje się tylko deszczyk. Choć mamy przecież poczucie, że zderzenie nowego prezydenta, prawicowego twardziela, z rządem Donalda Tuska, który zwalczał go otwarcie najdzikszymi plotkami i insynuacjami, zapowiada niespokojny czas dla nas.
Tak się składa, że pod koniec czerwca przeżyłem atak poważnej choroby. Z reguły nie wplatam w swoje teksty osobistych przeżyć. Tym razem robię wyjątek. Bo czy to wyłącznie moja prywatna historia? W prywatnej klinice lekarka stwierdziła na podstawie tomografii komputerowej, że zagrożone jest moje życie. Chciała mnie posyłać karetką do państwowego szpitala, bo tylko tam mogą mi pomóc. Odmówiłem, chciałem wziąć z domu rzeczy niezbędne do szpitala, bo w dzisiejszych czasach trzeba tam mieć wszystko własne, nawet kapcie. Wypuścili mnie z prywatnej kliniki, kiedy napisałem oświadczenie, że to na moją odpowiedzialność.
A potem w bardzo dobrym warszawskim państwowym szpitalu spędzam pięć godzin na twardym krzesełku na izbie przyjęć. Pierwsza osoba, która ma decydować o moim przyjęciu, człowiek w stroju medycznego ratownika, wita mnie po chamsku, pomimo pokazywanych wyników badań próbuje zniechęcić do starań, aby się dostać właśnie tu. Pewnie lekarka, która mnie do tego właśnie szpitala na gwałt wysyłała, nawet by w to nie uwierzyła.
Ostatecznie ktoś inny, lekarz, decyduje, że jednak mnie przyjmą. I dalszy ciąg jest już w zasadzie idyllą, pomimo różnych szpitalnych niedogodności i przejawów bałaganu. Na oddziale chorób wewnętrznych, gdzie zostaję dowieziony wózkiem, choć dopiero co kwalifikowałem się do daremnego czekania w korytarzu, rozpoznają i moją dolegliwość, i jej wagę. Od tej pory jestem leczony sensownie, starannie. Do tego stopnia, że po drodze wykrywa się u mnie jeszcze coś niepokojącego, co kwalifikowało mnie potem do drugiego, już króciutkiego pobytu w tym szpitalu, połączonego z ważnym badaniem.
Skąd więc koszmarny początek? Kiedy spytałem o to panią profesor związaną z tym, powtórzę, renomowanym szpitalem, odpowiedziała: „No tak, ten człowiek, który z panem rozmawiał na początku, to taki nasz ochroniarz”. Po co szpital używa takich metod? Czy nie dlatego, że jego kierownictwo ma stałe poczucie niedoboru wszystkiego, łącznie z wolnymi łóżkami? Skończyło się dobrze, ale podczas początkowej awantury chciałem dać za wygraną i po prostu sobie pójść. A teraz śpiewam hymny na ich cześć.
To dobry przyczynek nie tyle do nowej prezydentury, ile do rekonstrukcji rządu. Izabela Leszczyna straciła resort zdrowia w ostatniej chwili. A obiecywała na początku cuda. Co więcej, ta ekipa chciała redukować składkę zdrowotną ściąganą z przedsiębiorców. Co jest typowym dylematem wyboru między złem i złem. Bo niektórzy ludzie pracujący na własny rachunek zostali obciążeni naprawdę ponad miarę. Ale zarazem dziura budżetowa w zakładach zdrowotnych nie jest wymysłem.
Tę redukcję zablokowało weto prezydenta Andrzeja Dudy. Komentatorom atakującym go za to proponuję wyprawę moim śladem, choć do tego trzeba naprawdę zachorować. Nowa minister zdrowia jest wziętą z rynku menadżerką, a nie posłanką z polonistycznym wykształceniem. Ale czy oczekujemy od niej cudu? Nad tą sferą rzeczywistości ciąży ponadpartyjna klątwa. A ja ją odczułem, choć tylko nieznacznie, na własnej skórze.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2025