Przeczytaj to – i zapomnij

Dlatego odszedł w zapomnienie. Całkiem słusznie, bo po co nam Polak, który nie ujada na drugiego Polaka?
Czyta się kilka minut
Jacek Borkowicz - historyk, eseista, publicysta | Fot. Magdalena Bartkiewicz
Jacek Borkowicz - historyk, eseista, publicysta | Fot. Magdalena Bartkiewicz

Nazwisko Teodora Lackiego znają dzisiaj chyba tylko nieliczni pasjonaci historii polskiej wojskowości. Rotmistrz husarski, który dowodził odwodem naszej armii pod Kircholmem. Jego szarża, umiejętnie poprowadzona z tyłów ku trzykrotnie liczniejszej, oskrzydlającej nas armii szwedzkiej, przyczyniła się do miażdżącego, bez przesady, polskiego zwycięstwa. 420. rocznicę tej chwalebnej bitwy obchodzić będziemy niebawem.
Ten arcypolski wojownik był potomkiem Rosjanina, moskiewskiego bojara, który zbiegł do naszego kraju przed tyranią Iwana Groźnego. Jeden z wielu tych, którzy choć „z matki obcej”, dobrze przysłużyli się Rzeczypospolitej. Ale też jeden z równie wielu niedocenianych. A obie te cechy połączyły się w jednej postaci nieprzypadkowo, chodzą w parze w równie wielu polskich biografiach. To taka nasza narodowa przypadłość.
Był dowódcą wyjątkowym, chociażby z tego względu, że jego żołnierze nie przyłączyli się do żadnej z wojskowych konfederacji. To kolejny polski fenomen. Państwo, choć znacznie większe niż obecnie, już wtedy nawalało, notorycznie zalegając z wypłatami żołdu swoim obrońcom. Ci, słusznie rozgoryczeni, pod sztandarami zawiązywanych ad hoc konfederacji sami wymierzali sobie sprawiedliwość, łupiąc przylegające do wojskowych obozów wioski i miasteczka. Ich gniew był jak najbardziej uzasadniony, ale chłopaki od Lackiego woleli się do tego nie przyłączać.
Rotmistrz nigdy nie poparł żadnego z rokoszy, stojąc zawsze przy boku króla. Zygmunt III Waza był jaki był, ale przynajmniej reprezentował państwo, jego powagę i całość. Lacki chyba dobrze to rozumiał. I płacił cenę za swoją postawę. Choć pełnił wysokie urzędy, a raz wybrano go nawet do sejmowej komisji obradującej nad „uspokojeniem” pogrążonej w partyjnych walkach ojczyzny, nigdy nie wysunął się na czoło, nigdy nie zebrał dość zwolenników, by skutecznie poprowadzić dzieło naprawy. Zawsze stał mu na przeszkodzie ktoś od niego potężniejszy, bo związany z tą czy inną sitwą. O tych „ktosiach” czytamy dziś w popularnych historycznych opracowaniach, gdzie o Lackim nie ma ani słowa.
Nie należał do żadnej partii, które tak lubimy zakładać. Dlatego odszedł w zapomnienie. Całkiem słusznie, bo po co nam Polak, który nie ujada na drugiego Polaka? Taki nikomu do niczego się nie przydaje. Nie przydawał się za Wazów, nie przydaje się i dzisiaj.
Dlaczego rozpisałem się o tej postaci w felietonie, z definicji poświęconym sprawom aktualnym i palącym? A niby o czym mam pisać? O tym, że państwo nam się rozpada? Ano rozpada się i będzie dalej się rozpadać – bo takich przywódców sobie wychowaliśmy. Taki a nie inny system politycznych „procedur” nami rządzi i nie ma nikogo odważnego, kto by mógł to odpowiedzialnie zmienić. Tak aby Rzeczypospolitej dodatkowo nie popsuć, a poprawić. Nie da rady, pierwsze szeregi nam zawiodły. Czas rozejrzeć się po odwodach.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2025