Zwycięstwo determinacji

Jego wychudzona twarz po pięciu latach spędzonych w niewoli stała się symbolem niezłomności. Siarhiej Cichanouski zjednoczył Białorusinów, za co przyszło mu zapłacić ogromną cenę.
Czyta się kilka minut
Siarhiej Cichanouski z żoną Swiatłaną na Krakowskim Przedmieściu, Warszawa, 26 czerwca 2025 r. | fot. Tomasz Jędrzejowski/REPORTER/East News
Siarhiej Cichanouski z żoną Swiatłaną na Krakowskim Przedmieściu, Warszawa, 26 czerwca 2025 r. | fot. Tomasz Jędrzejowski/REPORTER/East News

W czwartek 26 czerwca pod pomnikiem Kopernika na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie trudno się było docisnąć blisko bohatera spotkania. Ale ponad głowami tłumu przybyłych tam Białorusinów jego twarz widziałem wyraźnie. Wychudzona tak, że zupełnie nie przypominała wizerunku Siarhieja Cichanouskiego sprzed aresztowania. Wyraz determinacji pozostał ten sam.

Już nie chcą być „kołchoźnikami”
Skrajne wychudzenie to efekt pięcioletniego pobytu w niewoli. Wiosną 2020 r. na Białorusi Cichanouski stał się nagle najbardziej popularną osobą, a tego reżim Aleksandra Łukaszenki nie mógł mu wybaczyć.
Za czasów ZSRR o Białorusi mówiło się, że to najbardziej sowiecka spośród sowieckich republik. Także po upadku kolosa wpływy sowieckie zachowały tam swoją moc. „Kołchoźnicy” – tak z pogardą mówili o mieszkańcach białoruskiej prowincji ludzie z wielkich miast Rosji. Ale także miast Białorusi, gdyż stopień rusyfikacji tego kraju jest bardzo wysoki.
Sowiecka bierność i brak obywatelskiego poczucia stały się podglebiem fenomenalnego sukcesu Aleksandra Łukaszenki. Sam pochodzący z kołchozu, w 1994 r. jako prezydent stał się samozwańczym rzecznikiem milionów „kołchoźników”, którym nie dane było zostać świadomymi Białorusinami. Sprawnie ukręcił głowę odradzającemu się białoruskiemu ruchowi narodowemu i kontynuował posowiecką rzeczywistość w państwie, które jest Białorusią tylko z nazwy. Owszem, pod jego rządami kraj zachowuje gospodarczą stabilność. Nadto w ostatnim czasie Łukaszenka, który po ponad 30 latach dyktatorskiej władzy poczuł się kimś w rodzaju dziedzicznego monarchy, pozwala na pielęgnowanie pamiątek narodowej kultury. Ale jednocześnie tępi, jak dawniej, wszelkie przejawy autentycznej odrębności w życiu publicznym, zaś Pahonia („Pogoń” po białorusku) oraz biało-czerwono-biały sztandar (oficjalne znaki Białorusi w latach 1991–1995) nadal są w republice zakazane.
Świadomym Białorusinom to się nie podoba, ale ich opór nigdy nie był na tyle masowy, by osiągnąć punkt krytyczny. Ale sytuacja zmienia się razem z pokoleniami. We współczesnej Białorusi „kołchoźnicy” nie nadają już tonu, zaś internet i media społecznościowe stały się takim samym nośnikiem informacji, jak w innych częściach świata.
Właśnie ten fakt wyniósł do popularności Siarhieja Cichanouskiego. Jego blog „Państwo dla życia”, w którym opisywał patologie dzisiejszej Białorusi, nagle zaczął być czytany przez miliony rodaków. Nigdy dotąd wolne słowo nie miało tam takiego zasięgu. Cichanouski pisał ten blog po rosyjsku, aby dotrzeć do maksymalnie dużej liczby odbiorców. Ale serce tego, co przekazywał, pozostawało białoruskie. I ludzie to docenili.

Konfrontacja
Gdy wiosną 2020 r. państwo przygotowywało się do kolejnych wyborów prezydenckich – które naturalnie miał wygrać Łukaszenka – Cichanouski zgłosił swoją kandydaturę. Już w dwa dni później został aresztowany, zaś jego komitet wyborczy zdelegalizowano pod byle pretekstem. Wywołało to protesty w miastach całego kraju, władza się jednak nie ugięła.
Łukaszenka miał się czego bać. Cichanouski to tylko szczyt góry lodowej. Po raz pierwszy w historii reżim mógł zostać zmieciony wspólnymi siłami opozycji – jeśli by na to pozwolił dyktator. Toteż nie pozwolił. Rozwiązał komitety wyborcze Wiktara Babaryki i Walerego Cepkały. Obaj panowie kiedyś walnie pomogli w umocnieniu władzy Łukaszenki: Babaryka jako jego bankier, Cepkała jako ważny zastępca ministra spraw zagranicznych. Teraz postanowili go zastąpić. Byli rywalami groźnymi, gdyż dysponowali samodzielnymi kontaktami z Kremlem. Sam Babaryka, według sondażu Radia Swaboda, mógł liczyć na głosy jednej trzeciej wyborców. Zdelegalizowani jako kandydaci, potrafili jednak wyciąć szczutka w nos dyktatorowi.
Dosłownie na godzinę przed zakończeniem rejestracji w siedzibie centralnego komitetu wyborczego w Mińsku zjawiła się Swiatłana, żona Cichanouskiego. Miała przy sobie kompletne listy poparcia dla siebie – jako przyszłej głowy państwa. Były tam także podpisy Babaryki i Cepkały. Stała się rzecz bez precedensu: pani Cichanouska politycznie nie miała dotąd żadnego znaczenia. Ale nosiła magiczne nazwisko swojego męża. Do tego stała się reprezentantką autentycznej woli obywateli. I to prawdopodobnie ich większości.
Urząd zarejestrował ten komitet. Trudno powiedzieć, dlaczego dyktator zdecydował się na tej ryzykowny dla niego krok. Czy obawiał się że „przekręci śrubę”? Raczej nie, bardziej należy wierzyć w to, że już wiedział, iż poradzi sobie z przeciwnikiem – po swojemu.

Cena wytrwania
Według oficjalnych wyników wyborów, odbytych 9 sierpnia, Cichanouska zdobyła jedynie 10 proc. głosów, 80 proc. zagarnął prezydent dotychczasowy. Pozostałe 10 proc. to wydmuszki, kandydujące tylko po to, by nadać wyborom pozór pluralizmu.
Była to jawna kpina z uczciwości. Według niezależnych sondaży Cichanouska zebrała w kraju dwie trzecie głosów. Ale nawet jeśli nie tyle, na pewno o wiele więcej niż jedną dziesiątą. Reżim bardzo się napracował przy fałszowaniu tych wyborów. Nic zatem dziwnego, że natychmiast po ogłoszeniu wyników cały kraj zalała fala protestów. Największych, jak dotąd, na Białorusi. Trwały w masie przez całe lato, a gdzieniegdzie tliły się nawet do początku 2021 r. Łukaszenko stłumił je brutalną siłą – bo tylko ona mu pozostała.
Swiatłanę Cichanouską zatrzymano siłą w budynku centralnego komitetu wyborczego, gdy przyszła tam złożyć protest. Co tam się działo, możemy się tylko domyślić z jej słów, które wypowiedziała, gdy zaraz potem odesłano ją, z wilczym biletem, za granicę Litwy: „Nie daj Boże, by ktoś stanął przed takim wyborem, przed jakim stanęłam ja”. Wystarczy wspomnieć że dwójka jej dzieci, z którymi pozwolono jej wyjechać, od tej pory przebywa w ściśle chronionym i nieznanym miejscu.
Cichanouska na emigracji (także w Polsce) stała się twarzą Rady Koordynacyjnej, namiastki białoruskiego rządu na uchodźstwie. Jej mąż pozostał na Białorusi. Aresztowano go ponownie podczas pierwszego mityngu, w Grodnie, gdy agitował za kandydaturą swojej małżonki. Od tej pory reżim nie wypuścił go z łap. W grudniu 2021  r. skazano go na 18 lat kolonii karnej.
Na przełomie lat 2022/2023, gdy sam fakt więzienia niezłomnego i głodującego przywódcy opozycji nabierał złowrogiego dla dyktatury znaczenia międzynarodowego, reżim umieścił go w tajnym, dokładnie izolowanym więzieniu. Nie dochodziły tam listy ani paczki od bliskich i przyjaciół. Cichanouskiemu wmawiano, że wszyscy o nim zapomnieli. Nie uwierzył. Pomyślmy jednak, ile musiało go kosztować wytrwanie dwóch i pół roku w takich warunkach.
21 czerwca wysłannik Donalda Trumpa, Keith Kellogg, po rozmowach z Łukaszenką, doprowadził do uwolnienia 14 białoruskich więźniów politycznych. „Wieźli nas do granicy z workami na głowach” – wspomina Cichanouski. Państwo białoruskie zachowało się jak terrorysta, który nie chce ujawniać miejsca, gdzie trzyma ofiary porwania.
W więzieniach Łukaszenki nadal przebywają setki więźniów sumienia, w tym działacz Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 29/2025