Realny cios

Kolejna awantura w Gabinecie Owalnym: Donald Trump oskarżył prezydenta Republiki Południowej Afryki o promowanie ludobójstwa białej ludności. W RPA nie dochodzi do ludobójstwa, ale z pewnością istnieje tam problem zabójstw, który ma także wymiar etniczny i rasowy.
Czyta się kilka minut
Pracownik służb bezpieczeństwa ogląda transmisję dwustronnego spotkania prezydenta RPA Cyrila Ramaphosy i prezydenta USA Donalda Trumpa, Silverton w Pretorii | fot. Phill Magakoe/AFP/East News
Pracownik służb bezpieczeństwa ogląda transmisję dwustronnego spotkania prezydenta RPA Cyrila Ramaphosy i prezydenta USA Donalda Trumpa, Silverton w Pretorii | fot. Phill Magakoe/AFP/East News

Na dowód swojej tezy prezydent USA zaprezentował gościowi – a także licznie przybyłym dziennikarzom – film dokumentujący przypadki morderstw dokonywanych na białych farmerach, jak również wezwań do przemocy, głoszonych przez niektórych południowoafrykańskich polityków (w tym przypadku czarnoskórych).
Prezydent RPA Cyril Ramaphosa, próbując uśmiechem pokryć zażenowanie, cierpliwie tłumaczył swojemu amerykańskiemu gospodarzowi, że stosowanie przemocy nie jest zgodne z polityką rządu w Pretorii, a polityczni radykałowie działają w jego państwie na konstytucyjnej podstawie. Trumpa to jednak nie przekonało, bo nie o argumenty tutaj chodziło. Ten „antyuchodźczy” prezydent zaraz po objęciu urzędu zainicjował kampanię oskarżeń rządu RPA, z medialnym hałasem nadając status uchodźcy 59 białym Południowoafrykańczykom. W kampanię włączył się pochodzący z RPA Elon Musk, ochoczo szerząc prawdziwe i nieprawdziwe informacje na temat statusu białych w Południowej Afryce. Musk co prawda ostatnio popadł w niełaskę prezydenta, ale mleko się rozlało: Amerykanie podzielili się na zagorzałych zwolenników i przeciwników określania morderstw popełnianych w RPA jako ludobójstwo.
Jak jest naprawdę? Rzetelnej odpowiedzi, zamiast polityka, może udzielić tylko analityk, a ten, jak wiadomo, musi sprawę nieco pogmatwać. Spróbujmy uczynić to z maksymalną prostotą.

Abecadło konfliktu
RPA do 1994 r. była państwem apartheidu, czyli „osobnego rozwoju” ras białej i czarnej. W praktyce ta „osobność” wiązała się z supremacją białych i dyskryminacją czarnoskórych. Po zwycięskich wyborach władzę przejął – i dzierży ją do tej pory – Afrykański Kongres Narodowy (ANC), wcześniej nielegalny i walczący z apartheidem. Jego kolejni przywódcy, oficjalnie głosząc zasady demokratycznego współżycia obu ras, niejednokrotnie narażeni byli na pokusę rewanżu, do czego namawiają ich czarni radykałowie.
Biali, obok anglojęzycznej mniejszości, to głównie potomkowie XVII-wiecznych holenderskich osadników, mówiący językiem afrikaans, który wywodzi się z niderlandzkiego. W afrikaans mówią także rodowici mieszkańcy tej ziemi, Hotentoci i San (ci drudzy do niedawna zwani Buszmenami). Obie społeczności żyją z zgodzie. Nie można tego powiedzieć o czarnoskórych, należących do grupy językowej bantu, a dzielących się głównie na użytkowników języków soto, khosa i zulu. Przybyli oni na tereny dzisiejszej RPA równo z Holendrami, tyle że od północy, tymczasem biali osadnicy posuwali się w głąb lądu od strony Przylądka Dobrej Nadziei. Skazało to obie społeczności na nieustanne walki, których echem stał się konflikt rasowy w RPA. Zniesienie apartheidu w 1994 r. usunęło jego podstawy, lecz bynajmniej nie uśmierzyło zadawnionych emocji.
Teraz to jednak Bantu (pisani tym razem dużą literą, bo mówimy o grupie etnicznej, jak Słowianie) stali się w państwie grupą wiodącą, przejmując – jako większość populacji – stery polityki, jak również sektor obrony i wewnętrznego bezpieczeństwa. Z tym ostatnim jednak nie jest dobrze, RPA od trzech dekad mieści się w ścisłej czołówce najniebezpieczniejszych państw świata. I tu leży pies pogrzebany.

Bogaci i bezbronni
Notorycznym problemem pozostają kryminogenne środowiska wielkich miast. Dawne czarne getta, uwolnione po 1994 r., są do dziś rozsadnikiem biedy i bezrobocia, a także rabunku – a przecież najłatwiej wzbogacić się kosztem ofiar zamożnych i pozbawionych pomocy. Oba warunki wypełnia społeczność białych farmerów.
Potomkowie Holendrów, zwani Afrykanerami lub nieco archaicznie – Burami, to tradycyjnie rolnicy. Cała RPA usiana jest ich wielohektarowymi gospodarstwami. To oni podnieśli kulturę rolną kraju, oni też, jako jedyni, stanowili do 1994 r. zwartą grupę obszarniczą. Ich farmy ulokowane są z dala od większych ludzkich skupisk, zatem stanowią idealny cel rabunkowych ataków.
Dopóki trwał apartheid, aparat państwowy skutecznie chronił tę grupę przed potencjalnymi napadami. W 1994 r., kiedy ta ochrona przestała działać, ruszyła fala przemocy – tym razem skierowana przeciw białym. Rabunkom farm (średnio kilkaset rocznie) często towarzyszą morderstwa (kilkadziesiąt na rok), te zaś nierzadko motywowane są zemstą, rasową nienawiścią lub wrogością do chrześcijaństwa.
Rewanżystowskie postawy czarnych podsycają grupy skrajne, na czele z Bojownikami o Wolność Gospodarczą (EFF), którym przewodzi Julius Malema. To afrykańscy komuniści, rozpoznać ich można po czerwonych beretach. Malema ongiś przewodził młodzieżówce ANC, w 2012 r. usunięto go jednak z partii za wzywanie do przemocy wobec białych. Wtedy założył własną. Kiedy w 1993 r. Janusz Waluś zastrzelił jego towarzysza, Chrisa Haniego, na pogrzebie zaintonowano pieśń Dubula Ibhunu – „Zastrzel Bura”. Odtąd stała się ona nieoficjalnym hymnem czerwonych beretów z RPA. Rząd jej w końcu zakazał, ale przecież powstają dziesiątki innych pieśni, z oczywistymi aluzjami do tamtej. Śpiewa się je na mityngach, z których nagrania wykorzystał Trump w oskarżającym Ramaphosę filmie.

Uderzenie w naród
ANC po objęciu władzy zainicjował program reformy agrarnej, w wyniku której wielkie gospodarstwa rolne, gdzie 85 proc. areału należało do białych, miały w ciągu 20 lat przejść częściowo, bo w jednej trzeciej, w ręce obywateli czarnoskórych. Był to zamiar rozsądny i umiarkowany, powstało jednak pytanie – jak go wykonać bez uciekania się do dyskryminacji i przemocy? W ciągu owych 20 lat zrealizowano go jedynie częściowo, nawet dzisiaj nadal 
70 proc. wielkiej własności ziemskiej należy do białych. I to głównie dlatego, że część farmerów poczuła się w nowym państwie zagrożona i wyemigrowała.
Rząd, sfrustrowany powolnym tempem reformy i ostrzeliwany oskarżeniami o defetyzm ze strony EFF, w 2018 r. doprowadził do przyjęcia ustawy, mocą której państwo może wywłaszczać farmerów bez odszkodowania. Skończyło się to na eksmisji dwóch właścicieli. Biali, choć już nie rządzą, nadal są jednak grupą silną na tyle, by skutecznie bronić własnych interesów.
Pozostaje problem napadów i zabójstw. Jak wykazują statystyki, 70 proc. z nich skierowanych jest przeciw farmerom białym, ofiarami pozostałych 30 proc. padają czarnoskórzy właściciele dużych gospodarstw. Odsetek poszkodowanych białych odpowiada proporcji ich udziału w wielkiej własności ziemskiej – jest to zatem koronny dowód na to, że nie ma tu mowy o żadnym ludobójstwie, gdyż napastnicy po równo atakują czarnych i białych właścicieli.
Czy to sprawę zamyka? Bynajmniej. Rzecz w tym, że napady na czarnych farmerów są w istocie tylko i wyłącznie zagadnieniem kryminalnym, z socjalnym podtekstem. Ludność Bantu liczy się na dziesiątki milionów, napady należą tu do statystycznego marginesu. Co innego napady na białych. W prawie pięciomilionowej białej społeczności RPA (6 proc. ogółu populacji) farmerzy stanowią grupę stosunkowo nieliczną, jakieś 120–130 tys. osób, w dodatku rozproszoną po całym kraju. Są jednak grupą niezwykle ważną dla ogółu Afrykanerów, gdyż właśnie tam zachowały się najsilniej pierwiastki rodzimej kultury. Są oczywiście tacy, którzy uważają że Afrykanerzy, jako naród, powinni zniknąć z powierzchni ziemi jako potomkowie wyzyskiwaczy i rasistów. Ale jeśli szanujemy wartości kultury każdego narodu, musimy przyznać, że uderzenie w afrykanerskich rolników jest także ciosem w całą afrykanerską kulturę, która przecież to państwo stworzyła.
A morderstwa białych farmerów są ciosem realnym. W sumie zginęło ich dotąd około dwóch tysięcy. To zatrważająco wiele, jak na 120-tysięczną społeczność.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2025