Czytam książkę Mój Chrystus Jerzego Nowosielskiego, wspaniałego malarza, także sakralnego. Zmarł czternaście lat temu. Strażniczką pamięci o nim i jego sztuce jest jego biografka Krystyna Czerni. Zawsze bardzo poruszała mnie jego relacja z Bogiem, z Absolutem, z Chrystusem. Lubiłam czytać o tym, jak rozumie sztukę, co myśli o pięknie, czym dla niego jest ikona. Pomyślałam, że przypomnę go sobie, poczytam, otworzę w paru miejscach na chybił trafił, tak jak to zwykle bywa z książkami, które już kiedyś czytałam. Nowosielski traktował swoją wiarę bardzo poważnie, powiedziałabym: radykalnie. Wychodził poza schematy, miał intuicję patrzenia odważnie w otchłanie prawdy. Czytam więc i czytam, i docieram do fragmentu o zwierzętach. Pamiętam go, bo bardzo mną wstrząsnął kiedyś, a dziś nie stracił nic ze swojej mocy. Zresztą Nowosielski był w wywiadach o nie pytany. Mają dusze czy nie? Uważał, że w XX wieku zgotowaliśmy zwierzętom obóz koncentracyjny, hodując je przemysłowo. Nasz stosunek do zwierząt jest straszliwy – powtarzał. Postanowiliśmy te istoty – które mają podobne do nas odruchy emocjonalne, posiadają swój język, potrafią się komunikować nie tylko w obrębie gatunku, ale i z nami – w wielkiej masie uwięzić. Po to, by z czystym sumieniem poddać je eksterminacji. No i proszę: z jednej strony kubraczki dla psów projektowane przez firmy odzieżowe i uczłowieczanie zwierząt do przesady, z drugiej strony budowanie wielkich wysokich chlewów, tak aby mogły pomieścić na jak najmniejszej przestrzeni jak największą liczbę świń. Te istoty znoszą tortury, nie widząc w swoim życiu słońca, nie poruszając się w ogóle, istniejąc tylko po to, żeby zostać zabitym i trafić na nasze stoły. To okrucieństwo, które fundujemy naszym braciom mniejszym, frustruje mnie. Jest moim wyrzutem sumienia. Nowosielski nie ogranicza się do tego stwierdzenia, on rozwija cała teologię stworzenia, powołując się na fragmenty Pisma Świętego i pisma świętych. Oczekiwał też zmiany nastawienia Kościoła do zwierząt, bo widział związek zachodzący między światem zwierząt i światem bytów subtelnych. Miałby to samo zdanie na temat zabijania zwierząt w ramach urządzanych przez człowieka polowań. Tak jak Nowosielski uważam, że zabijanie zwierząt dla rozrywki to zło. Jest jeszcze zabijanie „sanitarne”, za które dostaje się pieniądze. Za dzika 300 zł, a za lochę 650 zł. Od marca 2023 do kwietnia 2024 r. zabitych zostało ponad 245 tys. dzików. Przepraszam, nie „zabitych”, a „pozyskanych” – tak to się nazywa w terminologii łowieckiej. Ciekawe, że na facebookowym profilu Polskiego Związku Łowieckiego myśliwi wcale się tymi liczbami nie chwalą, w ogóle wynika z informacji tam zawartych, że jedynie ratują zwierzęta z wnyków zastawionych przez kłusowników. Tak jakby rzeź tysięcy dzików, łani, jeleni była zupełnie nieistotna. Wizerunek trochę jednak psuje zdanie zachęcające do wstępowania w szeregi łowczych: „To mroźne noce spędzone na ambonie, przemoknięte ubranie, bezszelestne przedzieranie się przez leśną gęstwinę, godziny spędzone w ciszy i bezruchu, czekając na zwierzynę”. Ot, przygoda.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









