Czegoś takiego jeszcze nie było

Nadchodzące wybory prezydenckie, z perspektywą zwycięstwa Marine Le Pen, rozpalały emocje Francuzów. Teraz, po wyroku sądu, który uniemożliwia jej kandydowanie, emocje te jeszcze przybrały na sile.
Czyta się kilka minut
Marine Le Pen skazana na pięcioletni zakaz ubiegania się o urząd ze skutkiem natychmiastowym, co podważa jej szanse na kandydowanie na prezydenta w 2027 r. fot. A. Jumeau/ABACAPRESS.COM/east news
Marine Le Pen skazana na pięcioletni zakaz ubiegania się o urząd ze skutkiem natychmiastowym, co podważa jej szanse na kandydowanie na prezydenta w 2027 r. fot. A. Jumeau/ABACAPRESS.COM/east news

Cztery lata więzienia, osiem lat w zawieszeniu, pięć lat pozbawienia praw publicznych – na taką karę skazał 31 marca francuski sąd Marine Le Pen, wieloletnią przywódczynię prawicowego Frontu Narodowego. Decyzja ta wywołała burzę wśród Francuzów, niezależnie od ich politycznych zapatrywań. Le Pen, cokolwiek by o niej mówić, jest bowiem obecnie najpopularniejszym francuskim politykiem i do tego murowaną kandydatką w najbliższych wyborach prezydenckich w 2027 r. A prezydent we Francji znaczy niemalże tak wiele jak w Stanach Zjednoczonych. Decyzja sądu pozbawia prawicową liderkę możliwości kandydowania. Dodatkowo musi ona zapłacić 100 tys. euro, ale to raczej drobiazg w porównaniu z dotkliwością kar wyżej wymienionych.
Jordan Bardella, młodszy partyjny kolega skazanej i formalny lider partii, skomentował wyrok słowami: „demokracja francuska poszła na szafot”. Szafot szafotem, ale zważywszy, że Le Pen już kilkakrotnie zapowiadała, że w przypadających za dwa lata wyborach startować będzie po raz ostatni, trzeba przyznać, że wyrok praktycznie kładzie ostateczny kres jej największym politycznym ambicjom. Żeby nie było w tej sprawie żadnych wątpliwości, sąd dodatkowo narzucił jej zakaz startowania w wyborach. Stąd wzięła się rzeczona burza, gdyż jedni z sentencji wyroku paryskiego sądu się cieszą, inni zaś – a jest ich chyba znacząca większość – protestują i wieszczą koniec francuskiej demokracji. Faktem jest, że czegoś takiego na publicznej scenie tego kraju jeszcze nie było.

Dama z „elektroniczną smyczą” na stopie
Za co ją skazano? Otóż Le Pen udowodniono, że była parasolem chroniącym finansowe nadużycia. W latach 2004–2016 ośmiu europosłów Frontu Narodowego (który w międzyczasie zmienił nazwę na Zjednoczenie Narodowe), zatrudniając w Parlamencie Europejskim dwunastu osobistych asystentów, wyłudziło z tegoż parlamentu prawie 3 mln euro. To suma wieloletniej gaży owego tuzina asystentów, pomnożona o sute delegacje i dodatkowe diety. Jednak asystenci w praktyce nic dla Parlamentu nie zrobili, w tym czasie pracowali wydajnie na rzecz swojej partii. Tym sposobem Zjednoczenie Narodowe solidnie (w sensie ilościowym, nie moralnym) zarobiło na budżecie. Aha, skazano również tę ósemkę deputowanych, ale o nich nikt we Francji się nie kłóci – wszyscy zdają sobie sprawę, że nie o nich tu chodzi. Sama Marine Le Pen utrzymuje, że jest niewinna i o niczym nie wiedziała.
Cóż… Polski czytelnik, jeśli tylko nie jest zagorzałym wielbicielem jednej ze stron dzielącego Europejczyków sporu cywilizacyjnego, zapewne westchnie w tym miejscu z myślą: kto jest bez podobnego, choć nieudowodnionego sądownie grzechu w Parlamencie Europejskim, niech pierwszy w nią rzuci kamieniem. Paryski wyrok budzi wątpliwości nawet ze strony wielu przedstawicieli lewicy, którzy przecież są pani Le Pen ideowymi wrogami. Trzyosobowy zespół sędziowski przyjął bez złagodzenia wniosek prokuratorów. To prawda, że z czterech lat więzienia dwa orzeczono w zawieszeniu, zaś pozostałe dwa liderka Zjednoczenia Narodowego spędzi niekoniecznie w zakładzie karnym, lecz w areszcie domowym – z nadzorem elektronicznym. Jednak wizja damy francuskiego areopagu, chodzącej po mieszkaniu z „obrączką” przytwierdzoną do przegubu stopy, w normalnym człowieku przywołuje uczucie bliskie zażenowaniu.

Francja w oczekiwaniu
Nazwisko Le Pen niezmiennie trafia na czołówki francuskich mediów co najmniej od lata bieżącego roku, kiedy to nieomal została zwyciężczynią wyborów parlamentarnych. W pierwszej turze wyborów jej partia zagarnęła równą jedną trzecią głosów elektoratu, stając się bezapelacyjnie najpopularniejszym francuskim stronnictwem. Koalicja rządząca, do spółki z prezydentem Emmanuelem Macronem, dla których wszystko, co na prawo od centrolewicy, nazywane jest „skrajną prawicą”, uderzyła na alarm. Ratujmy Francję przed stoczeniem się w odmęty populizmu – tak w skrócie zabrzmiał przekaz skierowany do wyborców. Niektórzy, a było ich całkiem sporo, mówili nawet o groźbie nawrotu do „faszyzmu”, rodem z Republiki Vichy lat 1940–1944.
Przekaz podziałał, w drugiej turze (7 lipca 2024 r.) partia Le Pen przegrała. Francuzi przerzucili jednak swoje głosy nie na stronnictwa rządzącej koalicji Razem!, lecz na neotrockistowski Nowy Front Ludowy Jean-Luca Melenchona (zgodnie z logiką symetryzmu można powiedzieć, że „skrajnie lewicowy”). Doszedł tutaj do głosu brak zaufania do panującego systemu. Francuzi, głównie ci spoza Paryża, zmęczeni rządami centrolewicy (patrz bunt „żółtych kamizelek”), pokazali, że wolą od niej każdą inną partię, nawet tę „skrajną” – obojętne z której strony.
Koalicja Razem! miała więc sporo kłopotu, by utrzymać władzę. Ostatecznie dopiero w grudniu, po wielu targach i kryzysie wywołanym wotum nieufności, wydelegowano na premiera François Bayrou, lidera niezbyt znaczącej partii koalicyjnej Ruch na Rzecz Demokracji.
W tej sytuacji nadchodzące wybory prezydenckie, z perspektywą wielkiego wejścia do Pałacu Elizejskiego pani Le Pen, musiały rozpalać emocje Francuzów. Teraz emocje te – wbrew intencjom władz i sądu – jeszcze przybrały na sile.

Francuski Domański
Niezadowolenie Francuzów ma jednak szersze tło niż tylko polityczne – mówi bowiem o kryzysie całego systemu. Dowodem na to mogą być chociażby wyniki sondaży, w których aż dwie trzecie respondentów deklaruje brak zaufania do wymiaru sprawiedliwości. A to przecież filar francuskiej demokracji.
W nadchodzących tygodniach to nadwątlone zaufanie poddane zostanie dodatkowej, poważnej próbie. Według francuskiego systemu prawnego kara pozbawienia wolności, choć z możnością apelowania, działa ze skutkiem natychmiastowym. Natomiast kara startowania w wyborach, aby się uprawomocnić, musi zostać ogłoszona po wyczerpaniu możliwości apelacji oskarżonego we wszystkich instancjach sądowych. A w przypadku pani Le Pen jest pewne, że będzie apelować.
Otóż obecny minister sprawiedliwości, Gerald Darmanin, kilka lat temu (wtedy był ministrem finansów, a sprawa pani Le Pen już trwała) publicznie głosił, że większość prezydencka musi bardziej przemawiać „do ludu”, a nie tylko do „elit”, zaś skazanie popularnej liderki partii narodowej byłoby „uderzeniem w suwerenność ludu”. A przekładając na polskie realia: uderzeniem w odczucia ogółu obywateli. I teraz ma moralny kłopot, podobnie jak miał go do niedawna nasz minister Andrzej Domański w kwestii zwrotu wydatków na kampanię PiS. Jak na razie powiedział tylko, że apelacja pani Le Pen winna zostać przeprowadzona „w czasie na tyle rozsądnym, na ile to możliwe” – tak, aby miała teoretyczną chociażby możliwość kandydowania za dwa lata.
Tak czy inaczej, jej kariera jako polityka nie przepada. Zjednoczenie Narodowe może wydelegować Bardellę, a ten, już jako prezydent – na co ma duże szanse – może powołać swoją starszą koleżankę na premiera. Ani francuska konstytucja, ani też sądy tego jej nie zabraniają.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2025