Trzeba się znać na armatach

Nauka Kościoła szła ostatnimi czasy
w kierunku bezwzględnego potępienia
wojny jako absolutnego zła
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Bartkiewicz
Fot. Magdalena Bartkiewicz

S palone domy zdobytych wsi i miasteczek, dziesiątki, setki tysięcy uchodźców, pozbawionych dachu nad głową i środków do życia. Nie, to nie obrazek z Ukrainy, tylko z Rosji. A stroną, która tego dokonała, jest właśnie Ukraina. Wszystkie zewnętrzne symptomy przemawiają więc za tym, by określić ten kraj mianem najeźdźcy. Bo przecież Ukraińcy nie bronią się na własnym terytorium, ale atakują na obcym. I cierpi przy tym, niewątpliwie, rosyjska ludność cywilna.
Takie rozumowanie dzieli tylko krok od konkluzji, czyli potępienia Ukrainy za agresję. Ale, dziwna rzecz, nikt rozsądny do tego się nie pali. No, może poza tymi, którzy zawsze, niezależnie od okoliczności, staną po stronie rosyjskiej.
Bo przecież wiadomo, kto jest sprawcą tego konfliktu – a to jest fakt podstawowy, najważniejszy, który decyduje o wszelkich szczegółowych ocenach. I o którym zawsze należy pamiętać.
Ten konflikt nazywa się wojną. A wojna – czy to się komu podoba, czy nie – jest grą. Grą, która rządzi się własnymi prawami. To nie jest cynizm, lecz stwierdzenie rzeczywistości. Ludzie zawsze ze sobą walczyli i, niestety, nadal walczyć będą. Tej rzeczywistości nie da się, w imię idealnej wizji człowieczeństwa, nie uznać, nie da się po prostu werbalnie jej zaprzeczyć. Trzeba ją przyjąć, zmierzyć się z nią – także w wymiarze moralnym.
Jedno z praw wojennej gry brzmi: jeśli chcesz skłonić atakującego do jak najszybszej rezygnacji z walki, przenieś ją na jego własne terytorium. Przekładając to na obecne realia, można powiedzieć: jeśli chcemy nakłonić Rosję do zaprzestania agresji na Ukrainę, winniśmy kibicować walce Ukraińców pod Kurskiem. W imię pokoju właśnie.
Idealiści tego nie dostrzegają. W Potopie Sienkiewicza jest słynna scena z obrony Jasnej Góry, kiedy to podczas sztabowej narady przeor Kordecki podsuwa własny pomysł na unieszkodliwienie szwedzkiej kolubryny. Na to odezwał się Kmicic: „Ojcze kochany, wielkie w was serce, bohaterskie i święte… ale się na armatach nie znacie”. Chyba nie trzeba tu komentarza do tego aż nadto wymownego obrazka.
Wojna, sama w sobie, nie może być darem Ducha Świętego. Wydaje się jednak, że wojna rosyjsko-ukraińska (tak, bo Ukraińcy, broniąc się, także „prowadzą wojnę”), a raczej fakt, że doszło do niej właśnie w pewnym konkretnym czasie, jest szczególnym znakiem ze strony Opatrzności. Czymś, co dane jest nam do namysłu i zrozumienia. Nauka Kościoła szła ostatnimi czasy w kierunku bezwzględnego potępienia wojny jako absolutnego zła, zaś pojęcie wojny sprawiedliwej, choć nieusunięte z Katechizmu, znalazło miejsce gdzieś na jego marginesie, i to drobnym druczkiem.
Życie, jakie toczy się po 24 lutego 2022 r., zweryfikowało te tendencje i nadal je weryfikuje. Po zakończonej – oby szczęśliwie! – wojnie rosyjsko-ukraińskiej czeka zatem nas, katolików, pogłębiona refleksja nad nową oceną moralną wojny jako takiej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2024