Logo Przewdonik Katolicki

Jak Feniks z popiołów

Jacek Borkowicz, Kijów
fot. Andrew Kravchenko/Global Images Ukraine/Getty Images

Kijów, przed tysiącem lat jedno z największych miast Europy, nie ma szczęścia do historii. W 1240 r. kompletnie zniszczyli go Mongołowie, a odradzające się miasto kilkakrotnie palili Tatarzy. Dzieła zniszczenia dopełnili – i dopełniają – Rosjanie.

Wojna w Kijowie objawia się alarmami. Gdy zaczynają wyć fabryczne syreny, jest to znak, że w kierunku miasta lecą rosyjskie rakiety. Rzadki jest dzień, by ich nie było. Za dnia zdarzają się dwa lub nawet trzy, ale najbardziej stresujące są te nocne. Wstawać i schodzić do schronu, zarywając sen i ryzykując niewyspany dzień – czy też triewogę (tj. alarm) zignorować? Większość kijowian wybiera to drugie. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
Alarmy grają ludziom na nerwach, ale większych szkód nie przynoszą, Kijów ma obecnie najlepszą w państwie ochronę przeciwlotniczą (pisałem o tym w korespondencji z marca). Jednak w pierwszych miesiącach wojny było znacznie gorzej. Za drugim pobytem mieszkałem w 30-piętrowym wieżowcu naprzeciwko elektrowni. W październiku 2022 r. w kierunku tej elektrowni leciała rakieta. W ostatniej chwili udało się ją zestrzelić, jednak szczątki spadły na trzypiętrowy dom, zbudowany jeszcze przed rewolucją, który stojąc ściana w ścianę z „moim” wieżowcem, wyglądał przy nim jak karzełek. Pocisk rozpruł go na pół od dachu aż po piwnice, masakrując mieszkańców. Ruina straszy do dziś, bo w Kijowie zniszczeń się nie odbudowuje. Wszystkie środki idą na front.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 23/2024, na stronie dostępna od 04.07.2024

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki