Odwaga wobec prawdy

K upiłam tę książkę od razu, jak tylko wyszła, bo pomyślałam sobie, że powinnam wiedzieć, jako katoliczka. Ale nie chciałam. Więc w porze wieczorowej, kiedy jest czas na książki czytane dla przyjemności, a nie tylko z obowiązku, sięgałam przez kilkanaście dni z rzędu po książki zupełne inne.
Czyta się kilka minut

Po takie całkowicie przyjemne, żeby mnie przed snem odstresowały. Myślałam sobie tak: nie, nie będę się katować złymi wiadomościami, wystarczy mi tych bieżących. Wiadomo: wojna, inflacja… Myślę, że bałam się tego, czego mogę się dowiedzieć, i z pełną premedytacją zatykałam sobie uszy.
Właściwie to reakcja normalna. O tych, którzy są dla nas ważni, nie chcemy wiedzieć niczego, co by ich wizerunek zepsuło. Stąd między innymi biorą się tajemnice rodzinne, skrzętnie „zapomniane” wydarzenia, złagodzone występki, pomijane niechlubne epizody. Po latach kolejne pokolenie odkrywa, że coś jest na rzeczy, że prawda niekoniecznie wygląda tak, jak mówią rodzinne przekazy, że w szafie jest trup, który śmierdzi. Teraz mamy wysyp książek, w których te sekrety zostają w procesie katharsis upublicznione, i to nie tylko ze względu na samopoczucie autora, ale z ważnych względów historycznych. Już od dawna wiemy, że historia nie składa się tylko z losów wielkich władców i dowódców ani z wielkich wojen i bitew, ale z pojedynczych losów jednostek. Każda opowieść na nią się składa, mikrohistorie tworzą prawdziwy obraz życia. Jednym słowem, wiemy więc, że ukrywanie prawdy na żadnym poziomie, mikro i makro, niczemu nie służy. To znaczy służy jedynie kłamstwu i oszustwu.
Ale nie lubimy także burzyć sobie wizerunku postaci stworzonych przez historię do tego, żeby ich czcić. Dawne biografie wielkich pisane były z perspektywy uwielbienia. To były właściwie hagiografie, nawet kiedy dotyczyły osoby niewierzącej. Jak najmniej kontrowersji, szczególnie jeśli chodzi o sferę obyczajową. Po co komu wiedza o tym, że Mickiewicz żył z żoną i kochanką oraz ich wspólnym dzieckiem pod jednym dachem? Albo że Brat Albert był uzależniony od nikotyny? Albo że Chełmoński stosował wobec swojej żony przemoc fizyczną? Albo że moralista Witkiewicz miał kochankę? Albo że genialny malarz Jerzy Nowosielski był alkoholikiem? Albo że Jan Paweł II wiedział o skandalach pedofilskich w Kościele i reagował nie tak, jak powinien?
A jednak. Sięgnęłam wreszcie po książkę Marcina Gutowskiego pod tytułem Bielmo. I nie przynosi ona mi żadnej przyjemności, tylko wielki smutek i udrękę. Odwagą jest stanąć wobec prawdy, której chciałoby się nie znać, i żyć w imaginacji. A przecież wiem, że świętość to nie jest bezgrzeszność, że nie ma człowieka bez rys. Chcę znać prawdę o moim Kościele, domagam się od niego odwagi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2022