Logo Przewdonik Katolicki

Białoruski matrix

Michał J. Owerczuk
Protestujący przeciwko wyborczemu fałszerstwu Białorusini są traktowani przez milicjantów bez pardonu. Na zdjęciu: protest z września ubiegłego roku w Mińsku fot. Stringer/Anadolu Agency-Getty Images

Minął rok od sfałszowanych wyborów na Białorusi. Po nich Aleksandr Łukaszenka na niespotykaną skalę rozkręcił spiralę represji. Jedną z pierwszych grup, w które brutalnie uderzył reżim, są niezależni białoruscy dziennikarze.

23 września 2020 roku, gdy ludzie wciąż jeszcze wychodzili na demonstracje, państwowa agencja Biełta poinformowała o inauguracji kolejnej kadencji Łukaszenki. Sygnał nadały białoruskie media państwowe, a nagranie przeniosło widzów do wirtualnej rzeczywistości rządzących. W śnieżnobiałym, skąpanym w złocie Pałacu Niepodległości rozległy się gromkie brawa, a zebrani tam goście owacją na stojąco przywitali swojego przywódcę. Prowadzący uroczyście zaanonsował wniesienie sztandaru prezydenta oraz konstytucji, a orkiestra symfoniczna uderzyła z całą mocą. Żołnierz trzymający oprawiony w brązową skórę dokument przemaszerował w stronę sceny, na której już czekał Łukaszenka z kamienną miną późnego Marlona Brando. Na chwilę głos zabrała przewodnicząca centralnej komisji wyborczej Lidzija Jarmoszyna, by w kilku pociętych zdaniach ogłosić wynik wyborów. Chwilę później do konstytucji podszedł Łukaszenka, by po raz szósty rozpocząć swój monodram.
– Obejmując urząd prezydenta Republiki Białorusi, uroczyście przysięgam wiernie służyć narodowi Republiki Białorusi, szanować i chronić prawa człowieka oraz wolności obywatelskie, szanować i bronić konstytucji, sumiennie i wiernie wypełniając powierzone mi obowiązki – wygłosił treść przysięgi.

PK-33.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 33/2021, na stronie dostępna od 22.09.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki