Logo Przewdonik Katolicki

Kto odważy się powiedzieć jazydom: zostań w domu?

Bernadetta Jarocińska

Czy współczując osobie cierpiącej, zmniejszamy jej ból lub krzywdę? Czy współodczuwanie jest możliwe, gdy ktoś jest daleko od nas, gdy go nie znamy?

Na całym świecie około 70 mln ludzi zostało przymusowo przesiedlonych z powodu prześladowań, konfliktów zbrojnych, przemocy, biedy i łamania praw człowieka. Większość z nich znalazła schronienie, często w krajach bardzo ubogich, które nie są w stanie zapewnić wszystkim podstawowej pomocy. Nie ma dla wszystkich opieki zdrowotnej, pitnej wody, sanitariatów czy edukacji dla dzieci. Ten kryzys migracyjny nieustannie wydarza się w różnych częściach świata.
 
Wenezuela, Syria, Irak
Z Wenezueli uciekło do krajów Ameryki Łacińskiej blisko 4 mln ludzi. W obozach w Bangladeszu znalazło schronienie ponad 700 tys. wypędzonych Rohingów z Birmy. W północno-zachodniej części Syrii swoje domy i tymczasowe schronienia opuściło około miliona ludzi, zatrzymując się w prowizorycznych obozach. To, że warunki życia w tych obozach są dramatycznie nieludzkie, przekonywać chyba nikogo nie trzeba. Nie można też pominąć niezliczonych dzielnic biedy obecnych na każdym kontynencie czy przeludnionych obozów dla uchodźców na greckich wyspach. A to zaledwie tylko kilka przykładów.
Chciałabym zatrzymać spojrzenie wyobraźni na zaledwie jednej takiej grupie uchodźców, na mniejszości religijnej, którą w Iraku stanowią jazydzi. Traktowani w tym kraju jak dziwaczni religijni odszczepieńcy i warstwa źle wyedukowanych obywateli. 
 
#zostańwdomu
Piszę ten tekst w ciepłym i słonecznym mieszkaniu na wsi. Jestem wdzięczna za dom, w którym mogę przeczekać ten trudny czas. Budzi się we mnie też wdzięczność za każde schronienie osób przesiedlonych, które odwiedziłam w ciągu mojej kilkuletniej pracy w Iraku. Pod pojęciem schronienia kryją się różne miejsca – namiot lub karawana w obozie, pustostan, w którym można przeczekać, aż zwolni się miejsce w obozie, lub wynajęty dom dzielony z innymi rodzinami. A czasem to zaledwie kilka rusztowań zaczętej budowy, pomiędzy którymi można postawić metalową beczkę na wodę, rozłożyć koce do spania, a nad nimi rozciągnąć żyłki, na których suszy się pranie. Całość schronienia można oddzielić od ulicy czy innych współlokatorów grubą plastikową folią. I tak powstaje „dom” uchodźcy.
 
Przezroczystość
Odwiedzałam różne miejsca pobytu osób zmuszonych do ucieczki. Zdarzało się, że z szacunku dla osób przesiedlonych nazywałam ich miejsca tymczasowego pobytu „domem”. To wywoływało różne, często skrajne emocje. „To nie jest mój dom. Mój dom został spalony”. „Tak, tu próbujemy zbudować nasz dom, choć jest on namiotem, to jest to nasz dom”. Niejednokrotnie właśnie takie rozmowy dały mi dostęp do emocji, które często nie zostałyby wypowiedziane, gdyby nie sytuacje, w których dały one upust tem, co bolesne i wstydliwe.
Te wspomnienia, nawet jeśli brzmi to bardzo poetycko, pomagają mi uczynić przezroczystymi ściany mojego domu. Pomagają pobudzić serce do współczucia tym, którzy są daleko ode mnie. Uczą mnie nie sprowadzać wszystkiego do jednej swojej perspektywy.
I pomyślałam więc, że może one pomogą także innym, którzy będą ten tekst czytali, uczynić ściany ich domów przezroczystymi.
 
Chleb, dom, prowizoryczność
Przed bramą do obozu zatrzymał nas strażnik. „Do kogo jedziecie?” – zapytał. Przyglądał nam się dłuższą chwilę, po czym dostaliśmy od niego jedno ostrzeżenie: „Nie robić żadnych zdjęć!”. No i mogliśmy jechać dalej. Nagle znaleźliśmy się na wyboistej, bardzo piaszczystej drodze, głównej ulicy w obozie. Po obydwu stronach rozciągał się szereg namiotów, którym nie było widać końca. Ten obóz dla uchodźców wewnętrznych w irackim Kurdystanie liczył na tamten moment około 25 tys. mieszkańców. Każdy namiot miał swój numer. Pod każdym z nich skrywało się życie i historie setek tysięcy osób i ich rodzin. To był wiosenny słoneczny dzień. Pomiędzy namiotami biegały dzieci roześmiane i umorusane od kurzu unoszącego się w powietrzu.
 
Sklepiki, fryzjer, normalność
Widok obozu był przejmujący. Tak wielu ludzi doświadcza ogromnej niesprawiedliwości. Bolesnym uczyniło ich rzeczywistość nie tylko to, gdzie się teraz znajdują, ale strata tego, od czego zostali zmuszeni do ucieczki – dom, relacje z rodziną, sąsiadami, praca, szkoła dla dzieci czy swoje przyzwyczajenia i ulubione miejsca na zakupy, spotkania czy modlitwę. Wyliczać tak można długo, a przecież to wszystko przekłada się na tak pożądane przez każdego człowieka: samodzielność, bezpieczeństwo, poczucie bycia potrzebnym.
W obozie ludzie próbują odzyskać to, co stracone. Na ile to możliwe, szukają normalności w tej postawionej na głowie rzeczywistości. Otwierają więc małe obozowe biznesy: stragan z warzywami i owocami albo z żywymi kurczakami i indykami. Zaczynają hodowlę kilku owiec i kóz za ogrodzeniem obozu. Koniecznym działaniem jest też prowadzenie kafejki internetowej czy fryzjera-barbera. Taki segment usług rozciąga się przy wjeździe do obozu. Ale tak nie było od początku. Zbudowanie tej namiastki normalności zajęło długie miesiące. I w skali całego obozu tylko nieliczni mają swój mały biznes. Więc ta normalność, którą chcą odzyskać, to też posyłanie dzieci do obozowej szkoły, spotkania rodzinne czy wspólne przygotowywanie posiłków lub pieczenie chleba przez kobiety. 
 
Namiot, piecyk, gołe niebo
I tak obóz nabiera swojego rytmu. Wszyscy wiedzą, kiedy otwierają się te różne stragany, kiedy dzieci idą do obozowej szkoły, a po lekcjach biegną na boisko zagrać w piłkę. Kiedy wiosną jest piękna pogoda, ludzie wychodzą za ogrodzenie obozu na spacer, a kiedy przychodzi zima, ze strachem zadają sobie pytanie, czy tego roku dadzą radę, czy pogoda będzie łaskawa i przetrwają w namiotach. Atmosfera w obozie zmienia się, kiedy rodziny świętują ślub bądź opłakują osobę zmarłą. Rytm życia, roku i dnia. To już czwarta wiosna na obozowym uchodźstwie.
Nasz przyjaciel czeka na nas przed swoim domem-namiotem. W tym obozie namiot to tak naprawdę kilka mniejszych namiotów tworzącyh rodzaj mieszkania. Mała kuchnia jest wydzielona z plastikowych ścianek, obok mała toaleta i mały przedsionek na środku, z którego jest wejście do głównego namiotu z betonową podłogą. To miejsce, gdzie zazwyczaj śpi cała rodzina. Zimą to miejsce jest najłatwiej ogrzać. Zwykle za pomocą piecyka na ropę. Latem, z powodu gorąca, wiele osób po prostu śpi pod gołym niebem. 
 
Spotkanie, płacz, niepewność
„Chodźcie poznać moją rodzinę” – powitał nas jeden z naszych obozowych znajomych. Gdy dotarliśmy na miejsce, przed namiotem unosił się zapach chleba. To kobiety zeszły się z kilku namiotów i wypiekają w tradycyjny sposób płaski i cienki chleb, który jest tutaj dodatkiem niemal do każdego dania. Nawet w najtrudniejszych warunkach zapach chleba pomagał im przywołać wspomnienie domu. Pracy kobiet przyglądały się dzieci, momentami przeszkadzając i podjadając jeszcze gorący placek. Wewnątrz spotkaliśmy wiele osób, rodziców gospodarza, jego rodzeństwo, bliższe i dalsze kuzynostwo. Tak wiele osób w jednym miejscu. A jednak to był dobry czas na rozmowę, o wszystkim.
Nagle jedna z kobiet zaczęła płakać. Wydawało się, że w ten sposób chce wyrazić swoje poczucie bezradności. I jak się potem przyznała, nie wiedziała, czy to uczucie dotyczy przeszłości, czy przyszłości. Płakała, chcąc nam powiedzieć, że to, co ich czeka, jest wciąż wielką niewiadomą i coraz większym dla nich wyzwaniem.
 
Wciąż na nowo
Najnowsza historia tysięcy żyjących w Iraku jazydów jest dramatyczna. Sierpnia 2014 roku nigdy nie zapomną. Bojownicy Państwa Islamskiego dokonali na nich aktu ludobójstwa. Ci, którzy przeżyli, będą żyli ze wspomnieniami masowych mordów, porwań i gwałtów na kobietach, uprowadzeń dzieci. Islamiści niszczyli dosłownie wszystko, co stawało na ich drodze. Zmuszeni do ucieczki znaleźli schronienie w obozach dla uchodźców wewnętrznych, opuszczonych budynkach albo zbudowanych przez siebie namiotach. Niektóre rodziny ze względu na niestabilną sytuację na terenach, które zajęli, wielu postanowiło przenieść się jednak do obozów albo w ogóle poszukać zupełnie nowego miejsca na życie. Większość nie zdecydowała się na powrót tam, skąd uciekli. Ci, którzy wrócili, podjęli próbę odbudowy wszystkiego na nowo. Kolejny raz.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki