Logo Przewdonik Katolicki

Nieznane oblicze prymasa

Milena Kindziuk
fot. archiwum PK

Gdy w 2010 r. prymasem Polski został abp Józef Kowalczyk, kard. Glemp skomentował: „Nastał inny świat... Nigdy bym nie przypuszczał, że nadejdą czasy, w których będzie trzech prymasów naraz: jeden urzędujący i dwóch seniorów! A kardynałowi Wyszyńskiemu nigdy by to nawet przez myśl nie przeszło...”.

Rzeczywiście, był to ewenement w historii. To za życia kard. Glempa doszło do największych przeobrażeń prymasostwa, a w Kościele zakończyła się wyraźnie pewna epoka, kiedy to prymas i przewodniczący Episkopatu w jednej osobie – do tego pełniący urząd arcybiskupa Gniezna i Warszawy – był faktycznie głową Kościoła w Polsce i wyraźnym liderem.
 
Nowy styl komunikacji
Kiedy po śmierci prymasa Wyszyńskiego w 1981 r. otrzymał nominację od Jana Pawła II, miał zaledwie 52 lata. Był biskupem warmińskim, świeżo upieczonym doktorem obojga praw: kanonicznego i świeckiego, gruntownie wykształconym absolwentem Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego, biegle władającym kilkoma językami obcymi, także klasycznymi, wyjątkowo oczytanym (na pamięć znał utwory klasyki literackiej), dobrze znającym historię Polski. Jego atutem był także fakt, iż świetnie zorientowany był w problemach Kościoła powszechnego, bowiem studiował w Rzymie w czasach Soboru Watykańskiego II i miał okazję do spotkań z wieloma wybitnymi osobistościami (m.in. późniejszymi kardynałami z różnych stron świata), a także z kolejnymi papieżami: Piusem XII, Janem XXIII, Pawłem VI. Ponadto, przez dwanaście lat pełnił funkcję sekretarza i najbliższego, najbardziej zaufanego współpracownika prymasa Stefana Wyszyńskiego.
Już w pierwszych wywiadach prasowych zapowiadał nowy sposób sprawowania urzędu prymasa. Abp Glemp w pełni zdawał sobie sprawę, że po śmierci kardynała Wyszyńskiego nastały nowe czasy, które wymagają innych zadań także od Kościoła. Mówił o tym wprost na łamach „Tygodnika Solidarność”, gdy przekonywał, że „przychodzi na inny okres”, i tłumaczył, że „każdy ma swój styl działania. Zależy to od własnego rozeznania, własnych predyspozycji, od dobierania sobie współpracowników, od tego, co dyktują znaki czasu”. W wywiadzie dla „Polityki” abp Glemp twierdził podobnie, że pragnie kontynuować linię Wyszyńskiego, ale „w nowych warunkach”. Zaskakujące było stwierdzenie: „Chciałbym rozwinąć kolegialność, wsłuchać się w to, co jest w Narodzie. Nie chcę narzucać swej indywidualności, ale postaram się być wierny. […] Nie mam osobistych aspiracji, wydaje mi się, że jestem człowiekiem prostym”.
Chociaż w Polsce przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku współpraca duchowieństwa, a zwłaszcza biskupów i prymasa, z mediami nie była powszechną praktyką (prymas Wyszyński udzielał wywiadów sporadycznie), to jednak Józef Glemp już wtedy korzystał z tej formy przekazu. Rozmawiał z dziennikarzami polskimi i zagranicznymi, udzielał wywiadów prasowych, wypowiadał się przed kamerami telewizji, co pozwala stwierdzić, że dzięki niemu zmieniła się skala współpracy duchownych z mediami. Tylko w pierwszym miesiącu po objęciu funkcji prymasa Polski ukazały się z nim następujące wywiady: 9 lipca – w prasie włoskiej, 13 lipca – w tygodniku „Famiglia Cristiana”, 18 lipca – w tygodniku „Polityka”, 21 lipca – w „Ładzie”, „Tygodniku Powszechnym” i „Za i przeciw”.
 
Zastrzeżenia biskupów
Taka bezpośredniość w kontaktach społecznych, a zwłaszcza aktywność medialna nowego prymasa Polski, stanowiła swego rodzaju novum. Nic więc dziwnego, że zwróciło to uwagę innych biskupów. Dlatego też temat ten pojawiał się w dyskusjach podczas posiedzeń Rady Stałej Episkopatu Polski lub na zebraniach plenarnych Konferencji Episkopatu. Uwidoczniło się to już na pierwszym posiedzeniu nadzwyczajnym Rady Głównej, które prymas Glemp zwołał na 13 sierpnia 1981 r., kiedy to bp Ignacy Tokarczuk stwierdził: „Na pewno była dobra okazja, żeby wszystkim okazać dobrą wolę, ale dla dobra sprawy, a także dla dobra księdza prymasa, trzeba było postawić warunek, że nie będzie ani fotografii ani komunikatów publikowanych”. Bp Tokarczuk w stosunku do prymasa Glempa kierował ostre słowa na forum Rady Głównej: „W związku z tym u ludzi powstało pytanie: kim jest ten nowy prymas? Musi być ostrożność wielka. Już księża się na to powołują – jeżeli można u góry, dlaczego nam się zabrania?”. Także bp Bronisław Dąbrowski apelował do prymasa o rozwagę i roztropność, jeśli chodzi o kontakt z dziennikarzami.
Prymas Glemp słuchał tych uwag, miał jednak na ten temat własne zdanie. Wyraził je podczas posiedzenia Rady Głównej: „Wydaje się, że już nie da się uciec przed dziennikarzami i trzeba z nimi rozmawiać”.
Bez wątpienia była to zapowiedź nowego stylu komunikacji społecznej Józefa Glempa. Było to działanie prekursorskie, jeśli chodzi o kontakt Kościoła z mediami. To pokazuje, że już wtedy, w 1981 r., prymas Polski Józef Glemp musiał być przekonany do tego, że współpraca z dziennikarzami ma sens i że media są ważnym elementem komunikacji społecznej oraz że odgrywają ważną rolę w przekazywaniu treści nauczania Kościoła, także w ewangelizacji.
 
Kazanie konsultowane
Od samego początku prymasostwa cechowała Józefa Glempa wolność wewnętrzna. Gdy był przekonany do swych racji i kiedy uważał, że są one zgodne z zasadami Ewangelii, podejmował decyzje niezależnie od bieżących ocen i nacisków społecznych. „Kościół nie zawsze musi mówić to, co jest oczekiwane. Trzeba mówić prawdę, ale nie to, na co czekają” – podkreślał w 1981 r.
Kontekst tych słów stanowiły: wybuch stanu wojennego w Polsce i kazanie prymasa z 13 grudnia 1981 r., kiedy to wystosował on do Polaków apel o zachowanie spokoju. Mówił: „W tej obronie Kościół będzie bezwzględny. To nic, że ktoś może Kościół oskarżać o tchórzostwo, o kunktatorstwo, o rozładowywanie radykalnych nastrojów (…). Będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na kolanach błagać: nie podejmujcie walk Polak przeciwko Polakowi”.
To przemówienie prymasa stało się jed­nym z najbardziej kontrowersyjnych wystąpień w całej historii prymasostwa Józefa Glempa. Działacze „Solidarności Walczącej” wprost mówili o kapitulacji prymasa. Pojawiały się nawet opinie, że prymas jest kolaborantem, że współpracuje z komunistami, zaczęto określać go mianem „towarzysz Glemp”. Także część duchownych miała żal, że Glemp zbytnio dystansuje się od „Solidarności”. Negatywnym echem kazanie to odbiło się także za granicą, wystarczy wspomnieć o ataku redakcji „Kultury” paryskiej na prymasa.
Analiza dokumentów prowadzi do wniosku, że to kazanie stanowiło punkt dojścia, a nie punkt wyjścia w „polityce” prymasa. Należy przypomnieć, że już miesiąc po nominacji, 12 sierpnia 1981 r. Glemp spotkał się ze Stanisławem Kanią, I sekretarzem KC PZPR, i usłyszał od niego groźbę, że może dojść do rozlewu krwi w Polsce. Niezwłocznie poinformował o tym biskupów – już 13 sierpnia 1981 r. – by razem z nimi wypracować strategię Kościoła wobec „Solidarności” i wobec partii, by także w tym duchu komunikować się następnie ze społeczeństwem. Jak zapisano w protokole z obrad Rady Głównej Episkopatu Polski, „Ks. Prymas potwierdził, że tak jak za Ks. Kardynała Prymasa Wyszyńskiego, tak i obecnie Episkopat będzie chciał wpływać na Naród, aby utrzymał się w granicach roztropności i aby nie doszło do ekscesów”. Później prymas Glemp podjął mediacje z władzami, np. 4 listopada 1981 r. podczas tzw. „spotkania trzech”: z gen. Jaruzelskim, I sekretarzem partii i z Lechem Wałęsa, przewodniczącym „Solidarności”, a 12 grudnia 1981 r. spotkał się z członkami Prymasowskiej Rady Społecznej.
Dopiero biorąc pod uwagę te wszystkie okoliczności, należy rozpatrywać treść prymasowskiego apelu o nieprzelewanie krwi. Także treść słynnego kazania w Warszawie, wygłoszonego w pierwszym dniu stanu wojennego, była konsultowana. Przed wygłoszeniem tych słów prymas udał się na spotkanie z abp. Dąbrowskim i z Prymasowską Radą Społeczną oraz z działaczami „Solidarności”. Wszyscy nakłaniali go wówczas do wystosowania apelu do Polaków o zachowanie spokoju i nieprzelewanie krwi. Były nawet przygotowane dla prymasa różne sugestie, a nawet wersje planowanego wystąpienia. Ostatecznie jednak abp Glemp przemówienie przygotował sam, wziąwszy pod uwagę wszystkie opinie.
 
Ręka w rękę z papieżem
Trzeba pamiętać także i o tym, że postawa prymasa Glempa wobec stanu wojennego była zbieżna z działaniami Jana Pawła II oraz ze wskazaniami papieża Polaka. W tym samym duchu co prymas, Jan Paweł II wypowiedział się publicznie już 13 grudnia 1981 r., w czasie modlitwy „Anioł Pański”. Stwierdzał: „Nie może być przelana polska krew, bo zbyt wiele jej wylano, zwłaszcza czasu ostatniej wojny. Trzeba uczynić wszystko, aby w pokoju budować przyszłość Ojczyzny”. Problem jednak polegał na tym, że do większości Polaków, w tym także do działaczy NSZZ „Solidarność”, te papieskie słowa 13 grudnia wieczorem jeszcze nie dotarły, co tylko pogłębiało frustrację po słowach prymasa. Wielu sądziło bowiem, że to on narzucił Kościołowi taki ugodowy – jak to odbierano – sposób myślenia i postępowania. Toteż wystąpienie Glempa od samego początku budziło sprzeciw.
Takie same treści jak w przypadku prymasa formułował papież także w kolejnych dniach stanu wojennego. Na przykład: 16 grudnia podczas audiencji generalnej w Watykanie powiedział: „Drodzy Rodacy, wydarzenia ostatnich dni zwróciły oczy całego świata w stronę Polski. Niepokój jest uzasadniony. Wystarczy odczytać kazanie, jakie w niedzielę wieczorem wygłosił prymas Polski w kościele Matki Bożej Łaskawej w Warszawie, ażeby odczuć miarę tego niepokoju (...) Już w niedzielę na pierwszą wiadomość o zarządzeniu stanu wojennego przypomniałem słowa wypowiedziane we wrześniu: «Nie wolno przelewać polskiej krwi». Dziś powtarzam to samo”. Natomiast 18 grudnia Jan Paweł II wystosował list do gen. Jaruzelskiego, w którym domagał się zaprzestania rozlewu krwi: „Wydarzenia ostatnich dni, wiadomości o zabitych i rannych Rodakach w związku ze stanem wojennym wprowadzonym od 13 grudnia nakazują mi zwrócić się do Pana Generała z usilną prośbą i zarazem gorącym apelem o zaprzestanie działań, które przynoszą ze sobą rozlew polskiej krwi”. Prymas znał treść listu, gdyż otrzymał jego kopię. Słowa Jana Pawła II były dla niego jasnym wyznacznikiem dalszego postępowania i przekazu formułowanego publicznie, chociaż nikt w Polsce nie wiedział wtedy, że taki list papież wystosował, była to korespondencja mająca status niejawnej.
Natomiast kilka dni później, 22 grudnia, Jan Paweł II wręcz zobowiązał prymasa Glempa do kontynuowania przyjętej przez niego linii. Papież przekazał abp. Dąbrowskiemu podczas jego wizyty w Watykanie następujące słowa: „Utożsamiam się z treścią przemówienia księdza prymasa wygłoszonego 13 grudnia 1981 r. w kościele Matki Bożej Łaskawej w Warszawie. Proszę księdzu prymasowi za nie w sposób szczególny podziękować”.
 
Zadania Kościoła
Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że w styczniu 1982 r. prymas Glemp opracował dokument pt. „Zadania Kościoła w stanie wojennym”. Nie został on wprawdzie upubliczniony, tezy w nim zawarte miały jednak bezpośrednie przełożenie na postawę Kościoła wobec stanu wojennego, z uwzględnieniem wytycznych Jana Pawła II, ale też nauczania prymasa Wyszyńskiego. Dokument był strategiczny, stanowił wskazanie, że Kościół ma rozwiązywać problemy internowanych i aresztowanych (np. w każdej diecezji miała być podjęta akcja pomocy charytatywnej); że Kościół ma w dalszym ciągu protestować przeciw rządowej akcji podpisywania lojalek w zakładach pracy, gdyż „sprzeciwia się to wolności sumienia i narusza godność ludzką, itd.”.
Postawa prymasa Glempa wobec stanu wojennego stanowiła więc element przemyślanej na ten etap strategii Kościoła. Prymas nie chciał dopuścić do kolejnej sytuacji w historii, w której Polacy mieliby stać się ofiarą w konflikcie między mocarstwami. Stąd bliski był mu typ myślenia politycznego, które prezentował kard. Wyszyński i które wyrażał papież Polak. O postawie prymasa decydowało dodatkowo poczucie ogromnej odpowiedzialności za naród. Abp Glemp dobrze wiedział bowiem, że Polacy ufają Kościołowi i że wystarczyłoby jedno słowo biskupa zagrzewające do walki, a ludzie wyszliby na ulice.
Rola, jaką przyszło mu wówczas odgrywać, wpisywała się w tragiczną historię polskich zmagań o wolność, w tragiczny dylemat między ocaleniem honoru a ocaleniem substancji narodu. Jego rozterki, jak sam o tym mówił, były dylematami abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego i kard. Wyszyńskiego.
 
Prymas przełomu
Bez wątpienia, stan wojenny stanowił pierwszą cezurę prymasostwa. Do 13 grudnia 1981 r., jak wspominał kard. Henryk Gulbinowicz, niektórzy biskupi nawet Glempowi zazdrościli sprawowania funkcji prymasa: „Abp Józef Glemp wchodził w posługę Kościoła w Polsce jako bardzo młody prymas. My, starzy biskupi, patrzyliśmy trochę na niego z taką zazdrością, że to właśnie on tam zajął to miejsce, które przecież przez tyle lat było piastowane przez wielkiego kardynała Stefana Wyszyńskiego. I potem, kiedy został prymasem, zaległa jakby taka cisza, a był to rok 1981”. Prymasostwo Glempa zaczęło odtąd inaczej ważyć.
Z pewnością ocenę tego prymasostwa wystawi historia. Już teraz jednak wyraźnie widać, jak wiele uproszczonych sądów i nieumocowanych w faktach opinii pojawiało się przy podsumowaniu działalności kard. Glempa, prymasa Polski w latach 1981–2009. Tymczasem gdy wyjdzie się poza schematy myślenia i uproszczone sądy nieumocowane w faktach, także pozaobiegowe, zdawkowe opinie, i kiedy spojrzy się na życie i działalność kard. Glempa uczciwie – jak na to zasługuje – łatwo dostrzec, że był to wierny kontynuator linii prymasa Wyszyńskiego, cieszący się uznaniem Jana Pawła II. Widać, że był to prymas przełomu, który przygotował Kościół do życia w nowej epoce dziejów. Że był to człowiek wielkiego formatu, znakomicie wykształcony, do tego pod koniec życia pozbawiony części swych wielkich funkcji, gdy wskutek reorganizacji struktur Kościoła w naszym kraju przestał być przewodniczącym Episkopatu, arcybiskupem gnieźnieńskim i w końcu prymasem Polski.
Przyjmował i to ze spokojem. Nie była to z pewnością rola łatwa. Wymagała dystansu do siebie i ogromnej pokory, a także – czemu zawsze był wierny – poszukiwania dobra całego Kościoła. Dlatego, tracąc godności i honory, nie czuł się ogołocony. Z niczego. Dar kapłaństwa przecież trwał do końca, do ostatnich chwil, kiedy zmagał się z cierpieniem podczas choroby nowotworowej.
Kiedy zapytałam prymasa seniora, jak chciałby zostać zapamiętany, bez namysłu odpowiedział: „Jako człowiek szczery, działający w duchu wiary”. I dodał: „Przez cały okres mojej posługi zawsze starałem się być szczery, pragnąłem, by wszystko, co czynię, było z pożytkiem dla Kościoła. Oczywiście, jestem człowiekiem ułomnym, grzesznym, ale nigdy nie działałem z nieszczerymi intencjami”. Szczerości i dobrych intencji bez wątpienia nie można mu odmówić.
 
dr Milena Kindziuk
Adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autorka wielu książek, w tym pierwszej monografii na temat prymasa Polski Józefa Glempa Historyczne i polityczne aspekty komunikacji społecznej prymasa Józefa Glempa w okresie przełomu w Polsce w latach 1981–1992 (Wydawnictwo UKSW/Wydawnictwo IPN, Warszawa 2019). Opublikowała też wywiad-rzekę z prymasem Glempem Ostatni taki Prymas. Członek Zespołu Medialnego przy Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki