Logo Przewdonik Katolicki

Rozprawa historyka z historią

Paweł Stachowiak
fot. Krzysztof Jaros

Autobiografia Normana Daviesa Sam o sobie jest apologią korzeni, z których każdy z nas wyrasta, ale również podkreśleniem wartości tego, co swojskie, własne, choć przecież zakorzenione w szerszej wspólnocie, chrześcijańskiej i europejskiej.

Nigdy nie kojarzyłem Normana Daviesa z piękną sztuką gawędy. Jego książki – Boże Igrzysko, Europa, Wyspy, Powstanie ‘44 i wiele innych – były pisane językiem komunikatywnym i zajmującym, czytało się je łatwo, choć przecież stanowiły dzieło zawodowego historyka i zachowywały rygory syntezy naukowej. Teraz jednak, zaskakująco, objawia nam się Davies jako znakomity gawędziarz, obdarzony rzadką umiejętnością snucia opowieści, okraszonej dygresjami i anegdotami, osobistej, ale również uniwersalnej. Autobiografia Daviesa Sam o sobie to piękny przykład gawędy łączącej wielkie doświadczenie i wiedzę z zaskakująco wierną pamięcią o czasach i ludziach. To zapis wielogodzinnych rozmów przeprowadzonych przez redaktorów Znaku, zachowujący wszelkie zalety słowa mówionego, tak jakbyśmy usiedli z autorem przy stole, z butelką jego ulubionego chateauneuf du pape i słuchali opowieści z lat minionych.
Ze wspomnieniami bywa różnie. Może być i tak, że niektórym zdaje się, iż warto zapoznać cały świat ze swoją biografią. Niestety, obfitość doświadczeń, spotkań, wrażeń i rozmów nie zawsze przekłada się na umiejętność snucia opowieści, która zaciekawi czytelnika. Przyznam się, że przystępowałem do lektury książki Sam o sobie z pewnymi obawami. Jednak już lektura pierwszych kilkudziesięciu stron najnowszej książki Daviesa uwolniła mnie od wątpliwości. Autor potrafi tworzyć wielkie historyczne syntezy, umiejętnie inkrustowane anegdotami, celnymi charakterystykami postaci i typowo brytyjskim humorem. Ale umie również opowiadać, ciekawie i wiarygodnie, o swojej biografii, rodzicach, krewnych, przyjaciołach i współpracownikach, bez których nie byłby w stanie napisać swych książek.
 
Piewca „małych ojczyzn”
Kim jest dla nas Norman Davies – nie muszę pisać. Order Orła Białego, którym został uhonorowany w 2012 r., należał mu się jak mało komu. To dzięki niemu historia Polski i całej Europy Środkowo-Wschodniej zaczęła funkcjonować jako integralna część dziejów naszego kontynentu. Historyk, który nie pochodzi ze Wschodu, który nie ma szczególnych, sentymentalnych powodów, aby w swej narracji ujmować się za uwzględnieniem losów dalekich peryferii Europy, jest dla nas jak manna z niebios. Daje nam możność przebicia się z naszą wizją przeszłości tam, gdzie dotąd nie mieliśmy wstępu. Europa, opus magnum Daviesa, otwarła oczy wielu obywatelom Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoch na niedostrzegany przez nich wymiar europejskości, który nie ogranicza się do Zachodu, ale „oddycha dwoma płucami” – płucami Wschodu i Zachodu.
Integracja, słowo fetysz, sugerujące, że to, co odrębne i specyficzne, powinno ustąpić rzeczywistości wspólnotowej, wyrównującej i niwelującej lokalne odrębności, nie jest ideałem podzielanym przez Daviesa. Specyfiki narodowe i regionalne są dla niego wielką wartością, wszak sam podkreśla swą walijską tożsamość. Ten lokalny imperatyw uczynił z niego piewcę „małych ojczyzn”, dumy z kraju ojczystego, stron rodzinnych, w których ukształtowali się nasi ojcowie i dziadowie. Autobiografia Daviesa jest w istocie apologią korzeni, z których każdy z nas wyrasta, ale również podkreśleniem wartości tego, co swojskie, własne, choć przecież zakorzenione w szerszej wspólnocie, chrześcijańskiej i europejskiej. Podążając za jego wspomnieniami, jesteśmy w stanie dostrzec wydarzenia, które niegdyś przeżywaliśmy z przyjaznej, ale zewnętrznej perspektywy, zyskujemy możliwość refleksji nie obciążonej naszymi narodowymi sentymentami i uprzedzeniami.
 
Polak z wyboru
Książka przypomina wielką, nieuregulowaną rzekę, która nieraz płynie wartko głównym korytem, ale częściej rozdziela się na starorzecza, odrębne rzeczki, meandry i zatoczki. Wracają one do rzeki-matki, ale czasem giną gdzieś w przestrzeni. Davies tak właśnie snuje swoją odpowiedź. Wspomnienia z własnej przeszłości dają mu co rusz okazję, aby zacytować wiersz, opowiedzieć anegdotę, pozornie zagubić się w piętrowych dygresjach. Właśnie w tych narracyjnych starorzeczach tkwi największy urok jego opowieści. Czy prosta relacja ze studiów w Magdalen College w Oxfordzie byłaby tak ciekawa, gdyby nie okrasił jej kilkustronicowym opisem studencko-profesorskich zwyczajów i rytuałów, gdyby nie uraczył nas refleksją o różnicach i podobieństwach Oxfordu i Cambridge, dwu kuźni elit nie tylko brytyjskich? Takich meandrów jest w opowieści autora Europy bardzo dużo. Wszystkie one, pozornie różne, łączą się jednak w kształt barwnego biograficznego gobelinu, który pokazuje nam, jak kształtowała się tożsamość jednego z najważniejszych współczesnych historyków. Davies udowadnia, że nie jest ona zdeterminowana urodzeniem, krwią. Zależna jest natomiast od świadomego wyboru kulturowego. Poniekąd świadomie zechciał być Walijczykiem i Polakiem, nie było w tych wyborach żadnej determinacji, pokochał kulturę i historię Walii i Polski nie dlatego, że się w nich urodził i wychował. Zdecydował o tym zachwyt dorosłego, wolnego w swych wyborach człowieka. Sam o sobie to w istocie wielki manifest sprzeciwu wobec nacjonalizmu.
 
Mamy wielką przyszłość
Autobiografia Daviesa jest poza tym swoistym, niewypowiedzianym wprost, apelem, który powinien zostać przemyślany przez wielu młodych, uzdolnionych, wykształconych i ambitnych Polaków, którzy nie widzą dla siebie miejsca w Polsce i próbują za wszelką cenę dotrzeć do mniemanego brytyjskiego edenu. To przypadłość wielu moich młodszych kolegów, usiłujących odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości współczesnej nauki, szamocących się i popadających w coraz większą frustrację, gdyż „tam” ich nie chcą. „Ten kraj nie wyposażył mnie w umiejętności, dzięki którym mógłbym tam odnieść sukces. Nic mu nie jestem winien” – mówią. A tu mamy Brytyjczyka, absolwenta i profesora Oxfordu, uczonego o międzynarodowej renomie, którego książki ukazują się w najlepszych oficynach, w wielu językach i kształtują wyobraźnię historyczną czytelników w różnych krajach. Wybiera on jako centralny punkt swojej naukowej refleksji historię Polski. Uczy się języka, przyjeżdża, mimo kłód rzucanych pod nogi przez komunistyczne władze, pisze książki wydawane w setkach tysięcy egzemplarzy. Zyskuje uznanie nie swych kolegów po fachu (ci raczej nie mogą mu wybaczyć nakładów i popularności), ale milionów czytelników. Przykład Daviesa pokazuje nam, że pisanie „dla ludzi”, przydawanie wartości krajom i społecznościom dotąd nieobecnym i zapomnianym w przestrzeni europejskiego mainstreamu, pojmowania nauki nie tylko jako sformalizowanego procesu badawczego, który za nic ma piękno języka, talent narracyjny, polot i szerokość wizji, też może przynieść sukces.
Autobiografia Normana Daviesa, „Walijczyka, Brytyjczyka i Polaka z wyboru”, jak sam powiada, człowieka nauki w najlepszym rozumieniu tego pojęcia, jest lekturą ciekawą i wartościową. Być może szczególnie dla tych, którzy, zapatrzeni w wyidealizowany obraz Zachodu, pragną odciąć się od korzeni, z których wyrasta ich kultura. Davies mówi im: nie wstydźcie się Polski, macie wielką przeszłość i potencjał wielkiej przyszłości, ważne abyście zaczęli myśleć w kategoriach „tam dobrze, gdzie ojczyzna” – nie odwrotnie.
 

Norman Davies. Sam o sobie
Norman Davies
Znak 2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki