Logo Przewdonik Katolicki

Zaradzić cierpieniu

Katarzyna Jabłońska
fot. Pixabay

O doświadczeniu spotkania z człowiekiem u kresu życia, a także o tym, dlaczego pożegnanie z umierającym ma tak ważne znaczenie dla bliskich, z prof. Jackiem Łuczakiem rozmawia Katarzyna Jabłońska

Jest Pan Profesor ojcem opieki i medycyny paliatywnej w Polsce. Jak to się stało, że swoje życie zawodowe związał Pan właśnie z opieką nad ludźmi u schyłku życia?
– Poprowadziły mnie ku temu osobiste doświadczenia. Najpierw w 1970 r. zachorował na czerniaka mój przyjaciel Roman Rochadka (był moim zastępcą na Oddziale Reanimacji Kardiologicznej w poznańskim szpitalu im. Pawłowa). U Romana szybko pojawiły się przerzuty, na szczęście udało się opanować ból. Odwiedzałem go codziennie. Któregoś dnia Roman wyznał mi: „Jacku, boję się. Czuję, że umieram”. Miał zaledwie 33 lata, kochającą żonę, córeczkę i synka – i rzeczywiście umierał. Nie umiałem mu nic powiedzieć, słowa uwięzły mi w gardle, czułem się bezradny. Usiadłem na jego łóżku i przytuliłem go. Niecierpliwie czekałem na przyjście jego żony. Takiej bezradności wobec lęku przed śmiercią oraz egzystencjalnego i duchowego cierpienia śmiertelnie chorego człowieka doświadczyłem jeszcze wiele razy. Mocno utkwił mi w pamięci 17-letni Maciej Walich, również chory na nowotwór, który zapytał mnie: „Dlaczego właśnie mnie Pan Bóg wybrał na to cierpienie?”. Znowu nie miałem słów, żeby odpowiedzieć.
 
Na takie pytanie chyba mało kto ośmieliłby się odpowiedzieć. Ks. Jan Kaczkowski radził, żeby w takich sytuacjach lepiej milczeć, a jeśli już coś mówić, to wyłącznie prawdę. I po prostu być z cierpiącym w czuły sposób.
– Tak właśnie zrobiłem. Odpowiedziałem wtedy Maćkowi: „Nie wiem, dlaczego”. I mocno go przytuliłem. Kilka dni później odebrałem telefon od jego mamy, mówiła jasnym głosem: „Mam dobrą nowinę – syn umierał spokojnie. Śmierć przyszła w dniu, kiedy w Kościele modlimy się o powołania kapłańskie, a Maciek marzył, żeby zostać księdzem”.
Każde spotkanie z człowiekiem znajdującym się u kresu życia i cierpiącym egzystencjalnie czy duchowo to tak dojmujące doświadczenie, że rodzi się potrzeba zrobienia czegoś, aby temu cierpieniu zaradzić. Dlatego zainteresowałem się opieką paliatywną, która ma na celu aktywne, oparte na współczuciu dla chorego i zrozumieniu jego potrzeb, roztoczenie płaszcza (z łac. Palium) wszechstronnych działań, ochraniających cierpiącego chorego i jego rodzinę. Działań zapewniających choremu jak najwyższą jakość życia i godne umieranie.
 
To niezwykłe, że opieką paliatywną otacza się nie tylko chorego, ale także jego najbliższych.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 36/2019, na stronie dostępna od 01.10.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki