Logo Przewdonik Katolicki

Przepis na małżeńską randkę

FOT. MATEUSZ NIKODEM/UNIPICS. Anna i Jacek Weiglowie małżeństwo z 17-letnim stażem, rodzice sześciorga dzieci.

O tym, czym jest czystość małżeńska i dobra komunikacja oraz o nierealistycznych wyobrażeniach, jakie mamy na temat seksu, z Anną i Jackiem Weiglami rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

Za chwilę walentynki. Moglibyśmy porozmawiać o czymś miłym i romantycznym, a Wy zachęcacie do „konsekwentnej pracy nad relacją seksualną”. Brzmi prawie tak samo jak „orka na ugorze”.
Jacek: – Ależ seks jest miły i romantyczny! Nie zmienia to jednak faktu, że ciągle trzeba się go uczyć od nowa, szczególnie wtedy, gdy w małżeństwie żyjemy już dość długo.
 
To „szczególnie wtedy” już w ogóle nie brzmi zachęcająco…
Ania: – Ogród pozostawiony bez pielęgnacji zarasta. Tak samo jest z każdą dziedziną życia małżeńskiego, w tym ze współżyciem. Niestety, wiele par doświadczających trudności poddaje się, gdy początkowe zauroczenie wygasa – z powodu zmęczenia lub gdy wkrada się rutyna, lenistwo i wygodnictwo.
Jacek: – Denerwuje nas, że jeśli popkultura pokazuje seks, to najczęściej jest to przygodna znajomość bez zobowiązań. Oczywiście, pełna ekscytacji i spełnienia. Już nie pamiętam, kiedy widziałem filmową scenę, w której małżonkowie z długim stażem cieszyliby się ze swojej relacji seksualnej. A przecież są takie małżeństwa! To kłamstwo, że aby przeżyć satysfakcjonujący seks, trzeba skoczyć w bok, czyli zdradzić.
 
Popkulturowy seks jest łatwy. Jest więc oczekiwanie, by ten małżeński też taki był.
Ania: – W popkulturowym seksie są aktorzy, którzy dziesiątki razy ćwiczą tę samą scenę, a potem niejednokrotnie odchorowują to psychicznie. Kultura masowa lansuje seks egoistyczny, prowokuje pytania: Jak mam spełnić swoje pragnienia? W jaki sposób mogę osiągnąć maksymalną przyjemność? Jak często? Jak długo? Ile razy? Tymczasem seks małżeński to zupełnie inna bajka, w której nie chodzi o szybkie zaspokojenie, ale o dawanie.
Jacek: – W Dziejach Apostolskich odnajdujemy Boże zasady życia, m.in. „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli braniu”. Te wersety można odnieść również do sfery pożycia małżeńskiego. Doświadczam dużo więcej szczęścia i satysfakcji podczas aktu małżeńskiego, kiedy moja żona czuje się kochana i spełniona seksualnie. To ważna perspektywa zwłaszcza dla mężczyzn. Musimy się nieustannie uczyć, by w pierwszej kolejności emocjonalnie dawać – to wymaga czasu. Kobieta, aby się oddała, musi czuć się bezpieczna, kochana i wyjątkowa; konflikty muszą być rozwiązane już wcześniej. Sypialnia powinna być miejscem, gdzie czujemy się bezpiecznie. Żona musi mieć pewność, że będzie potraktowana czule i delikatnie i będzie hołubiona przez mężczyznę, który zna ją jak nikt inny.
 
Nagraliście audiobook Czysty seks. Wiele mówi się o czystości przedmałżeńskiej, o tej małżeńskiej – rzadko i niewiele. Jak więc należy rozumieć „czysty seks”?
Ania: – Seks został stworzony przez Boga, aby relacja seksualna między mężem i żoną była błogosławieństwem, źródłem siły i radości dla małżeństwa. Czysty seks jest prawie niemożliwy w oderwaniu od relacji z Bogiem, który stwarzając go, miał konkretny zamysł. W naszym przekonaniu chrześcijaństwo polega na zaproszeniu Chrystusa, Jego rad do każdej dziedziny życia. Czyli „czysty seks” nie oznacza, że nie popełniliśmy w tej dziedzinie żadnego grzechu czy błędu, ale że zaprosiliśmy do niej Twórcę naszych ciał, naszej seksualności. „Czysty seks” znaczy, że Jezus stale oczyszcza naszą relację seksualną, a my przyjmujemy Jego przebaczenie, korektę i staramy się żyć według Jego standardów. Doświadczamy wtedy obiecanych owoców: radości, spełnienia, jedności małżeńskiej.
 
Co wymaga przebaczenia?
Jacek: – To, czym zraniliśmy naszego współmałżonka i to, co było niezgodne z Bożą wizją seksu. Jako prowadzący wiele rekolekcji dla małżeństw obserwujemy, że ogromnym problemem stała się pornografia, która wprowadza do sypialni „kogoś trzeciego”. Otwartej rozmowy i modlitwy wymagają też sytuacje z przeszłości, które rzutują na nasze życie seksualne. Jeśli są sprawy, które cały czas nas gryzą, musimy o nich porozmawiać, nawet jeśli wydarzyły się bardzo dawno temu.
Ania: – To nie jest tylko teoretyczne rozważanie, ale również nasze życiowe doświadczenie. Pochodzę z rozbitego domu, miałam tatę raz na dwa tygodnie na obiedzie u babci. Mama była zajęta wiązaniem końca z końcem, więc tak naprawdę wychowywałyśmy się z siostrą same. Szybko zaczęłam szukać miłości, której tak bardzo mi brakowało i za najbardziej naturalne uważałam, by szukać jej u chłopaków, bo gdy oddam się cała, zyskam miłość. Efekt był taki, że mając 18 lat, zaszłam w ciążę. Ukrywałam ją do matury, żeby nie wylecieć ze szkoły. Biologiczny ojciec mówił, że usuniemy, więc przebrnęłam przez rozważanie aborcji. Byłam tak oślepiona, że nawet zapisałam się na tzw. zabieg. Na szczęście, w dniu planowanej aborcji ojciec dziecka powiedział, że może jednak tego nie róbmy. Jestem wdzięczna Bogu, że go natchnął, bo nie wiem, czy bym się pozbierała po takiej traumie. Śmierć dziecka jest dla mnie czymś najtrudniejszym – przeżyliśmy z Jackiem dwa poronienia. W każdym razie nasz najstarszy syn urodził się szczęśliwie i ma na imię Mateusz, czyli „dar od Boga”.
Jacek: – Poznaliśmy się z Anią na studiach. Ona miała swoje przejścia, ja tkwiłem w pornografii. Potrzebowaliśmy zmierzyć się z przeszłością, by przyjąć przebaczenie Boże i wybaczyć sobie nawzajem. Wydaje się, że potem powinno być z górki, ale przeżyliśmy też trzy poważne kryzysy w małżeństwie. Pierwszy na tle finansowym, w drugim spieraliśmy się o rolę żony w małżeństwie (ja miałem wyobrażenie, że Ania będzie bizneswoman, ona widziała siebie inaczej), a trzeci kryzys dotyczył postrzegania uczuć. Dopóki nas nie dopadł, nie wiedziałem, że można coś czuć oprócz radości i smutku. A już nazywanie uczuć to była dla mnie totalna abstrakcja.
 
Czy kryzysy przekładały się na jakość Waszej relacji seksualnej?
Jacek: – Oczywiście! Po rozwiązaniu konfliktu zawsze mieliśmy satysfakcjonujące współżycie.
Ania: – Przeczytałam kiedyś książkę Twórcza partnerka Lindy Dillow i zainspirowała mnie tzw. postawa otwartości. Pewnego dnia zadeklarowałam Jackowi moją gotowość do współżycia zawsze, gdy będzie tego potrzebował. Powiedziałam, że już nie będzie mnie bolała głowa na niby, ale też poprosiłam o zrozumienie mojej odmowy współżycia, gdy faktycznie migrena da mi w kość. Moja otwartość wprowadziła wielką zgodę i harmonię między nami.
 
Prowadziliście wcześniej wojenki na zasadzie „Jak ty taki dla mnie jesteś, to miły wieczór wybij sobie z głowy”?
Ania: – Może nie aż tak, ale czasem było między nami niepotrzebne napięcie i puste balony wyobraźni. Jacek myślał, że musi walczyć o seks, a ja sądziłam, że ciągle myśli tylko o jednym. Nie komunikowaliśmy swoich potrzeb.
Jacek: – Miewaliśmy ciche dni, ale nie umieliśmy powiedzieć, o co nam chodzi.
 
A teraz?
Ania: – A teraz jest super. Czujemy się bezpiecznie i rzadko boli mnie głowa. Zrozumieliśmy, że modlitwa, czułość, rozmowa są ważne, ale seks także. Bez niego umrzemy jako małżeństwo.
 
Czyli jak zwykle: komunikacja.
Jacek: – Wkraczamy w małżeństwo, mając odmienne oczekiwania i podejście do spraw seksu. Różni nas nawet to, jakie pocałunki czy dotyk lubimy. Czasem mogłoby się nawet wydawać, że do siebie nie pasujemy, ale Bóg celowo stworzył różnice, by ubogacić nasze współżycie. Jednak by się z nimi twórczo zmierzyć, trzeba je poznać. Rozmawianie na temat seksu może być trudne, ponieważ jest to bardzo intymna dziedzina naszego życia i wymaga czasu, atmosfery zaufania i przełamania stereotypów. Zarówno kobietom, jak i mężczyznom trudno jest zapytać małżonka: Co sprawia ci przyjemność? Gdzie i kiedy lubisz się kochać? Co sprawia, że się wycofujesz i zamykasz?
 
Rozmowom o seksie może towarzyszyć obawa przed zranieniem. Kiedy pokażę swoje najczulsze punkty, łatwo będzie mnie skrzywdzić. Jak zdobywać się na szczerość?
Ania: – Jeśli nie będziemy rozmawiać o swoich odczuciach, nieporozumienia wezmą górę, a to doprowadzi nas do izolacji i oddzielenia. Rozmawiając, pomagamy sobie nawzajem i okazujemy wrażliwość, zwłaszcza gdy mamy jakieś trudności. Ważne, aby nie mówić wtedy „ty masz problem”, ale „my mamy problem”. Celem rozmowy jest zrozumienie drugiej osoby, a nie jej osądzenie.
Jacek: – Gdy rozmawiamy, bądźmy tu i teraz na sto procent. Nie dawajmy szybkich rad i rozwiązań, ale raczej starajmy się pokazać, że akceptujemy uczucia i myśli współmałżonka. Nie ukrywaj nic przed współmałżonkiem, bo tajemnice budują mury. Jako uczniowie Chrystusa uczymy się, że kiedy popełniamy błąd, przyznajemy się do niego i prosimy o przebaczenie. A jeśli przebaczymy, nigdy do danej sprawy nie wracamy.
 
Wspomnieliście o tym, że trudnością i wręcz przeszkodą w satysfakcjonującym współżyciu może być pornografia. Mamy nierealistyczne wyobrażenia na temat seksu?
Jacek: – Mamy. Pornografia jest przeciwieństwem Bożej, czystej wizji seksu. Większość z nas ma nierealne oczekiwania seksualne, których źródłem są obrazy prezentowane przez media, sztukę lub wręcz pornografię. Porównujemy własne doznania z tymi, które widzieliśmy na filmach i czujemy się rozczarowani. Skupiamy się bardziej na własnych potrzebach, a jak już mówiliśmy, w seksie nie chodzi o branie, ale o dawanie.
Ania: – Z tym zagadnieniem wiąże się także stosunek do naszych zmieniających się ciał. Przez wzgląd na siebie nawzajem musimy o nie dbać i wzajemnie się do tego zachęcać. Jednak absolutnie nigdy nie wolno krytykować naturalnych kształtów żony czy męża lub porównywać jej/jego ciała do bieżących standardów mody. Wiemy, że tylko jeden procent kobiet jest fizycznie zdolnych do tego, by mieć figurę supermodelki, ale za to kochając się czule i namiętnie, każda kobieta staje się piękniejsza, ponieważ świadomość bycia kochaną wydobywa z niej wewnętrzne piękno. Pamiętajmy też, że nie tylko kobiety pragną akceptacji i afirmacji. Także mężczyźni potrzebują słyszeć, że są przystojni i że są wspaniałymi kochankami. Prawie każdy nieszanowany przez swoją żonę mężczyzna ucieka w pracę, używki, hobby czy ramiona innej kobiety, która go docenia i podziwia.
 
Uczepmy się jeszcze na koniec tych walentynek. Wasz przepis na małżeńską randkę?
Jacek: – Relacja seksualna w małżeństwie może kwitnąć przez całe życie, nie tracąc nic ze swej witalności, namiętności i swobody. Jednak aby tak było, musimy o ten ogród zadbać. Może warto pomyśleć o małym urozmaiceniu, by nasze współżycie wciąż było świeże i ekscytujące? Możemy na przykład wybrać inne miejsce lub na zmianę przejmować inicjatywę.
Ania: – Albo inną porę dnia lub zróżnicować atmosferę? Zamiast oślepiającej żarówki, wybierzmy blask świec. Bardzo ważna jest tu jednak wspólna zgoda na nowe odkrycia. A jeśli jeszcze uda nam się porozmawiać o swoich uczuciach, choćby na początku miała to być wymiana dwóch zdań, to mamy szansę na zupełnie nową jakość naszej intymnej relacji. Miejmy też odwagę zaprosić do niej Pana Boga. Gdy po jednym z porodów miałam mniejszą ochotę na seks, czytałam i modliłam się wersetami z Pieśni nad Pieśniami. Dzięki temu Bóg na nowo odsłonił przede mną piękno relacji seksualnej. Pokazał, jak wiele mamy jeszcze do odkrycia!
  



Anna i Jacek Weiglowie
Małżeństwo z 17-letnim stażem, rodzice sześciorga dzieci. Organizują kursy narzeczeńskie i małżeńskie dla wspólnot w całej Polsce. Jacek tworzy szkoły chrześcijańskie. Zarządza Fundacją „Edukacja z Wartościami” i prowadzi Centrum Edukacyjne Daniel

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki