Logo Przewdonik Katolicki

Gruziński Kolbe

Maria Przełomiec
FOT. ARCHIWUM WARSZAWSKIEJ METROPOLII PRAWOSŁAWNEJ/FOTOLIA

„My, synowie Kaukazu, którzyśmy znaleźli w odrodzonej Polsce miłość i zrozumienie dla naszych cierpień, głęboko odczuwamy tę żałobę, która okryła nasz bratni naród” – mówił po śmierci Józefa Piłsudskiego prawosławny gruziński męczennik, którego Jan Paweł II nazwał „także naszym, polskim świętym”.

Miało to miejsce w Gelati, gruzińskim monastyrze z XI w. Podróżowałam po Gruzji z grupą zachodnich dziennikarzy. Gelati był jednym z głównych punktów programu. Niestety moi towarzysze zachowywali się w klasztorze zbyt swobodnie, co wywołało ostrą reakcję miejscowego zakonnika. Jako jedyna sprawnie władająca rosyjskim, zaczęłam uspokajać, że to dziennikarze, że objeżdżamy w kilka dni całą Gruzję i że ludzie Zachodu niewiele wiedzą o obowiązujących w gruzińskich świątyniach regułach. Nie wydawał się specjalnie udobruchany, ale przestał krzyczeć i już łagodniej zapytał, skąd jestem. Gdy usłyszał, że z Polski, twarz mu się rozjaśniła: „Znaczyt, swiatoj Grigoł Peradze”. Na szczęście wiedziałam kim jest św. Grzegorz Peradze, męczennik gruzińskiej i polskiej cerkwi, który zginął w Auschwitz, w okolicznościach bardzo przypominających śmierć św. Maksymiliana Kolbe.
Tego dnia nie pojechaliśmy dalej – przy świetnym, domowym winie musiałam opowiadać, co w Polsce wiedzą o tym gruzińskim męczenniku.
 
W ślady ojca
Wszystko bowiem zaczęło się w słynącej z wyrobu wina prowincji Kachetia, gdzie 13 września 1899 r. w rodzinie prawosławnego batiuszki przyszedł na świat Grzegorz Peradze. On sam w opublikowanym w latach 30. w Polsce tekście Przeznaczenie przytacza taką legendę: „Moi przodkowie byli pasterzami. Pewnego zimowego wieczoru zdarzyła się rzecz nadzwyczajna, która zadecydowała o życiu jednego człowieka i o losach potomków innego. O świcie, gdy dzwon klasztorny zwołuje zwykle pobożnych mnichów na poranną modlitwę, wyrywając zmęczonych pasterzy z drzemki, nagle rozbrzmiała cudowna harmonia dzwonów. To dźwięczały dzwony anielskie, zwołujące o tej porze pobożne dusze na boską jutrznię. Nieziemska radość napełniła serca obu pasterzy. Znak z nieba przynosił spełnienie snów, urzeczywistnienie ich marzeń, koniec wędrówki ziemskiej. Jeden z nich niezwłocznie pożegnał swego towarzysza i udał się do ruin klasztornych w tej samej pustyni, (…). Drugi pozostawił na wsi żonę i syna. W tej cudownej melodii wyczuł on wskazania dla swej rodziny. Chciał, by jego potomkowie zostali pasterzami dusz, pośrednikami między Bogiem a ludem. Po tej nocy cudownej powrócił on do rodzimej wsi i oddał syna do szkoły klasztornej. Od tego czasu zaczyna się nowy okres w życiu naszej rodziny. Z pasterzy trzód stali się pasterzami dusz”.
Pasterzem dusz był ojciec Grzegorza, Romanoz Peradze, proboszcz wiejskiej cerkwi w Bakurcyche. Jego najstarszy syn Grigoł (Grzegorz) miał pójść w ślady ojca. Najpierw uczęszczał do szkoły cerkiewnej, a potem studiował w seminarium duchownym w Tbilisi – tym samym, w którym dwa lata spędził inny student teologii, znany potem światu jako Józef Stalin.
 
Do Gruzji już nie wrócił
Rok 1918 przyniósł państwu gruzińskiemu niepodległość. Przyszły święty ze znakomitym wynikiem ukończył właśnie seminarium i rozpoczynał kolejne, tym razem filologiczne studia. Czasy jednak nie sprzyjały nauce. Grzegorz Peradze zgłosił się do wojska i przez następne dwa lata bronił świeżo zdobytej niepodległości. Sowiecka inwazja w 1921 r. skończyła wolnościowy epizod. Hierarchowie Gruzińskiej Cerkwi zdecydowali się wtedy wysłać Peradze na studia do Niemiec. Oficjalnie dlatego, że tbiliski uniwersytet nie miał wiele do zaoferowanie niesłychanie zdolnemu młodzieńcowi. Najprawdopodobniej jednak chciano w ten sposób ocalić wyjątkowego studenta przed nasilającymi się prześladowaniami Kościoła.
W każdym razie Peradze do Gruzji już nie powrócił. W 1925 r. został magistrem teologii na uniwersytecie w Berlinie, a rok później obronił doktorat z filozofii w Bonn. Tam też wkrótce został wykładowcą, a następnie szefem katedry orientalistyki. Jednym słowem wszystko wskazywało na to, że potomek gruzińskich duchownych, będzie robił błyskotliwą karierę naukową.
Tymczasem dwa lata później przyszły święty ciężko zachorował i będąc na granicy śmierci, miał widzenie. Wiemy o nim niewiele, tyle, ile opisał w wierszu: „Dzisiaj zrozumiałem przeszłość, poczułem, co mnie spotka, /Wyrok ogłoszono, stałem się niewolnikiem śmierci (…)./ Pozostań z ludem swoim, stań się mostem do nieba (…)/ Pieczęć milczenia powinieneś z ust zdjąć,/ I stać się patronem dla dzieci Kartlosa (…)./ Jesteś gotów na śmierć, na zniszczenie,/ Spalenie jest właśnie losem Twym”.
 
Polska droga
W 1931 r. Grzegorz Peradze przyjął święcenia kapłańskiej i został proboszczem jedynej wówczas gruzińskiej świątyni za granicą, paryskiej kaplicy św. Nino. Niestety jednocześnie musiał pożegnać się z bońskim uniwersytetem, którego władze nie godziły się, by ich wykładowca obsługiwał parafię w Paryżu.
I w tym momencie rozpoczyna się polska droga ojca Peradze. Metropolita Dionizy Waledyński, głowa polskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej, który poszukiwał profesora patrologii, w 1933 r. zaprosił duchownego do Warszawy. Dodatkowym argumentem mogła stać się liczna kolonia gruzińska, a także zgoda na dalsze proboszczowanie u św. Nino. W ten sposób kapłan naukowiec został profesorem Studium Teologii Prawosławnej Uniwersytetu Warszawskiego, kierownikiem katedry patrologii, a także kapelanem ponad 100 gruzińskich oficerów, zaproszonych do Polski przez Józefa Piłsudskiego, po zajęciu Gruzji przez Sowietów.
Warszawa przyjęła ojca Peradze bardzo ciepło. Podkreślano, że to pierwszy teolog prawosławny współpracujący z nauką katolicką. I rzeczywiście Grzegorz Peradze np. opracowywał dla Biblioteki Ojców Kościoła materiały dotyczące męczenników. Jednocześnie dużo publikował w wydawnictwach uniwersyteckich. Przy czym robił to po polsku, co nie dziwi, zważywszy na fenomenalne zdolności lingwistyczne – oprócz polskiego władał jeszcze 23 językami.
Ojciec Peradze nigdy nie zrezygnował z paszportu nieistniejącej Republiki Gruzji, ale i Polska była mu bardzo bliska. Dowodem jest fragment homilii wygłoszonej po śmierci marszałka Piłsudskiego, której tekst znalazł w wojskowym archiwum w Rembertowie, reżyser filmu o św. Grzegorzu, Jerzy Lubach: „W kraju tak gościnnym dla nas, który stał się nam drugą Ojczyzną, zebraliśmy się wszyscy, synowie gór kaukaskich, aby oddać hołd i pomodlić się za spokój duszy Marszałka Piłsudskiego. Znał On dobrze i kochał nasz kraj. My, synowie Kaukazu, którzyśmy znaleźli w odrodzonej Polsce miłość i zrozumienie dla naszych cierpień, głęboko odczuwamy tę żałobę, która okryła nasz bratni naród”.
 
Tak jak Kolbe
Kolejnym potwierdzeniem przywiązania do naszego kraju było pozostanie w Polsce po 1939 r. Ojciec Peradze nie skorzystał z niemieckich propozycji powrotu na macierzysty uniwersytet w Bonn. Więcej, rozpoczął współpracę z polskim podziemiem, pomagał Żydom. Został aresztowany przez Gestapo 5 maja 1942 r. Kościół prawosławny bezskutecznie starał się o jego uwolnienie. W listopadzie 1942 r. ojciec Peradze został przewieziony do Auschwitz. 11 grudnia do jednego z prawosławnych diakonów przyszedł telegram, że Grzegorz Peradze zmarł pięć dni wcześniej.
Niestety szczegółów jego śmierci nie znamy. Wiadomo, tylko, że tak jak św. Maksymilian Kolbe, ofiarował się za współwięźnia, ale ojciec Peradze nie miał swego Franciszka Gajowniczka. Jedna wersja głosi, że został rozstrzelany po tym ,jak dobrowolnie zgłosił się za ojca rodziny, inna, że oblano go benzyną i podpalono, gdy wziął na siebie winę za kradzież chleba z obozowej kuchni. O jego męczeńskiej śmierci zaświadczyli tuż po wojnie dwaj byli więźniowie, jednak szczegóły ich zeznań zaginęły.
Gruziński Kościół Prawosławny wkrótce po wojnie rozpoczął proces kanonizacyjny. W 1995 r. Grzegorz Peradze został uznany za świętego męczennika. Jako świętego czci go też Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny. Jan Paweł II nazwał go „także naszym, polskim świętym”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki