Logo Przewdonik Katolicki

Żonglerka przekonaniami

Piotr Zaremba
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Piotr Zaremba historyk, dziennikarz, publicysta, komentator polityczny

Żona Rafała Trzaskowskiego, nowo wybranego prezydenta Warszawy, przemówiła po raz pierwszy. Przebiło się głównie jedno: małżonka polityka ma pretensję do Kościoła katolickiego, że nie wsparł jej środowiska w walce w obronie sądów i o wolną aborcję (czarne marsze).

Dlatego Małgorzata Trzaskowska oznajmiła, że jej dzieci „już nie chodzą na religię”. Swego syna „nie posłała” nawet do Pierwszej Komunii. Osłupiałem. Gdybyż jeszcze oczekiwała od biskupów milczenia, zgodnie z poglądem niektórych liberałów, że Kościoły nie mają prawa ingerować w politykę (nawet wtedy, gdy ta polityka dotyka fundamentalnych spraw etycznych). Ale nie: ona oczekuje poparcia i to albo w kwestii słabo wpisującej się w etyczne zasady katolicyzmu (sądy), albo wręcz z nią sprzecznej (aborcja).
Jest i inne pytanie. Skoro dzieci „już nie chodzą” na religię, to wcześniej ona i jej mąż na katechezę je posyłali. Tu moglibyśmy wdać się w debatę, jak powinni się obchodzić rodzice z sumieniami swoich dzieci. Zmuszać je, kiedy nie chcą? Nie przeciwdziałać, kiedy chcą, a rodzice są niewierzący? Ale jak rozumiem, pani Trzaskowska nie deklaruje niewiary. Udział w życiu religijnym, modlitwa, sakramenty są w jej wizji podporządkowane najdoraźniejszej polityce. Zaiste, straszny to świat. Straszny, ale przede wszystkim niemądry.
Piszę o tym ze smutkiem. Rafał Trzaskowski jest względnie młodym, choć już nie najmłodszym politykiem, któremu wróży się świetlaną przyszłość, najwyższe urzędy, z prezydentem RP włącznie. Nie wierzę, żeby w decyzjach żony nie uczestniczył. Infantylizm tego myślenia źle wróży jego aktywności także i w innych dziedzinach. Prawda – mamy polaryzację, prawda – wszystko stało się w Polsce polityką. Ale w ostateczności każdy człowiek odpowiada za samego siebie. Rozumiem polityka, który chce być niezależnym od Kościoła. Rozumiem kogoś, kto stracił wiarę albo nigdy nie wierzył. Za to taka żonglerka przekonaniami słusznie jest odsyłana tam, gdzie jej miejsce: do internetowych memów.
To skądinąd pokazuje, jak daleko zaszły pewne procesy. Nie wiem, czy Donald Tusk mówił szczerze o swoich ideowych przemyśleniach. Wielu twierdziło, że nimi grał, także nawróceniem religijnym przed wyborami 2005 r. Jestem jednak pewien, że takich twierdzeń nie usłyszelibyśmy ani od niego, ani od jego żony. I na tym można by skończyć, ale nasuwa się jeszcze uwaga.
Ks. Józef Tischner nie miał racji, kiedy twierdził, że przez antyreligijną propagandę nie można stracić wiary, a przez głupiego księdza i owszem. Możliwe zresztą, że i najmądrzejszy kapłan nie pomógłby państwu Trzaskowskim. Ale możliwe też, że czegoś wobec nich zaniedbano. Że zobaczyli wystarczająco odpychającą twarz Kościoła, aby zareagować takimi „refleksjami”. To ich nie tłumaczy, ale mogłoby stanowić uzupełnienie obrazu.
W internecie reakcją na wyznania Małgorzaty Trzaskowskiej po stronie konserwatywnej są nader często inwektywy (często czysto polityczne). Rozumiem irytację, nie rozumiem obelg. To po to nam jest wierność religii? Jeśli ktoś okłada panią prezydentową formułką „Targowica” to znaczy, że sam rozumie niewiele.
Po obu stronach znaczne grupy postrzegają katolickie wyznanie wiary już nawet nie jako ideologię, a jako jedno więcej narzędzie (albo przedmiot) partyjnej walki. I to powinno być powodem do niepokoju dla duchownych, w tym hierarchów naszego Kościoła. Nie mam prostej odpowiedzi, co z tym należy uczynić, bo międzypartyjna wymiana ciosów dotyczy także tego, co ważne dla Kościoła i dla katolików. Ale coś z tym począć trzeba. Bo w obecnej postaci zbyt często różne komedie pomyłek kończą się zgorszeniem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki