Logo Przewdonik Katolicki

Pamiątka przemilczana

ks. dr Mirosław Tykfer

Obchody 500-lecia reformacji nie trafiły na pierwsze strony polskich gazet. Większość katolików uznała temat za marginalny, jak marginalny jest procent niekatolików w polskim społeczeństwie. Mimo to dyskusja rozgorzała.

Trochę więcej uwagi poświęcili sprawie koneserzy ekumenizmu, ale nie ma co się oszukiwać, ich nie ma zbyt wielu. Także w mediach katolickich nie pisano zbyt dużo. W sposobie podejścia do tematu zasadniczo dała się odczuć swego rodzaju życzliwa dyplomacja. Polegała ona na tym, aby relacjonować co trzeba z racji oficjalnego zaangażowania Watykanu, ale bez okazywania większego wsparcia dla sprawy. Wyglądało to tak, jakby przyjęto zasadę, żeby nie drażnić ani tych, którzy cieszyli się na udział polskich biskupów w ekumenicznych wydarzeniach, ani pozostałych, którzy byli z tego powodu oburzeni. A Rzym niech robi na poziomie międzynarodowym to, co sam uważa za słuszne. Pozytywną interpretację wydarzeniom z Roku Reformacji w Polsce nadawali natomiast autorzy związani z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Znakiem” czy „Więzią”.
 
500 lat od rozwodu
Największe emocje pojawiały się na pewno w mediach świeckich. Nie było ich zbyt wiele, ale za to były one często bardzo krytyczne. Zdecydowanie negatywną ocenę udziału Kościoła katolickiego i polskich duchownych w obchodach reformacji opisał na portalu „wPolityce” Grzegorz Kucharczyk. Na pytanie „Czy Kościół katolicki powinien obchodzić rocznicę reformacji?”, odpowiedział, że „To tak jakby zadać małżonkom pytanie, czy powinni po 25 latach od rozwodu spotkać się i świętować rozbicie jedności i nierozerwalności swojego małżeństwa”. –  To prawda, że jesteśmy braćmi, ale braćmi rozłączonymi. Nie wymagajcie ode mnie, abym świętował rozwód własnych rodziców – napisał na tym samym portalu Grzegorz Górny. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski skrytykował natomiast abp. Wojciecha Polaka za udział w świętowaniu „tragicznego rozłamu Kościoła”.
 
Dialog w prawdzie
Bardzo stanowczo w tym kontekście zabrzmiały słowa byłego prefekta Kongregacji ds. Doktryny Wiary kard. Gerharda Müllera, który stwierdził, że „w sprawie Marcina Lutra istnieje dziś wielki zamęt”. „I trzeba jasno powiedzieć – dodał – że z punktu widzenia nauczania Kościoła nie była to reforma, tylko rewolucja, czyli całkowita zmiana podstaw wiary katolickiej”. Nie odniósł się w ten sposób krytycznie do udziału Kościoła katolickiego w obchodach 500-lecia reformacji, ale pośrednio wskazał na niebezpieczeństwo zbyt małego akcentowania różnicy między dzisiejszym ekumenizmem a oceną historii, która jasno pokazuje winę Marcina Lutra w doprowadzeniu Kościoła do rozłamu. „Dziś, 500 lat po Lutrze, dążymy do pojednania. Nie może się to jednak odbywać kosztem prawdy i z wywoływaniem zamętu” – powiedział.
W podobnym tonie wyraził się abp Marek Jędraszewski, który na spotkaniu z wiernymi w kościele św. Anny w Krakowie tłumaczył, że „od reformacji zaczęła się pewna degradacja człowieka”. – Ten dramatyczny podział, jaki nastąpił w chrześcijaństwie zachodnim, nie jest wcale momentem wielkiego świętowania – dodał.
 
Nie-świętowanie
Mniej emocji na pewno wzbudzały te komentarze, które pozytywnie oceniają całą sytuację. W swoim artykule na portalu „Laboratorium Więzi” Dariusz Bruncz przypomniał, że Rok Reformacji poprzedzony był tzw. Dekadą Lutra. I że „nie była ona heroizacją reformatora, lecz twardym rachunkiem sumienia”. Dlatego tegoroczne obchody nie były dla niego w żaden sposób gorszące. Podkreślił też, że „upamiętnienie reformacji nie jest dla ewangelików ani świętowaniem rozłamu, ani porozwodowym rautem, ani tym bardziej świetlistym marszem z pochodniami celem złożenia wyrazów uznania Lutrowi”.
Bardzo pozytywny wydźwięk miało także przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy, który podczas sesji jubileuszowej centralnych uroczystości w Warszawie podkreślił wkład ewangelików w odrodzenie wolnej Polski. „Luteranie trwale wpisali się w historię państwa i narodu polskiego, która jest wspólną historią wszystkich nas Polaków” – powiedział. Przemówienie prezydenta nie było oczywiście oceną religijną, ale odnosiło się tylko do patriotyzmu i zaangażowania społecznego luteranów.
Najistotniejszą dla polskich obchodów 500-lecia reformacji była chyba wypowiedź abp. Wojciecha Polaka, który w czasie warszawskich uroczystości za papieżem Franciszkiem powtórzył, że katolicy i luteranie nie świętują podziału Kościoła, ale pragną wspólną drogę na przyszłość. W rozmowie dla KAI powiedział ponadto, że jego zdaniem także ewangelicy nie przeżywają obchodów jako świętowania zła, które zostało wyrządzone Kościołowi. „Świętują to wydarzenie, jako moment wołania o reformę Kościoła, o jego nawrócenie, o to, co jest rzeczywistością ponadczasową” – wyjaśnił.
 
Droga nieodwracalna
Jest bardzo trudno w tych spolaryzowanych ocenach powiedzieć, jak katolicy powinni traktować minione obchody Roku Reformacji. Wszystko wskazuje też na to, że w tej sprawie może istnieć uprawniona różnorodność sądów. Można przecież dyskutować na temat sposobów, w jaki należałoby dzisiaj dążyć do jedności chrześcijan. Ta dyskusje się zresztą toczy, a wielość opinii, która przy tej okazji się wyłania, świadczy o poziomie skomplikowania problemu. Jednocześnie jednak nie możemy zapominać, że istnieją fundamentalne założenia w nauce Kościoła, których kwestionować nie należy.
Najważniejszym jest pozytywna ocena dążeń ekumenicznych, której dokonał Sobór Watykański II, a które następnie powtórzył w encyklice Ut unum sint Jan Paweł II. Wiele lat później, podczas Europejskiego Spotkania Młodych w Rzymie, Benedykt XVI bardzo stanowczo przypominał, że „Kościół katolicki wszedł nieodwołalnie na drogę ekumenicznych poszukiwań”. Dyskutując o kształcie dążeń do jedności chrześcijan nie powinniśmy więc podważać wartości samej idei ekumenicznego zaangażowania Kościoła, a raczej szukać poprawności tego, jak powinien on wyglądać.
 
Oczyszczenie pamięci
Drugą, równie niepodważalną kwestią, jest uzgodniona wspólnie formuła sposobu ich przeżywania. Zresztą w zasadniczym kształcie uzgodniona jeszcze podczas pontyfikatu Benedykta XVI. Tak strona katolicka, jak i luterańska od początku zgodziły się, że to nie będzie świętowanie. Wręcz przeciwnie. We wspólnym dokumencie „Od rozłamu do komunii” poprzedzającym obchody czytamy bardzo mocne słowa: „Prawdziwa jedność Kościoła może być tylko jednością w prawdzie Ewangelii Jezusa Chrystusa. Fakt, że walka o tę prawdę w XVI w. doprowadziła do utraty jedności zachodniego chrześcijaństwa, należy do ciemnych stron historii Kościoła. W 2017 r. będziemy musieli otwarcie wyznać, że staliśmy się winnymi przed Chrystusem, szkodząc jedności Kościoła”. Stąd też inicjatywa, która miała miejsce 11 marca br. w kościele św. Michała w Hildesheim. Tego dnia odbyło się tam ekumeniczne nabożeństwo pokutne, zorganizowane wspólnie przez Kościół ewangelicki w Niemczech oraz rzymskokatolicką Konferencję Biskupów Niemieckich, podczas którego otwarcie mówiono o reformacyjnych nadużyciach.
Trzecia sprawa ma wymiar bardzo praktyczny i dotyczy konkretnej rzeczywistości, którą stanowi wzrastająca liczba małżeństw wyznaniowo mieszanych. Również z tego bardzo życiowego powodu „katolicy i luteranie – czytamy w dokumencie – pragną razem obchodzić pamiątkę roku 2017”.
 
W pokorze
Prawda o dramatycznych wydarzeniach związanych z wystąpieniem Marcina Lutra nie została przemilczana podczas obchodów pamiątki reformacji. Zgodnie z życzeniem komitetu organizacyjnego nie było miejsca na zacieranie historii w imię ekumenicznej poprawności. Nie fałszowano prawdy, o której przypomniał kard. Müller, że szesnastowieczny rozłam Kościoła był oczywistym następstwem reformacji. Obchody 500-lecia reformacji w Polsce i na świecie stały się natomiast okazją do „oczyszczenia” i „uzdrawiania pamięci” po każdej ze stron. Kolejny raz uświadomiliśmy sobie, że nie można pośpiesznie zamykać procesów odkrywania prawdy historycznej w odniesieniu do spraw bardzo złożonych.
W takim kluczu odczytuję też słowa abp. Jędraszewskiego na temat związku reformacji z początkiem procesu degradacji człowieka. Umieszczam je w szerszym kontekście nurtów myślowych szesnastowiecznej Europy, które chciały „wyzwolić” człowieka spod panowania Boga. Zamiast umacniać pojęcie ludzkiej godności w relacji do Boga, kazały mu zająć Jego miejsce. A to rzeczywiście jest degradacja człowieka. Tylko że tego na pewno nie chciała także sama reformacja, choć przez negację Kościoła jako instytucji faktycznie broniącej godności człowieka pośrednio się do tego przyczyniła.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Angelina
    18.09.2018 r., godz. 11:43

    Prawdą jest to, że dla Katolików reformacja widziana z polskiej perspektywy ma marginalny charakter i takim powinna ona pozostać. W końcu to nie Katolicy odeszli od Kościoła, tylko no właśnie kto?... To przecież Luter i jego małżonka z dziećmi dali rozwód względem Kościoła rozpoczynając tragiczny epizod reformacji, która nie stworzyła żadnego apostolskiego Kościoła tylko system rozlicznych sekt i pseudoreligijnych ruchów. Ekumenizm w takim kontekście wydaje się zwykłą błazenadą religijną, gdyż właściwie Katolicy z kim mają rozmawiać?... Ze zwykłymi religijnymi postrzeleńcami, czy wykolejeńcami, którym wydaje się, że zgłębili to, nad czym inni zastanawiali się całe wieki. Nikt nie poruszył specjalnie tematyki reformacji w prasie codziennej - bo niby po co?! Przecież w dobie komercji wspominanie pamiątki jakiegoś mizernego czynu Lutra sprzed 500 laty, nazywanego "genialnym", wydaje się dzisiaj zwykłą parodią, którą lepiej nie kompromitować się nawet przed własną żoną, a co dopiero w szerszym życiu społecznym.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki